Teatr Varia, 14 grudnia 2025
Link: https://teatrvaria.blogspot.com/2025/12/szpas-ze-spassem.html
Ten spektakl przerósł moje oczekiwania. Bo to, że swobodnie i z zapasem przeskoczył poprzeczkę ustawioną przez Larsa von Triera i jego filmowych „Idiotów” – nie ulega najmniejszej wątpliwości. Aniela Płudowska napisała „Idiotów. Spass!” wprost fantastycznie. A Jakub Zalasa ten spektakl brawurowo w krakowskim Teatrze BARAKAH wyreżyserował. Obawiałem się go. To temat kontrowersyjny. Niebezpieczny. A jednak – przerósł.
U von Triera jest w sumie płytko. Grupa zmanierowanych młodych ludzi, udając osoby upośledzone umysłowo i fizycznie, stara się zburzyć porządek świata mieszkańców bogatej dzielnicy Kopenhagi. Płudowska natomiast zabiera nas w świat sztuki. Przenosi problem na grunt świetnie jej znany – do teatru. Stawia ważne pytania o granice odpowiedzialności aktora i zarazem granice estetyki widzów. Czy teatrowi wolno wszystko? Igrać z uczuciami, wprowadzać widza w opresyjne sytuacje? Parodiować zachowania osób pokrzywdzonych przez los i na dodatek swobodnie wychodzić i wchodzić w swoje role, mieszając prywatność z teatralną fikcją? Przyznacie Państwo, że to stąpanie po bardzo kruchym lodzie. Rzecz wymagająca taktu a przede wszystkim żelaznej konsekwencji. Pozostawienie gdziekolwiek niedomówienia, niedoróbki – to krok w stronę braku publicznej akceptacji przekazu płynącego ze sceny. Takt, konsekwencja i co tu kryć, odwaga. To Płudowska musiała połączyć, aby „Idioci. Spass!” nie stali się płytką parodią z głupawymi gagami. Udało się jej znakomicie, moim zdaniem, uniknąć wszystkich zagrożeń. Napisała tekst mądry i ważny.
Niedawno rozmawiałem o tej granicy z Wojciechem Farugą, świetnym reżyserem, dyrektorem warszawskiego Teatru Dramatycznego. Próbowaliśmy określić, czy też wytyczyć jej linię. Piekielnie trudne to zadanie we współczesnym teatrze, który z założenia łamie reguły i wtłacza widza w sytuacje coraz trudniejsze intelektualnie i przede wszystkim estetycznie. Nie znaleźliśmy, mam wrażenie, jednoznacznej odpowiedzi. Aniela Płudowska ma swoją definicję. Spass – który jest traktowany poważnie i Szpas – żart, figiel, coś nieistotnego. Czyli to, co służy jakiemuś celowi, ma przynieść założony efekt sceniczny versus coś, co jest jedynie pustym efekciarstwem. Zgadzam się z tym rozgraniczeniem. Oczywiście pojawiają się kolejne pytania: Na ile spass może być opresyjny dla widza i na ile twórca teatralny ma prawo tego widza psychicznie poniewierać. Ale – to już bardziej kwestia wyboru tych, którzy podglądają teatr z perspektywy czwartej ściany. Nie każdy musi koniecznie iść na każdy spektakl. Na scenie Teatru BARAKAH, bo wracamy do „Idiotów. Spass!”, postaci znane z filmu von Triera. Znane z imion, jakie w nim padały. Jednak tu są bardziej rozbudowane. Bliższe widzowi teatralnemu. Uczestniczymy w eksperymencie jako swoista grupa fokusowa. Aktorzy wiją się w spazmach, odtwarzają zachowania ludzi z porażeniami układu nerwowego. Potem wstają, wymieniają uwagi i ponownie „wchodzą” w swoje role. Obserwujemy ich działania a oni patrzą na nas. Obie strony wyciągają wnioski. Idziemy wspólnie ku granicy. Jej przekroczenie może zostać zamanifestowane opuszczeniem widowni przez tych co na niej zasiedli, albo decyzją „pas” należącą do aktorów.
