Teatr dla Wszystkich, 27 czerwca 2025
Link: https://teatrdlawszystkich.eu/wielomilosc-na-tle-panoramy-miasta-oslo/
W świecie, który ukochał uproszczenia, każda próba opowiedzenia czegoś innego brzmi jak prowokacja. Tymczasem życie nie mieści się w tabelkach ani poradnikach, a – podobno – łatwa miłość to nie miłość. Z tym przekazem występuje w Teatrze Barakah debiutująca reżysersko Klaudia Gębska, która na panoramę miasta Oslo rzuca cień wielomiłosnych napięć i dylematów – Amorię.
W przestrzeni inspirowanej norweskim filmem Najgorszy człowiek na świecie poznajemy Julie (Zuzanna Woźniak) – kobietę, która w trakcie długoletniego związku z Akselem (Michał Nowicki) niespodziewanie wprowadza osobę trzecią – Eivinda (Jakub Żółtaszek). Zamiast klasycznego trójkąta prowadzącego do kryzysu i rozstania, twórcy Amorii proponują wariant radykalnie inny – próbę zbudowania relacji, która uwzględnia uczucia wszystkich zaangażowanych stron – poliamorię. Julie i Eivind nie chcą tracić, a Aksel i Sunniva (Monika Kufel), partnerka Eivinda, muszą przewartościować rozumienie lojalności i ponadprogramowej miłości. Każde z nich jest osobnym wszechświatem, próbującym kochać wspólnie, ale przy tym nie zatracić własnych granic.
Amoria to twórcza kontynuacja filmowej narracji, która z pełną świadomością i odwagą wchodzi w obszary rzadko eksplorowane na polskich scenach teatralnych. Scenariusz, również debiutującego Miłosza Mieszkalskiego, będący rdzeniem tego przedstawienia, to sieć zależności, w której miłość, wolność i zazdrość splatają się w szkic kompromisów i pragnień. Szkic – bo mamy tu do czynienia z formą teatru w teatrze; aktorzy wychodzą ze swoich ról, próbując przez filtry własnych wrażliwości zrozumieć działania postaci, markować nowe rozwiązania.
Estetyka spektaklu, oparta na metateatralnych rozwiązaniach, daje poczucie uczestnictwa w czymś na poły osobistym, na poły uniwersalnym. Nie ma tu nachalnego moralizatorstwa – jest za to zaproszenie do rozmowy, zarówno wewnętrznej, jak i międzyludzkiej. Również forma, zderzająca różne perspektywy postaci, sprawia, że spektakl działa jak soczewka skupiająca pytania, które – być może – każdy z nas kiedyś sobie zadał: czy potrafię kochać bez lęku? Czy wolność w relacji jest możliwa? Czy zazdrość można oswoić?
Fabułę prowadzą narratorzy – Patryk Krzak i Joanna Karcz – których polifoniczne głosy pełnią funkcję przewodników, reżyserów miłosnego spektaklu. Burzą czwartą ścianę, odciążają emocjonalny zaduch, ale też z powodzeniem rezonują z widownią. Zarówno ta dwójka, jak i poliamoryczny kwartet, tworzą zgrany zespół o niezwykłej chemii scenicznej i emocjonalnej.
Na tle chłodnej, skandynawskiej przestrzeni Oslo Amoria opowiada o sprawach gorących i bliskich – o miłości, która nie mieści się w ciasnych ramach, ale i takiej, w której centrum nie stanowi wyłącznie jej forma, lecz jakość. To spektakl szczery, aktualny i potrzebny, a Teatr Barakah po raz kolejny operuje jakościami, które nie powodują zmieszania, lecz wstrząsają i uruchamiają refleksję.
Teatr dla wszystkich, 18 czerwca 2025.
Link: https://teatrdlawszystkich.pl/love-is-in-the-air/?fbclid=IwY2xjawK_d7ZleHRuA2FlbQIxMABicmlkETB0RGQySWNWTG16N1RHVHZ4AR745f-lrBACF_PgZFdT4hp1DTRwhIXozL3PGok2wz_-1aflE6dNzli-_7z62A_aem_leZRZghiZV-OSXwfv1w_NA
O spektaklu „Amoria” wg scenariusza Miłosza Mieszkalskiego w reż. Klaudii Gębskiej w Teatrze Barakah w Krakowie pisze Piotr Gaszczyński.
Gdyby w Barakah był radiowęzeł, przed i po premierze Amorii w eterze unosiłby się największy przebój Johna Paula Younga z 1978 roku. W gąszczu ciężkich, trudnych i mrocznych spektakli, serwowanych ostatnio na krakowskich scenach, przy Paulińskiej pojawiło się mieniące się wszystkimi kolorami tęczy światełko. Klaudia Gębska (reżyseria i scenografia) zaprasza widzów do świata, w którym miłość niejedno ma imię.
Nie ma premiery w dawnej mykwie bez filmowych inspiracji. Tym razem zarzewiem przedstawienia stał się film Najgorszy człowiek na świecie, będący częścią „Trylogii z Oslo”. Norweska opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości i odnajdywaniu celu w życiu staje się punktem wyjścia do przetworzenia kinowej historii na grunt niestandardowych relacji międzyludzkich. Mowa o poliamorii, czyli — jak podaje The Wiley Blackwell Encyclopedia of Gender and Sexuality Studies — „wielomiłości” rozumianej jako pragnienie posiadania wielu romantycznych związków jednocześnie, z pełną wiedzą wszystkich zaangażowanych osób.
Twórcy spektaklu bawią się konwencją teatru w teatrze, burzeniem „czwartej ściany” oraz samą ideą przedstawienia jako struktury, która musi mieć zwartą formę i odpowiednią treść. W Amorii bohaterowie na bieżąco odgrywają postaci znane z filmu, zastanawiają się, jak je ugryźć, szukają odpowiednich rozwiązań i zadań aktorskich. Dlaczego tak się dzieje? Bo jak u Hitchcocka — najpierw jest trzęsienie ziemi, a potem napięcie jedynie wzrasta.
Gdy Julie (Zuzanna Woźniak) wyznaje Akslowi (Michał Nowicki), że jest jeszcze ktoś trzeci, początkowo prowadzi to do typowego w takich sytuacjach kryzysu. Jednak w dalszej perspektywie nie chodzi o rozstanie i budowanie czegoś nowego, lecz o rozbudowanie tego, co już istnieje. Słowem — tym, z czym mierzy się para, jest próba zaakceptowania poliamorycznego ménage à trois, w którym Julie będzie miała przyzwolenie na widywanie się z Eivindem (Jakub Żółtaszek). Przed podobnym wyzwaniem co Aksel staje Sunniva (Monika Kufel) — partnerka Eivinda.
