Pierwszy Kontakt to festiwal różnorodności

„Szyc” z Teatru Barakah w Krakowie, „Babel 2” z PWST w Krakowie, „Morze otwarte” z Teatru Współczesnego w Szczecinie i „Nad” z Teatru im. Stefan Jaracza w Łodzi na I Festiwalu Debiutantów Pierwszy Kontakt w Toruniu. Pisze Grzegorz Giedrys w Gazecie Wyborczej – Toruń.
«Kończący się dziś Festiwal Debiutantów Pierwszy Kontakt zachwyca swoją różnorodnością: są eksperymenty artystyczne i spektakle tradycyjne w formie, jest teatr lekki i ten, który nie boi się wielkich tematów.

Pierwszy Kontakt pokazał we wtorek i środę pełnię swojego potencjału artystycznego. Przegląd zorganizowany przez Teatr Horzycy urzeka swoją wszechstronnością – w programie obok lekkich surrealistycznych historyjek pojawiają się przedstawienia, które nie boją się bolesnych i kontrowersyjnych pytań. W tych spektaklach człowiek jawi się jako istota krucha, bestialska, choć niepozbawiona sumienia. Dla wielu widzów „Babel 2” w reżyserii Mai Kleczewskiej i „Nad” Waldemara Zawodzińskiego mogłyby stać się rodzajem rekolekcji.

Hanoch Levin znów w Toruniu

Toruńska widownia zna dramaturgię Hanocha Levina dzięki dwóch inscenizacjom Iwony Kempy, która wyreżyserowała w Teatrze Horzycy „Pakujemy manatki” i „Zimowe ceremonie”. W „Szycu” Teatru Barakah z Krakowa odnajdziemy to, co jest znakiem szczególnym tego izraelskiego dramatopisarza: swobodne przechodzenie z powagi do farsy. Reżyserka Ana Nowicka otoczyła aktorów publicznością, dzięki czemu widz ma poczucie, że znalazł się w samym środku codzienności prostej żydowskiej rodziny. Na początku rysuje dość typowy obrazek znudzonego sobą małżeństwa i ich brzydkiej córki na wydaniu. Gdy wejdziemy głębiej w tę historię, okazuje się, że pan domu myśli jedynie o pieniądzach, jego żona marzy o ucieczce z tego miejsca, córka chce korzystać z życia i znaleźć małżonka. Ich życie to wieczna licytacja: nawet podniosła ceremonia ślubna to w istocie targ o to, jak najtaniej pozbyć się z domu córki.

Gdzieś w tle czai się historia Izraela: Mieszkańcy powoli przyzwyczajają się do wojen, które prowadzi ich kraj. Żona dziwi się, że to „takie nieeuropejskie”, że kolejny konflikt zaczął się w porze obiadu. Zięć – agresywny izraelski militarysta, który nawet w domu nie rozstaje się z mundurem – wietrzy w wojnie niezły interes: będzie kopał okopy, które w razie czego mogą stać się masowymi mogiłami. Ten szalony świat czeka nieunikniona zagłada. Szyc pada rażony paraliżem – na sedesie z wielkim napisem Niagara na górnopłuku, duch zmarłego zięcia może wrócić do swojego domostwa pod warunkiem, że zamieszka pod stołem, żona zaś dowiaduje się, że Ameryka na nią nie czeka.

Nowicka doskonale wie, że do Polaków silnie przemawia egzotyka kultury jidysz. Swój spektakl nasyciła więc muzyką żydowską: postaci zamiast prowadzić długie monologi śpiewają pieśni pochwalne i lamenty. A jeśli do tego klimatu dodać dobre aktorstwo, otrzymamy przedstawienie, które urzeka, wzrusza i bawi.

Sztuka zadawania bólu

„Babel 2” Elfriede Jelinek w wykonaniu studentów Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie przypomina bardziej eksperyment artystyczny niż tradycyjny spektakl, to projekt otwarty, a nie zamknięta forma. Maja Kleczewska, reżyserka tego widowiska, wprowadziła młodych aktorów w ekstremalne sytuacje, aby sprawdzić, jak sobie z nimi poradzą. Scenę zaludniają postaci chore, kalekie i boleśnie doświadczone przez życie. Ich historie budują wieżę Babel, piętrzą niezrozumienie, konflikt i wojny.

To afabularne widowisko składa się z opowieści o tym, jak ludzie zadają sobie ból. Dochodzą do nas strzępki urwanych narracji. Dziewczyna kaleczy swoje usta nożem przed kamerą internetową, ciężarna nie może zrozumieć swojego ciała, mężczyzna przebiera się za Jokera z „Mrocznego Rycerza” – bawi się tą rolą, usiłuje nawiązać dialog z widownią, zastanawia się nad aktorstwem i sławą. Niepełnosprawny umysłowy dzieciak zadaje wszystkim te same pytania: o czym to było? było krótkie czy długie? wesołe czy smutne? W finale przerywa afazję i jego mowa – z początku bełkotliwa – zamienia się w dynamiczny rap, w którym chłopak stawia odważne pytania o własną tożsamość i pojedynczość.

Jest zabawa estetyką queer, ale bez homofobicznego kabaretu. Na scenie pojawia się mężczyzna przebrany za kobietę. Opowiada, że nigdy nie mógł zaakceptować swojej płci biologicznej. Zanim zdecydował się na terapię, walczył w Iraku. Kleczewska w tej postaci zderza zjawiska, które są ze sobą nie do pogodzenia: wojna jest męską sprawą, a nie sposobem na odkrycie w sobie innej seksualności. Innym razem na ekranie widzimy zdjęcia z więzienia w Abu Ghraib. Mężczyzna w kobiecym przebraniu prowadzi długi monolog. Jest żołnierką, która znęca się nad osadzonymi: tworzy z nich żywe rzeźby, upokarza, drwi z ich wszystkich świętości. Zauważa z dumą, że wojna to męska rozrywka.