Zagrane to jest po prostu kapitalnie. Wyróżnianie kogokolwiek byłoby nietaktem, podobnie jak kogokolwiek pomijanie. Zatem Aurora Lipartowska, czyli intelektualnie upośledzona, naiwna Josephine – doskonała. Nie wspominając o tym, co robiła w finałowej scenie, bo można by pisać i pisać o jej zdolnościach tanecznych. Zofia Justyńska, czyli Nana, wybornie wykreowała uzależnioną od seksualnych uniesień dziewczynę. Jej monolog, gdy zdejmuje perukę i rozmawia z widzami o pamiętaniu i zapamiętywaniu – nie do zapomnienia. Podobnie jak świetne umiejętności wokalne. Monika Kufel w roli Karen, zdystansowanej, stawiającej grupie pytania o granice uczciwości i etyki wypadła świetnie. Aniela Płudowska na scenie z rekwizytem radzi sobie równie dobrze jak z piórem dramaturga w dłoni. Jej Susan i zarazem Aniela, doskonałe. Michał Nowicki (Ped) na wózku udający osobę prawie całkowicie sparaliżowaną – genialny. Michał Kościuk jako Henrik, zaburzony paranoidalne artysta malarz, świetny co dziwić w przypadku Pana Michała nie powinno, bo mam wrażenie że to taki aktor któremu wszystko wychodzi. Bartosz Cwaliński – demoniczny, ekscentryczny Stoffer – to jest TO! No i creme de la creme. Wyjątkowa, wymagająca, brawurowa postać. Joffe, czyli kreacja Adama Wietrzyńskiego. Od Joffego, wijącego się w paroksyzmach skurczów, zrywającego się z podłogi i przechodzącego metamorfozy – aż do sceny błyskotliwie wymyślonej i zagranej. Seksu z Josephine. Trzeba po prostu samemu zobaczyć.
I tradycyjnie – muzyka. W BARAKAH dźwięki są bardzo ważne i bez nich spektakle nie byłyby tymi, jakimi są. To zasługa duetu Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa. Kolejny raz pokazali mistrzowską klasę. A finałowy popis Korzeniaka na basie i późniejszy akompaniament do choreografii Martyny Dyląg mocny i doskonale zamykający spektakl. Na marginesie dodam to, co już kiedyś pisałem. Nie wiem jak oni to robią, ale na scenie wielkości może salonu w przeciętnym mieszkaniu korposzczurka średniego szczebla, ośmioro aktorów w takt muzyki Korzeniaka i Stusa tańczy tak, że powstaje wrażenie magicznego rozsunięcia się ścian.
Gdzie jest zatem granica teatru? Czy w ogóle istnieje? Tak. Oczywiście że istnieje. Teatr to wielki eksperyment, poddawanie sztuki dziejącej się tu i teraz pod bezpośredni osąd widzów. Obserwowanie ich reakcji. Jeśli eksperyment ma określone ramy, cel i sens – wszystko jest w porządku. Zdarzenia na scenie są organizowane po coś, czemuś mają służyć. Reżyser i aktor czuwają nad przebiegiem zdarzeń i mają je pod kontrolą. Inaczej jest w przypadku gdy twórcy tej kontroli nad doświadczeniem nie sprawują. Wymyka się ono spod ich władzy . Może dowolnie i bez przyczyny ranić, znieważać, urażać. Wtedy granica jest w oczywisty sposób przekroczona. Teatr to nie małpa z brzytwą. Innymi słowy Spass i Szpas to przeciwieństwa. Kto chce je zobaczyć na własne oczy, ten powinien udać się do Teatru BARAKAH na „Idiotów. Spass!”. Kwintesencja różnicy jest w scenie rozmowy Stoffera z Suzanne. Kończącej w zasadzie eksperyment. Tam definicja zostaje wykrystalizowana.
Ja bym się wybrał. Gdybym już tego oczywiście nie widział.