Splątane relacje całej czwórki stają się przyczynkiem do dyskusji o współczesnych związkach, o tym, gdzie stawiamy sobie i innym granice, oraz czy dla miłości (bądź ze strachu przed stratą) jesteśmy w stanie częściowo „wyrzec się” siebie dla szczęścia ukochanej osoby. Lekka, momentami komediowa konwencja spektaklu służy oswajaniu tematu, może bardzo niszowego, ale poruszającego emocjonalne struny, które odzywają się w wielu z nas. Różnica między tradycyjnym związkiem a poliamorycznym polega jedynie na tym, jak zareagujemy na owe bodźce.
To naprawdę ciekawie zrealizowany spektakl. Kiedy ma być zabawnie — jest zabawnie. Kiedy ma być refleksyjnie — jest refleksyjnie. Do tego pozytywna energia, łącząca na scenie młodą krew z doświadczonymi aktorami i aktorkami. Zakończenie przedstawienia, którego nie warto zdradzać, sprawia, że Amoria może być paradoksalnie najbardziej konserwatywnym obyczajowo spektaklem w historii Teatru Barakah. Mówiąc ogólnie: co było pęknięte, złączyło się i umocniło. Miłość zwyciężyła. Nućmy zatem: Love is in the air, everywhere I look around / Love is in the air, every sight and every sound… i wracajmy do domu tanecznym krokiem.
TeatrVaria, 15 czerwca 2025.
Link: https://teatrvaria.blogspot.com/2025/06/poliamoria-oszlifowana-jakbrylant.html
echałem z obawami. Zastanawiałem się, co krakowski Teatr Barakah opowie na temat poliamorii. Delikatna to przecież sprawa Bardzo osobiste, ludzkie wybory, podszyte emocjami, uczuciami. Często prowadzące do tragedii. „Amoria” w reżyserii Klaudii Gębskiej uczciwie wszystkie te aspekty kładzie na scenie i pozwala analizować. Każdemu indywidualnie, bez propagandy. Skąd obawa? Właśnie stąd. Łatwo popaść w płytkość przekazu i osądu. Ideologiczny smrodek. Gębska trzyma się z daleka od mielizn.
W zasadzie to spektakl, który nie ma słabych stron. W każdym aspekcie jest co najmniej dobrze, żeby nie powiedzieć – brawurowo. U podstawy leży ciekawy, oryginalny pomysł na fabułę. Co by było, gdyby losy bohaterów słynnego duńsko – szwedzko – francusko – norweskiego dramatu z 2021 roku „Najgorszy człowiek na świecie”, w reżyserii Joachima Triera, potoczyły się inaczej? Uczucie, które tam jest destruktorem stało się konstruktorem zupełnie nowej zależności między czwórką głównych dramatis personae? Może rozwiązaniem ich problemów jest właśnie poliamoria? A jeśli tak, to jak do niej mogą dojść, nie krzywdząc się wzajemnie i nie kalecząc nadmiernie uczuciowo?
Sam jednak pomysł to mało. Trzeba go rozpisać na role, zbudować postaci. Potem ich wzajemne interakcje i dialogi. To także mocna strona „Amorii” Spektakl jest błyskotliwy i skrzy się zabawnymi sytuacjami. Ale wszystko jest okraszone, jak być powinno, subtelnościami i inteligentnie pokazanymi dylematami, jakie mają poszczególne osoby. Dialogi pędzą jak górski wodospad, czyniąc spektakl w Teatrze Barakah znakomicie dynamicznym widowiskiem. Trudno się tu znudzić, czy znaleźć „puste przebiegi” na scenie. Miłosz Mieszkalski, autor scenariusza i dramaturgii wykonał kawał znakomitej roboty. W filmie Julia odchodzi od Aksla, ponieważ poznała Alvinda. Dochodzi do serii zdarzeń, powodujących rozpady obu związków – Julii z Akslem i Alvinda z Sunnivą – oraz dalsze tego następstwa. U Mieszkalskiego patrzymy na plan filmowy, scenariusz dalszych losów bohaterów rodzi się w zasadzie na nim, będąc konsensusem między aktorami grającymi poszczególne postaci. Za radą narratorówAmorów i z ich moderacją powoli, analizując wszelkie „za” i ‚przeciw’ dochodzą do związku poliamorycznego. Po drodze muszą wszyscy czworo solidnie się nad tym zastanowić, przeżyć wiele emocji. A widzom dostarczyć znakomitego materiału do przemyśleń, zaklętego w świetnie napisany i zagrany spektakl. Można mnożyć sceny, które Mieszkalskiemu się szczególnie udały. O jednej jeszcze słów kilka będzie. Tu wspomnę bardzo dobrze napisane, wyreżyserowane i zagrane cierpienie Aksla i Sunnivy, którzy zgodzili się na samodzielne spotkanie Julii i Alvinda. W zaciszu swoich pokojów przeżywają zazdrości, rozterki i pretensje do samych siebie. Zabawne to, wzruszające i bardzo prawdziwe. Nie potrzeba poliamorii do wyprodukowania zazdrości. A zagrana została tak, ze bodaj każdy z nas, widzów, zobaczył w tej scenie cząstkę siebie. Dość powiedzieć, nie zdradzając meandrów fabuły – to jest bardzo dobry tekst. Solidna baza do stworzenia spektaklu. Wieloznaczna. Można wybrać dwie główne drogi przeprowadzenia widzów przez krainę „Amorii”. Komediową i dramatyczną. Obie się sprawdzą. Klaudia Gębska zaproponowała odczytanie tekstu pół na pół – i zabawnie i z refleksją.I to także jest świetne rozwiązanie.