„Babel 2” składa się z chaotycznych fragmentów tekstów. Muzykę i ilustrację wizualną tworzą filmy wyszukane w serwisie YouTube – niekiedy całkowicie przypadkowo w spektakl wdzierają się sieciowe reklamy. Korzystając z tych nowoczesnych środków, można snuć smutną opowieść o świecie, w którym żeby zostać bohaterem, wystarczy zjechać po piorunochronie i krzyknąć „Jestem hardcorem”. Ten spektakl z pewnością by się nie udał, gdyby nie zaangażowanie krakowskich studentów, którzy zagrali tak, jakby protestowali przeciwko czasom, w którym przyszło im żyć.

Morze nudy

Po obejrzeniu „Morza otwartego” Teatru Współczesnego ze Szczecina widz może zadać sobie jedno pytanie: jak doszło do tego, że ten spektakl w ogóle znalazł się w programie festiwalu? Dramat Jakuba Roszkowskiego zainscenizował Marek Piaseczny. Jak można się domyślić, akcja dzieje się nad morzem. Jest pan, pani i kochanek. Ich życie wypełnia w jakimś sensie morze: wytycza dla nich wszelkie granice, pozwala na snucie marzeń o nieznanym lądzie na drugim brzegu. Spektakl od początku do końca jest nudny: małżeństwo nieustannie zastanawia się, czy być razem, kochanek żony staje się synem, później znów kochankiem. Pomiędzy tymi zdarzeniami są dialogi, które tę nudę jeszcze potęgują. Scenografia to kilka krzeseł i pięć literek układających się w słowo „morze”. Tak surowy i ascetyczny obraz domaga się dobrego aktorstwa – postaci jednak snują się bezwładnie po scenie. Przedstawienie nie ratuje nawet lekka historia podlana surrealizmem. To z pewnością jak na razie najgorsza propozycja teatralna pierwszej edycji toruńskiego festiwalu.

Refleksja nad wolnością

Największym środowym wydarzeniem na Pierwszym Kontakcie był „Nad” [na zdjęciu] Mariusza Bielińskiego w wykonaniu Teatru im. Stefan Jaracza z Łodzi. Spektakl zainscenizowany przez Waldemara Zawodzińskiego zachwycał od samego początku: zobaczyliśmy intrygujący tekst, precyzyjną wizję reżyserską, świetne aktorstwo.

32-letni Jakub (w tej roli znakomity Mariusz Jakus) odsiaduje dożywocie za brutalne zabójstwo sąsiadki. W więzieni jest już 12 lat, gdy okazuje się, że zostaje uniewinniony. Wraca do rodziców, ale nie może znaleźć dla siebie miejsca. Mimo że nie popełnił morderstwa, dalej jest napiętnowany jako były więzień i nie potrafi dostosować się do wolności. Planuje zemścić się na tym, kto był jedynym świadkiem przeciwko niemu.

W „Nad” nie ma dłużyzn i estetycznych ułatwień. Akcję wyznacza precyzyjny rytm: dialogi pojawiają się niezwykle rzadko, dominują krótkie monologi. Wiele scen przekonuje o kunszcie reżyserskim Zawodzińskiego. Gdy Jakub zabija świadka, w każdym szczególe opowiada, jak masakruje ciało ofiary, jak wygląda agonia. Temu przerażającemu opisowi towarzyszy scena ubierania mordowanego w czystą białą koszulę; zabójca, gdy kończy mówić, składa na czole ofiary ostatni pocałunek.

Scenę otacza więzienna siatka, która szczelnie odcina od świata wszystkie postaci. Nawet ci, którzy pozostają na wolności, nie mogą się oswobodzić. Rodzice, aby uniknąć oskarżeń i gniewu sąsiadów, zmieniają nazwisko i przeprowadzają się. Rzadko wychodzą z domu, bo – jak mówi ojciec – nie mogą spojrzeć ludziom w twarz. Wszyscy bohaterowie znaleźli się w pułapce, z której nie sposób wyjść.

Zawodziński świetnie poprowadził aktorów. Każda z postaci skrywa jakiś sekret, który w końcu zostaje ujawniony. Mariusz Jakus genialnie wcielił się w rolę człowieka opętanego żądza zemsty. Jest w niej pasja i rezygnacja, chaos i racjonalne działanie, pragnienie wolności, ale też i lęk przed nią. Aleksander Bednarz zagrał Starego – kolegę Jakuba spod celi. Dojrzały mężczyzna rozmawia z Bogiem, skarży się mu na codzienne dolegliwości: starość, choroby, brzydotę. Ten spokojny i dobrotliwy człowiek zgwałcił w przeszłości małą dziewczynkę. Andrzej Wichrowski i Ewa Wichrowska stworzyli wielkie kreacje rodziców Jakuba – ludzi, których przygniótł ciężar rodzinnej tragedii. Agnieszka Więdłocha i Krzysztof Wach zadebiutowali w tym spektaklu. Ich udane role sprawiają, że są faworytami do nagród w festiwalowym konkursie.

Tekst Mariusza Bielińskiego i spektakl Waldemara Zawodzińskiego to odpowiedź na „Zbrodnię i karę”. Tak samo jak w powieści Dostojewskiego, pytania o naturę wolności powracają tu z całą swoją doniosłością. W tym wzruszającym przedstawieniu szczególnie mocno brzmią konfesyjne wyznania i gwałtowna skarga na życie rzucona w twarz Bogu i bliźnim.»

„Pierwszy Kontakt to festiwal różnorodności”
Grzegorz Giedrys
Gazeta Wyborcza Toruń online

27-05-2011