OK, teraz potrzeba do tego wszystkiego aktorów. I są! Wyraziści, charakterystyczni, świetni warsztatowo i znakomicie osadzeni w swoich postaciach. Moim zdaniem narratorka-Amor to gwiazdorska rola Joanny Karcz. Jej głos zniewala, niczym syrenie śpiewy mitycznych marynarzy. Drąży umysł, oplata myśli. Zaskoczyła mnie jej dojrzałość artystyczna w tak wielu aspektach prezentowanej roli. Taniec – świetny. Śpiew – super. Aktorka pokazała wachlarz możliwości i ogromny potencjał. Drugi narrator i zarazem druga połowa Amora, czyli Patryk Krzak zaskakuje zmianami nastrojów budowanej na scenie postaci. Od zabawnego, niemal błaznującego wesołka, po przykuwającego uwagę w poważnych monologach narratora, a w połowie drogi moderatora, czy konferansjera pozostającego w pewnej interakcji z widzami. Julia, czyli Zuzanna Woźniak to także gama emocji i postaw. Od wielkiej, nieco zabawnej dla widza miłości, poprzez zagubioną w wirze emocji kobietę, kochankę. Mnóstwo jest odsłon tej Julii na krakowskiej scenie. Mocna rola Michała Nowickiego, którego Aksel jest prawdziwy, naturalny. Budzący sympatię i momentami współczucie, bo przecież to on traci na poliamorii najwięcej i najwięcej wymaga taki związek od niego właśnie. I, oczywiście od Sunnivy, postaci kreowanej przez Monikę Kufel. Zagrała ją w konwencji zranionej, zakochanej i silnej kobiety. Jej finałowa przemiana i zgoda na polipamoryczną relację daje do myślenia, zastanawia i budzi szacunek. Kwiat na cokole pomnika miłości, można powiedzieć. Czyli badanie ile szlachetny, zakochany człowiek jest w stanie zmienić w swoim systemie wartości aby utrzymać ukochaną osobę przy sobie. No i oczywiście Alvind. Jakub Żółtaszek robi z widzami, co mu się żywnie podoba. Śmiejemy się, gdy lekko skrzywi twarz. Skupiamy na nim uwagę kiedy zaczyna swoje oszczędne kwestie. A scena, w której będąc na randce z Sunnivą odbiera zabawnego mema od Julii – kapitalna. Zasługa to nie tylko Żołtaszka, ale także świetnie mu partnerujących Woźniak i Kufel.
Konstrukcja widowiska. Można się przecież wyłożyć i na tym. Poprzebierać postaci w durne stroje, kazać aktorom fikać na golasa fikołki, albo wchodzić w bezsensowne interakcje z widzami. Można. Ale tu tego nie zrobiono! Mamy wspaniałą, czytelnie opowiedzianą historię poliamorii. Nawet wspomniany, dwupostaciowy, Amor – narrator jest można powiedzieć poliamoryczny, bo jego obowiązki równolegle pełnią Joanna Karcz i Partyk Krzak, o czym już pisałem. Błyskawiczne zmiany konwencji, narracji. Bardzo dobra choreografia, autorstwa Dawida Tasa, powoduje że na scenie, która na moje oko ma circa dwadzieścia metrów kwadratowych, można z powodzeniem opowiedzieć historię norweskiego emocjonalnego czworokąta.
Hitowa muzyka. Niby nic. Sześciostrunowa gitara basowa oraz zestaw perkusyjny wspomożony niewielkim instrumentem klawiszowym. Ale to, co Piotr Korzeniak i Paweł Stus zaproponowali w epilogu „Amorii”, to muzyka, do której poproszę o link. Zamierzam słuchać jej na okrągło. W domu i w samochodzie. Z przerwami na kolejne spektakle. Jest po prostu świetna. Do tego stopnia, że odczułem przeuroczą klęskę urodzaju. Nie wiedziałem, czy skupić się na słuchaniu muzyki, czy na śledzeniu tego jak spektakl się zakończy. Udało mi się to pogodzić. Ale tę muzykę, jak już napisałem, chcę na słuchawki!
Poliamoria to jest wyzwanie. Może oznaczać ludzką krzywdę. Zdeptanie czyjejś miłości. Tak. Tak może być i zapewne często poliamoria na krzywdzie właśnie jest budowana. Ale nie musi. Może stać się wyjściem z klatki wzajemnie wykluczających się uczuć i relacji kilku zakochanych w sobie nawzajem osób. Czy można potępiać coś uogólniając? Czy jest sens ryzykowania gdy wielostronne zadowolenie jest bardzo niepewnym rezultatem? Amoria” stawia pytania. Bardzo ważne. Nie tylko o istotę poliamorii jako jednego z wielu, co też brzmi na scenie, możliwych rozwiązań. Spektakl pyta także o coś o wiele ważniejszego; czy można przykładać równą miarę do materii tak niemierzalnej jak ludzkie uczucia? Jak miłość? Sugeruję uważnie na ten spektakl popatrzyć. On ma nie jedną, a kilka podszewek. I każda kryje zaskakująco ciekawe zaproszenia do dyskusji.
No i tyle. Mamy w „Amorii” świetny pomysł, błyskotliwy tekst, reżyserię oraz wysokich lotów aktorstwo i kapitalną muzykę. Do tego doskonała praca oświetlenia i – jest sukces. Owacja na stojąco, do której wstałem bez najmniejszych obiekcji. „Amoria” Teatru Barakah w Krakowie. Warto rozważyć, będąc w Grodzie Kraka. Zabawny ale i mądry plan na spędzenie wieczoru.
Dziennik Teatralny Małopolska, 25 lipca 2025
Link: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/trafieni-strzala-amora.html
Tekst, do którego odwołuje się spektakl ,,Amoria” to film ,,Najgorszy człowiek na świecie” Joachima Triera. Autorzy spektaklu naginają ramy narracyjne w których trzymany jest film, przedstawiając widzowi w jaki sposób mogłyby potoczyć się losy bohaterów. To również debiut reżyserki – Klaudii Gębskiej. Partnerem spektaklu jest Akademia Sztuk Teatralnych w Krakowie, dlatego również część obsady spektaklu składa się ze studentów wspomnianego uniwersytetu. Prapremierze spektaklu towarzyszyła również kampania ,,PoliAMORIA”.
Początek spektaklu współgra z początkiem filmu ,,Najgorszy człowiek na świecie”. Julie (Zuzanna Woźniak) postanawia zerwać ze swoim wieloletnim partnerem, Akselem (Michał Nowicki), na rzecz związku z nowo poznanym mężczyzną – Eiwindem (Kuba Żółtaszek). Eiwind znajduje się w analogicznej sytuacji – spotkanie z Julie zmusza go do przemyślenia relacji ze swoją partnerką, Sunnivą (Monika Kufel). Po tym krótkim momencie spektakl rozwiązuje swoją spójność z filmem – przybiera formę metanarracyjną, rozważa losy Julie, gdyby ta wspólnie ze swoimi partnerami podjęła próbę zawiązania relacji poliamorycznej.
Dwójka narratorów (Joanna Maria Karcz i Patryk Krzak), przekonuje i popycha postaci w stronę nowych przeżyć, doświadczeń i uczuć. Historia obnażona jest z każdej możliwej strony, depcze po nieporozumieniach, aby finalnie przekształcić je w coś nowego. Forma metateatralna sprawia, że historia nie jest płaska, ani pojedyncza. Typ narracji stwarza środowisko do tego, aby widz sam mógł wysuwać wnioski, nie będąc ograniczonym tylko jedną opcją rozwinięcia historii. To nie jedna, lecz wiele osobnych historii na temat poliamorii. Dramaturgia zagina czas, zatrzymuje go i cofa. Treść przepełniona jest informacjami na temat poliamoryczności, pomimo tego jednak sama forma spektaklu jest lekka, przyjemna i zabawna.
Ta komediowa strona wcale jednak nie odbiera spektaklowi powagi przesłania, wręcz przeciwnie, swoją przystępnością zachęca do bardziej intymnego i personalnego spojrzenia na przedstawiony temat. Sztuka przedstawia reprezentacje osób często pomijanych w dziełach, tych, których identyfikacja często jest jedynie punktem odniesienia do żartu. To najprawdopodobniej pierwszy polski spektakl poruszający ten temat – należący również do bardzo wąskiego grona tekstów kultury, które przedstawiają realne i nieoceniające spojrzenie na osoby poliamoryczne.
Obsada aktorska w wybitny sposób przedstawia całe spektrum emocji, które towarzyszą grupie bohaterów. Współgrają z narracją, pokazując ambiwalentność sytuacji przedstawionej. W odmienne sytuacje wcielają się ciągle reprezentując mocne i silne charaktery wykreowanych postaci. Sumienność w kreacji jest szczególnie ważna w narracji, która zakłada istnienie różnych rzeczywistości, w których bohaterowie podejmują różne decyzje. Narratorzy ciągle podsycają ogień na scenie, w pewnym sensie wcielają się w rolę autorów spektaklu, bawiąc się i do woli zmieniając przebieg wydarzeń. Kojarzą się również z hostami programu telewizyjnego, dbającymi o to, aby widz nie mógł oderwać wzroku od ekranu.
Równie porywające są ich kreacje, za które odpowiedzialna była Julia Furdyna. Muzyka w spektaklu grana jest na żywo przez Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa. Zapadającym w pamięć momentem była na pewno wstawka musicalowa, niespodziewana i zabawna. Choreografia spektaklu ułożona została przez Dawida Tasa. Za scenografię – prostą, lecz bardzo trafną – odpowiedzialna jest reżyserka sztuki, Klaudia Gębska.
,,Amoria” to sztuka wielowymiarowa, poruszająca tematy omijane, edukująca, zabawna i przejmująca. Poliamoryczność traktowana jest jako naturalna i neutralna – czasem pozytywna, w wypadku braku komunikacji negatywna, często nie bardziej niż związek monogamiczny. Realistyczne przedstawienie pokonuje szkodliwe stereotypy, aby pokazać historię szczęśliwą – udowodnić, że taka może się wydarzyć. Spektakl często zadaje pytania do widza, zmniejszając dystans między sceną a widownią. To bardzo przyjemne i pozytywne przeżycie, jak również ogromny krok w stronę edukacji o poliamorii.
Edukacja kontynuowana jest również przez sam Teatr Barakah, nie tylko na scenie, ale również za pomocą kampanii ,,PoliAMORIA”, której treści dostępne są na mediach społecznościowych Teatru.
UJOT FM, 29 października 2025
Link: https://ujot.fm/ekscytujace-emocjonalne-monopoly-czyli-amoria-w-teatrze-barakah/?fbclid=IwY2xjawN22F5leHRuA2FlbQIxMABicmlkETFSYXZ2dEY1Q010RVBsZklNAR6oj8xnyDDpHTdk59BkUl2JQ1UhVuE3-IEkpztZ9DShncmNC0w2XlSxVNFnuQ_aem_9_7UKbLpV1RfSM4dLBynwg
Wchodzimy do sali. Wygląda na to, że spektakl już się rozpoczął, chociaż weszłyśmy równo z innymi. Dziewczyna stoi na środku sceny. Wygląda jakby paliła papierosa. Zasiadamy na swoich miejscach. Po chwili na scenę wychodzi dwóch aktorów, ubranych w wełniane bezrękawniki i krótkie spodenki. Odsuwają wyimaginowaną kurtynę. Spektakl oficjalnie się rozpoczyna.
Laura: Teatr Barakah słynie z podejmowania w swoich sztukach trudnych, ale i często kontrowersyjnych problemów. Również tym razem we współpracy z Akademią Sztuk Teatralnych w Krakowie twórcy podjęli taki temat.
Michelle: Głównym tematem poruszonym w tej sztuce była poliamoria, tematyka, z którą tak naprawdę nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Myślę, że naprawdę nie było lepszego sposobu na jego przedstawienie. Nie dość, że osoby nie wiedzące dokładnie na czym poliamoria polega, mogły poczuć się doinformowane, to jednocześnie przedstawiono go w sposób bezstronny – ani nie demonizujący, ani nie narzucający.
Laura: Istnieje stereotyp, który bardzo krytycznie mówi o poliamorii, jakoby była ona tylko wymówką do zdradzania drugiej osoby bez żadnych konsekwencji. To naprawdę trudne i wielowymiarowe zagadnienie, które zostało przez twórców ugryzione w bardzo przystępny i obiektywny sposób. Moje spojrzenie na poliamorię stało się o wiele szersze niż do tej pory. Dostajemy jak na tacy wiele rozwiązań i możliwych życiowych scenariuszy, które budzą w umyśle widza pytanie, czy jesteśmy gotowi na takie rozwiązanie?
Michelle: Dzięki występowaniu zjawiska „teatr w teatrze” cały czas mogliśmy słyszeć rozważania aktorów na temat granych przez nich postaci, tym samym dostając dogłębną analizę psychologiczną bohaterów. Mamy dwóch narratorów, którzy cały czas byli odpowiedzialni za interakcje między widownią a aktorami, co było dość kluczowe. Zadawali pytania na temat tego, co uważamy za zdradę, czy czuliśmy się kiedykolwiek ograniczeni przez partnera, co można uznać za „normlane” czy „nienormlane” itp. Dzięki temu w jeszcze głębszy sposób mogliśmy zrozumieć temat poruszony w spektaklu.
Laura: To był bardzo dobry sposób na wzbudzenie naprawdę intensywnych rozważań w mojej głowie. Czy powąchanie czyjejś pachy to już zdrada? Jakie są nasze granice w związkach, kiedy kończy się niewinność, a zaczyna pokusa? „Amoria” to spektakl pełen prowokacji i pytań, które zostają w pamięci na długo.
Michelle: Sama gra aktorska była kolejnym fenomenalnym elementem tego spektaklu. Nie szło nie zauważyć, że każdy z nich dogłębnie przeanalizował graną przez siebie postać, co dodało im autentyczności. Kiedy aktorzy jednak wychodzili ze swoich ról, to czuło się, że jest to ewidentnie postać odrębna, o innych myślach, problemach. Pomimo tego, że wszyscy aktorzy zagrali absolutnie fenomenalnie, nie było ani jednego słabego ogniwa, to moje serce zostało całkowicie skradzione przez Patryka Krzaka. To, co ten człowiek potrafił zaprezentować na scenie, jakie wyrazy twarzy, ruchy sceniczne, taneczne, nie przestaje mnie zadziwiać. Dzięki jego grze aktorskiej oraz postaci narratora, jaką wykreował, cały spektakl nabrał większej głębi oraz dodał mu wielu komicznych aspektów.
Laura: Lubię w Teatrze Barakah to, że bardzo często w odgrywanych rolach widzimy prawdziwych ludzi, ich wrażliwość, poglądy na świat i w końcu samo prawdziwe życie. Aktorzy dzięki temu są autentyczni, prawdziwi i jesteśmy w stanie w pełni poczuć również ich prawdziwe emocje. W „Amorii” nie dostajemy tylko historii Julie, Aksela, Eivinda czy Sunnivy jako postaci, ale poglądy ludzi, którzy mogą nie zgadzać się z decyzjami i zachowaniem bohaterów. Warto zwrócić uwagę na dużą swobodę w graniu zbliżeń pomimo różnicy wieku, ale i na umiejętność doskonałego dopasowania się w aktorstwie wielowymiarowym. Michał Nowicki i Zuzanna Woźniak oraz Monika Kufel i Jakub Żółtaszek stworzyli naprawdę indywidualne duety, których relacje aktorskie i te wykreowane stanowią ciekawe zagadnienie i poszerzają horyzonty w postrzeganiu problemu istnienia poliamorii.
Michelle: Trudno byłoby w pełni wyrazić mój zachwyt na temat tego spektaklu bez wspomnienia o poruszonym wyżej komizmie. Prawie popłakałam się tam ze śmiechu. Dzięki grze słów, tworzeniu hipotetycznych wydarzeń, które były niejednokrotnie powodem do głośnego śmiechu, cała opowieść zyskała jeszcze większej autentyczności. Gdyby nie elementy komizmu, być może cały spektakl byłby zbyt wyniosły, a tematyka poliamorii nie byłaby odpowiednio przedstawiona.
Laura: „Amoria” to spektakl, który w genialny sposób łączy w sobie lekkość formy z powagą tematu. Twórcy Teatru Barakah po raz kolejny udowodnili, że nie boją się trudnych rozmów o relacjach, emocjach i granicach ludzkiej wolności. Dzięki odważnej grze aktorskiej, błyskotliwym dialogom i strukturze „teatru w teatrze” widz zostaje nie tylko widzem, ale i uczestnikiem rozważań nad tym, czym w obecnych czasach są miłość i relacja międzyludzka. „Amoria” bawi, wzrusza, a przede wszystkim zmusza do myślenia – o nas samych, o naszych relacjach i o tym, jak bardzo potrafimy być otwarci na inność.
Kulturalny konferansjer, 20 czerwca 2025
Link: https://kulturalnykonferansjer.pl/blog/teatr-barakah-w-krakowie,34/amoria,99
Na ostatni przed wakacjami spektakl zaprosił mnie krakowski Teatr BARAKAH i była to jedna z tych wizyt w nowym miejscu, po których człowiek ma nadzieję i ochotę tam wracać. Polecano mi już zresztą to teatralne miejsce, więc tym bardziej cieszę się, że mogłem je pierwszy raz odwiedzić.
Spektakl „Amoria” to próba rozwinięcia losów bohaterów filmu „Najgorszy człowiek na świecie”. Nie martwcie się jednak, jeśli – tak jak ja – nie widzieliście go (a nawet nie mieliście pojęcia ani, że istnieje, ani o czym mówi). Tego, co ważne dla spektaklu, dowiecie się w pierwszych minutach opowieści, przybliżających dość banalną i przewidywalną romantyczną historię. I gdy już ona zostawia jego, by odejść do tego drugiego (który jest z kolei związany z inną „nią”), pojawia się temat zasadniczy opowieści, czyli rozważania na temat poliamorii.
Cóż to takiego? Powtórzmy za Wikipedią: „z gr. poly 'wiele’, łac. amor 'miłość’ – wielomiłość rozumiana jako praktyka lub pragnienie posiadania wielu romantycznych związków w tym samym czasie z pełną wiedzą zaangażowanych osób, często klasyfikowana jako jedna z form etycznej, konsensualnej niemonogamii”. Czyli w opisywanym przypadku ona nie zostawia jego, on nie zostawia drugiej „jej”, ale jednocześnie tworzy się nowy związek. Czy tak to działa w praktyce? Spektakl bardzo świadomie przekonuje nas, że może tak, choć dość uczciwie podaje szereg argumentów wszystkich stron i chętnie pyta o zdanie widzów.
Nie mnie oceniać sprawy etyczne i moralne – ludzie różnie układają swoje życie i różnie patrzą na rzeczywistość. Chcę jedynie powiedzieć, że spektakl przedstawiając różne punkty widzenia i argumenty, nie próbuje udawać, że uczciwie waży racje. To zresztą, ta świadomość, jest wartością tej metateatralnej opowieści, którą należy poddać tu ocenie wnikliwszej, niż życiowe wybory bohaterów. A spektakl się sprawdza. Potrafi być bardzo dowcipny i bardzo poważny, bardzo umowny (już od początkowego nibypalenia oraz rozsuwania nieistniejącej kurtyny) i grany bardzo prawdziwie, sprytnie żongluje naszymi emocjami, mając jednocześnie studencki, pozytywny vibe.
Spektakl to reżyserski debiut Klaudii Gębskiej oraz dramaturgiczny debiut Miłosza Mieszkalskiego. Trzeba przyznać, że znakomicie wywiązali się ze swoich ról serwując nam dzieło spójne i interesujące, wciągające i pozostawiające w nas pytania, wątpliwości i emocje. Nie bez znaczenia są także świetne kreacje aktorskie, w tym trzy debiuty sceniczne. Dwa z nich to zresztą moim zdaniem najlepsze role czyli występujący w charakterze quasi narratorów Joanna Karcz i Patryk Krzak (znakomity, ciepły głos i zarażający optymizm). Debiutantką była też Zuzanna Woźniak grająca Juli. Jej partnerów świetnie grali Michał Nowicki (Aksel) oraz Jakub Żółtaszek (Eivind), z kolei w partnerkę tego ostatniego wcieliła się Monika Kufel. Każdy z nich kreował zarówno postać, jak i aktora wcielającego się w bohatera i komentującego jego postępowanie i emocje. Całości dopełniała świetna, nastrojowa, momentami energetyczna muzyka na żywo w wykonaniu Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa (ten pierwszy zasługuje także na pochwałę za zadania aktorskie, bowiem kilka kwestii jest kierowanych do niego). Są piosenki, jest także fajnie ożywiająca i podbijająca umowność spektaklu choreografia, za którą odpowiada Dawid Tas.
Myślę, że warto zapoznać się z tą propozycją i nie dać się zwieść ryzykownej tematyce. Bo rzecz generalnie w ogóle nie mówi o tematach seksualnych, nie jest w żadnej mierze wulgarna. Mówi o przyjaźni, przywiązaniu, miłości i radzeniu sobie z nią, a także o zmaganiu z innymi ludźmi i z samym sobą. Mówi tonem poważnym, ale nie mędrkowatym, jednocześnie nie broniąc się przed celnym żartem. Próbuje poruszyć kwestię innej formy międzyludzkich relacji. Formy, jaką ludzie – nieważne mądrze, czy głupio – wybierają. To po prostu dobry, ciekawy, umowny teatr. W dodatku świetnie zagrany i z debiutami, o których na pewno jeszcze usłyszymy w teatralnym świecie.
Mateusz Leon Rychlak, 21 czerwca 2025
Link: https://mateuszleonrychlak.pl/wazne-zebys-zrozumial/
Romeo i Julia mogliby żyć długo i szczęśliwie gdyby nie problemy w komunikacji.
Ile mogę powiedzieć drugiej osobie, by jej nie skrzywdzić obojętnością, ani nie przytłoczyć emocjami. Czy warto jest czasem milczeć o swoich pragnieniach, by uszczęśliwić partnera? Czy szczerość może uchronić od zdrady? Podobnych pytań w spektaklu ,,Amoria’’ w Teatrze Barakah ze scenariuszem Miłosza Mieszkalskiego i w reż. Klaudii Gębskiej, jest całe mnóstwo. Sam spektakl jest jednym wielkim pytaniem ,,Co by było gdyby?’’, a twórcy prowadzą widza przez cały szereg odpowiedzi, korzystając oszczędnie z sokratejskiej metody zadawania pytań by to druga strona sama odnalazła swoją odpowiedź.
Punktem wyjścia dla fabuły spektaklu opowieść zaczerpnięta z filmu ,,Najgorszy człowiek na świecie’’, w którym bohaterka Julie (Zuzanna Woźniak) kończy swój długoletni związek z Akselem (Michał Nowicki). Bohaterowie filmu stają się przyczynkiem do odkrywania innego zakończenia tej historii, dzięki otworzeniu się na zagadnienie poliamorii. I tutaj wchodzimy w zupełnie nowy świat, z jednej strony edukacji o poliamorii, o różnych wrażliwościach, złożoności ludzkich uczuć, z drugiej o uprzedzeniach, stereotypach i zaborczości. Przez ten świat, prowadzi widza dwójka narratorów (Joanna Karcz i Patryk Krzak), prezentujących polifoniczny sposób postrzegania świata. To jedno z narzędzi, które pozwala na odejście od tradycyjnego myślenia o jedynym właściwym sposobie rozumienia tematu, i zostało ono wykorzystane w dwóch ekstremach. Narrator XY (Patryk Krzak), prezentuje bardziej przychylną stronę interpretacji wydarzeń, pomaga zachować otwartość, bezpieczeństwo, pomaga w zrozumieniu, z kolei Narratorka XX (Joanna Karcz) okazjonalnie buduje perspektywę wykluczającą, a nawet niemal wrogą, zwłaszcza w scenie ,,radiowej’’ gdy rozmarzonym głosem przekazuje niewybredne komentarze dotyczące osób poliamorycznych. Scena ta, skojarzyła mi się z tą prezentowaną w czwartej odsłonie przygód Johna Wicka, gdy słodki jak karmel głos spikerki radiowej podaje złoczyńcom lokalizację bohatera, którego mają zabić.
Drugie narzędzie, już stricte metateatralne, to ukazanie elementów procesu, gdy aktorzy dyskutują na temat tego jak powinni się zachowywać bohaterowie, lub też jak powinna dalej potoczyć się ich opowieść. Twórcy wyszli z swoimi wątpliwościami w przestrzeń dostępną dla widza, pozwalając na zapoznanie się z przebłyskami kierunków eksploracji tematu. Narzędzie całkiem często stosowane, ale tutaj szczególnie trafnie dobrane z uwagi na charakter całego spektaklu, który miał stanowić dyskusję na temat ewentualnej przyszłości bohaterów.
No i nareszcie mój ulubiony wytrych teatralny, czyli równoczesność wydarzeń. Aby zbudować wrażenie zbiorowości, połączeń pomiędzy bohaterami, konieczności zrozumienia, że wszystko to co jest prezentowane uwzględnia relację składającą się z więcej niż dwóch elementów, równocześnie przedstawiane są dwie a czasami trzy płaszczyzny wydarzeń. Np. w jednym momencie Julie spotyka Eivinda (Jakub Żółtaszek), ale jako widzowie mamy też bezpośredni wgląd w emocje i zachowanie czekających w swoich domach Aksela i parterki Eivinda – Sunnivy (Monika Kufel). Nadaje to konstrukcji spektaklu bardzo filmowy styl.
Mogłoby się wydawać, że w tym spektaklu atmosfera będzie się czerwienić od temperatury emocji, jednak tak się nie dzieje. Kreacja postaci jest powściągliwa, stawia się na delikatność i nostalgiczność atmosfery, pobudzanej przez muzykę na żywo w wykonaniu Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa. Sposób przedstawienia relacji pomiędzy Julie a Eivindem określiłbym raczej jako nieśmiałe poszukiwanie, niż namiętną przygodę. Pod tym płaszczykiem jednak kryje się ulewa emocjonalna jaka towarzyszy każdemu z bohaterów i zdecydowanie świetnie portretuje to Zuzanna Woźniak, budując obraz niepewności, obawy, wyrzutów sumienia i balansowania na linie pomiędzy uczuciami do różnych osób. Z drugiej strony najbardziej nakręconą postacią jest Aksel, który w kreacji Michała Nowickiego, mocuje się z wszystkimi cechami zaborczego, egoistycznego mężczyzny, który nie potrafi się początkowo pogodzić z świadomością bycia ,,niejedynym’’.
Natomiast mistrzynią subtelności była zdecydowanie autorka kostiumów i scenografii Julia Furdyna, z jednej strony pozwalając sobie na wyraziste ale oszczędne kreacje kostiumów bohaterów, a z drugiej puszczając oko do widowni wplatając motywy ,,pride flag’’ w swetry narratorów, a także kilka innych szczegółów, które można dostrzec na ścianach pokrytych ciemnym materiałem (przyjemność poszukiwania pozostawię widzom).
Jak czuję się z tym spektaklem? Na pewno zakres mojej wiedzy został poszerzony, bez zbędnego przytłoczenia nawałem informacji. Pozytywny przekaz spektaklu stanowi raczej rzadkość na deskach Teatru Barakah, w którym spektakle raczej przejeżdżają walcem po emocjach, zamiast delikatnie popychać w sugerowanym kierunku. Poszukiwanie mniej katastroficznych wizji świata, to obszar, którego jestem głodny w teatrach, i mam nadzieję, że to jeszcze nie ostatnia z komedii romantycznych jakie się tutaj miały okazję przewinąć.
Teatralna Kicia, 21 czerwca 2025
Link: https://teatralna-kicia.tumblr.com/post/786895727807889408/amoria-teatrteatrbarakah-re%C5%BCyseria-klaudia
Powiedzieć, że bałem się tego, jak wyjdzie spektakl „Amoria”, to jak nic nie powiedzieć. Wynikało to z tego, jak dużo potencjalnych możliwości potknięcia się było na drodze: od licznych debiutów – w tym na stanowisku reżyserskim i dramaturgicznym – po temat poliamorii, który jest na tyle delikatny (jak każdy inny temat związany z seksualnością człowieka), że bardzo łatwo jest popaść w obsceniczność i mówię to z pełną świadomością tego, że jestem Saddamem Husajnem bezpruderyjności, jeśli chodzi o tematy poruszane przez sztukę. Sam temat poliamorii jest mi dobrze znany i nie słuchałem o tym po raz pierwszy ze sceny, więc nie byłem też jakoś specjalnie nieprzygotowany na to, czego mogę się z niej dowiedzieć.
Twórcy spektaklu – niemalże już tradycyjnie w Teatrze Barakah – zahaczają się o filmowy scenariusz i na bazie tego, o czym opowiada materiał źródłowy, nadbudowują własną narrację, która – mimo bycia zakorzenioną w oryginale – śmiało zmierza także w inne strony i zgrabnie może działać jako zupełnie odrębny tekst kultury. „Amoria” jako swoją bazę wybiera jedną ze scen filmu „Najgorszy człowiek na świecie”, w której to główna bohaterka Julie musi powiedzieć swojemu chłopakowi Akselowi, że między nimi koniec, bo poznała kogoś innego, w kim się zakochała i mimo że nadal kocha Aksela, to czuje, że musi dokonać wyboru między dwoma mężczyznami, co prowadzi do końca jej pierwszego związku. I w tej chwili wchodzi cały na biało Teatr Barakah i wsadza kij w szprychy tego kręcącego się beztrosko mechanizmu, pytając: a co jeśli to nie musiało się stać? Co jeśli kobieta zaproponowałaby, zamiast rozstania, stworzenie związku poliamorycznego? Jakie byłyby tego konsekwencje, jakie potencjalne problemy mogłoby to rozwiązać, a jakie też stworzyć? Jednocześnie można na całość patrzeć nie tylko przez pryzmat samej poliamorii, ale też stawiania granic w relacjach i zdrowej dyskusji o tym, czego chcemy, a czego sobie nie życzymy w związkach. Spektakl staje się swoistym poligonem doświadczalnym dla tego, jak zdrowa relacja powinna wyglądać i właśnie w takich laboratoryjnych warunkach pozwala nam się przyjrzeć całej sytuacji.
Reżyserka, Klaudia Gębska, wybiera bardzo lekki ton narracji, pomimo ciężaru jaki ta historia niesie, zamykając wszystko w odrobinę farsowych ramach, z dwójką narratorów-przewodników, którzy przywodzili mi na myśl wyrośniętych Cosmo i Wandę z serialu „Wróżkowie Chrzestni”, którzy za rączkę prowadzą nas – jak również bohaterów – przez świat spektaklu, nadając mu dynamikę, ale też stopując opowieść w odpowiednich momentach, bardzo mocno życzeniowo wpływając na bohaterów. Nie pozwalają im się dać porwać emocjom i momentami mówią: „hej, a może spróbujemy inaczej, otwórz się na propozycję i zobacz, co się stanie, emocje w momencie uniesienia nie zawsze są zdroworozsądkowym rozwiązaniem”. Kierunek tej historii wyznacza też poniekąd sama sekwencja otwierająca, gdzie nasz wróżkowy duet – niemalże jak w teatrzyku dla dzieci – rozsuwa przed widzami niewidzialną kurtynę. Przezabawne. Jednocześnie Gębska nie zatraca się w tym humorku i potrafi pokierować aktorami tak sprawnie, że sprawdzają się również w momentach bardziej dramatycznych. Bardzo dobrze wygrywa tutaj łamanie czwartej ściany i wychodzenie aktorów z roli, gdzie jako oni sami mogę wylać własne rozterki dotyczące poliamoryczności, a zauważalne przez to zmiany tempa w żaden sposób nie kolidują z fabułą, a wręcz stanowią dla niej interesujące uzupełnienie.
Dodatkowo, a nawet pierwszoplanowo, warto zwrócić uwagę jak dobrze w tym tekście Miłosza Mieszalskiego odnajdują się aktorzy. Jestem zauroczony podwójną rolą Amorów-Wróżków Chrzestnych w wykonaniu Joanny Karcz i Patryka Krzaka. Dynamiczni, z niewiarygodną energią, odrobinę przerysowani, ale nadający konwencji, w jakiej zrealizowano „Amorię”, unikalnej siły napędowej. Zresztą, cała obsada dźwiga ten show z godnością i daje widzom ogromną przyjemność z obserwowanie ich dokonań. Fajnie wypada również Monika Kufel jako Sunniva skonfliktowana wewnętrznie z decyzją swojego partnera Eivinda o chęci bycia w związku poliamorycznym. Bardzo niepewna i pełna strachu powodowanego jej kompleksami jest swoistym znakiem STOP – BADAM TEREN w całej karuzeli sprowokowanej wydarzeniami przedstawionymi w spektaklu. Pełnokrwista rola, która budzi szacunek. Ale też nie będę ukrywał, że lubię Monikę Kufel i uważam, że dostarcza top emocji w większości swoich ról, a czasem wręcz ratuje nimi spektakl.
Pomijając już samą grę z konwencją teatru w teatrze i to jak przyjemnie zabawny i softowy – jak na podjęty temat – jest ten spektakl, istotnym jego elementem jest też walor edukacyjny, czyli próba wyjaśnienia, czym jest poliamoria sama w sobie i w jaki sposób działa. Twórcy dostarczają istotne podstawowe informacje w tym zakresie, jednak tutaj odrobinkę coś według mnie zgrzytało, bo w takich sekwencjach robiło się troszkę szkolnie i zbyt informacyjnie, jak w gimnazjalnym przedstawieniu na sali gimnastycznej z okazji dnia patrona, gdzie trzeba opowiedzieć o Maksymilianie Marii Kolbem. Na szczęście tych momentów jest bardzo mało w tym ponad półtoragodzinnym przedstawieniu, więc nie było to dla mnie aż tak bolesne (na pewno mniej niż tajemnica różańca). Może wynikało to też z tego, że nie jestem zupełnie nieświadomy istnienia poliamorii i po prostu już wiedziałem to wszystko, co ze sceny padło w momentach teoretycznych i stąd moje sapanie. Co podobało mi się dodatkowo to fakt, że nie pokazano poliamorii jako „leku na całe zło i nadziei na przyszły rok”, zwrócono uwagę na potencjalne zagrożenia i na to jak łatwo jest kogoś zranić, więc uniknięto również jednostronnych zachwytów nad tematem i ukrywania małego druczku takich umów relacyjnych.
Finalnie mogę śmiało powiedzieć, że Teatr Barakah jest na fali wznoszącej, bo to kolejna premiera, która była bardzo satysfakcjonująca. Jednocześnie robi to wrażenie jako debiut reżyserski i dramaturgiczny, bo oba elementy porywają widza za kłaki i ciągną bezlitośnie do jeziora, nie zważając na wrzaski (w pozytywnym znaczeniu tego makabrycznego porównania). „Amoria” pozostawia jednak po sobie trochę niedosyt, chciałoby się więcej i pomimo efektu wow ma się poczucie, że skończyło się to troszkę za szybko. Niemniej widząc jak nasze dwa cherubinki zaciągają niewidzialną kurtynę, za którą czwórka naszych bohaterów trwa we wspólnym uścisku, robi się ciepło na sercu i to jest emocja, która ze mną mieszka po premierze „Amorii”. Proszę się kochać, nikogo nie oszczędzać.
Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego, 9 lipca 2025.
Link: https://www.facebook.com/share/p/16zfPUwPUK/
Miłosna polikuła
Wielozadaniowość i wielopłaszczyznowość sztuki pozwala jej mówić o tym, co najtrudniejsze, niezrozumiałe, okryte woalem tabu i społecznych konwenansów. Spektakl „Amoria” w krakowskim teatrze Barakah wyzwala widza z więzów stereotypów i próbuje oswoić z nieznanym. W życiu boimy się tego, czego nie rozumiemy, co schowane jest za warstwą pruderii w sferze tematów, o których nie mówi się przy świątecznym stole. Tymczasem nic, co ludzkie, nie powinno być nam obce, a już na pewno nie miłość, której na swój sposób wszyscy poszukujemy. Relacje wychodzące poza czarno-białe schematy są demonizowane i spychane na społeczny margines, a może warto byłoby po prostu o nich porozmawiać?
Poliamoria to nie poligamia, o czym głośno mówią twórcy spektaklu, próbujący na scenie zmierzyć się z modelem relacji niemal nieistniejącym w debacie publicznej. Ta miłosna „polikuła”, w przeciwieństwie do oswojonej przez nas „molekuły”, reprezentującej monogamiczne związki, jest wyzwaniem dla każdej strony tej wielowymiarowej interakcji. Autorzy nie podają gotowych rozwiązań; zadają za to mnóstwo pytań, otwierają naszą głowę, wystawiają na próbę i podkreślają, że bez zaangażowania we wzajemną komunikację każda relacja może wiązać się z cierpieniem.
Spektakl ten jest pewnym uproszczeniem skomplikowanej rzeczywistości, ideałem, do którego warto dążyć, utopią potykającą się w codziennym życiu o nasze ludzkie przywary. Jednak w obliczu tak delikatnego tematu, jakim jest relacja poliamoryczna, tematu, o którym nie krzyczą teatralne afisze, twórcom udało się zachować balans i dać widzowi pole do własnej interpretacji. Chociaż woda jest głęboka, pływamy w niej razem z ludźmi, którzy z niesamowitą czułością wciągają nas w historię pełną emocji, trudnych pytań i przede wszystkim miłości niemieszczącej się w definicyjnych ramach.
Och Kultura, 23 czerwca 2025
Link: https://www.facebook.com/share/p/16RaNgZtEr/
Czy można kochać więcej niż jedną osobę bez zdrady i cierpienia?
“Życie z jedną osobą jest skomplikowane, a dwie relacje to jest naprawdę zapierdol” mówi bohater “Amorii” – najnowszej premiery w Teatrze Barakah w Krakowie.
Miłosz Mieszkalski (scenariusz) i Klaudia Gębska (reżyseria) snują alternatywne wizje o wielomiłości, w których bohaterowie próbują różnych konfiguracji uczuć i związków, wynikających z potrzeby ich emocjonalnej autentyczności. Niektórzy uwielbiają być chorzy z miłości i kochają kogoś, kto zakochał się jednocześnie w kimś innym. Czy związek oznacza, że jesteśmy czyjąś własnością? Gdzie kończy się nasza wolność? Czy ustalone zasady mają szanse na realizację w praktyce? Czy potrzebujemy rygoru więzi, czy raczej przestrzeni dialogu i zrozumienia?
Poliamoria jest rozpatrywana tu na wielu płaszczyznach. Reżyserka żongluje konwencjami – jest więc zabawnie i refleksyjnie. Ciekawie wypadają rozmowy aktorów z reżyserem o tym, co czują, grając relację poliamoryczną. Wygląda to jak przesłuchanie świadków, które ma doprowadzić do zrozumienia drugiej strony. Świetne są też melorecytacja zbudowana z komentarzy z social mediów i rozmowa matki – Norweżki z córką.
Aktorzy: Joanna Karcz, Patryk Krzak, Monika Kufel, Michał Nowicki, Zuzanna Woźniak, Jakub Żółtaszek znakomicie odnajdują się w trudnych dialogach, które są jednocześnie subtelne i ironiczne. Swoje postacie prowadzą z uwagą i lekkością – w ich grze wyczuwa się pewien rodzaj wątpliwości i lęk przed utratą tożsamości – dzięki czemu całość wypada autentycznie i intymnie.
Świetna warstwa muzyczna (Piotr Korzeniak, Paweł Stus) ewoluuje wraz z fabułą – zaczyna się delikatnie, by później budować napięcie jak w filmie sensacyjnym (pulsujący bas i perkusja).
„Amoria” to teatralna eksploracja miłości wykraczającej poza monogamiczne ramy i refleksja nad współczesnymi formami bliskości, gdzie fundamentem są uczucia i komunikacja pozbawiona dogmatów i fałszu. Mistrzowski tekst o rzadko poruszanym temacie, który otwiera oczy i zmusza do myślenia o swych granicach. Ciepły, mądry i angażujący spektakl – idealna propozycja dla widzów poszukujących nowych przestrzeni.