Teatr dla Wszystkich, 16 marca 2025
Link: https://teatrdlawszystkich.eu/czym-jest-spass/
„Witajże, ma jaskinio – na wieki zamknięci, Nauczmy się więźniami stać się z własnej chęci.” Adam Mickiewicz, „Dziady – Widowisko, część I”
Poszukiwanie własnej wolności, wyrażanie się w szaleństwie, luz-blues i ucieczka od rzeczywistości. Taki obraz osób z niepełnosprawnościami ukazuje spektakl „Idioci.Spass!” Anieli Płudowskiej w reż. Jakuba Zalasy w Teatrze Barakah.
Powstały na podstawie filmu Larsa von Triera spektakl rozpoczyna się od przełamania dystansu między postaciami a aktorami. Każdy z występujących przedstawia zarówno siebie, jak i swoją postać, pod kierunkiem narratorki, która jednocześnie jest autorką i bohaterką spektaklu. Ta forma będzie towarzyszyć spektaklowi do końca, a postać Anieli/Suzanne z fluorescencyjną kulą ortopedyczną stanie się koryfeuszem szalonego chóru, wprowadzając widza w to, czego na scenie pokazać nie sposób. Zabieg ten pozwala nie tylko na pogłębienie przekazu, ale także na dyskusję z materiałem źródłowym, jego blaskami, cieniami, a także tym, co osobiście dotyka twórców. Spektakl staje się przez to bardziej osobisty, właśnie z uwagi na brak całkowitego oddzielenia twórcy od postaci.
Bohaterowie zaczerpnięci od von Triera, nieprzystosowani, przytłoczeni swoim własnym życiem, zamiast podążyć drogą bohaterów „Lotu nad kukułczym gniazdem”, postanawiają stać się wcieleniami swoich wyobrażeń na temat niepełnosprawności. Czasem zazdrościmy takim ludziom, będąc zwykłymi zjadaczami chleba, oglądając ich na ulicy, gdy z rozpuszczonymi włosami, w za dużych ubraniach, pozwalają się „unosić” wichurze. W ten sam sposób jako widzowie zazdrościmy tym ulotnym chwilom beztroski, kreowanym na scenie. Zazdrościmy intymności i czułości, jakiej doświadcza Josephine/Aurora Lipartowska, budująca poruszający obraz wrażliwej i niewinnej postaci. Zazdrościmy autoakceptacji Henrika/Michała Kościuka, czy pewności Stoffera/Bartosza Cwalińskiego.
Na tej zazdrości i tęsknocie opiera się podróż bohaterów, rozbijających się komunikacją miejską czy zjeżdżających na nartach z trawiastego stoku. Poszukują granic, często je przekraczają, a twórcy wskazują nam, gdzie te granice w ich odczuciu powinny pozostawać nienaruszone. Z kolei widzowie mają okazję, poprzez zmieszanie tego, co jest prawdą, z tym, co jest jedynie wytworem wyobraźni, poczuć zaskakujący realizm. Realizm tej opowieści podkreśla fakt, że podróż musi się skończyć – bo nie ma już nikogo, kto mógłby dalej w nią wyruszyć. Wreszcie pada pytanie: „Czym tak naprawdę był Spass?” Wyzwoleniem, przygodą, akceptacją? Czy bohaterowie odnaleźli swój Spass i mogli się w nim uwolnić?
Spektakl kończy wspólny taniec, rozluźnienie, zaproszenie do tego, by odetchnąć. Spośród przedstawień, które miałam okazję widzieć na piwnicznej scenie Teatru Barakah, ten, jak dotąd, jako jeden z nielicznych, nie pozostawia uczucia przytłoczenia czy wręcz przerażenia. Taki teatr, zamiast wrzucać emocje do „sokowirówki”, daje odwagę, by wypuścić wstrzymywany oddech. To było naprawdę odświeżające uczucie.
Dziennik Teatralny Małopolska, 16 kwietnia 2025
Link: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/spass-czy-szpass.html
Fabuła przedstawiona w spektaklu ,,Idioci. Spass!” odwołuje się do filmu skandynawskiego reżysera Larsa von Triera o tytule ,,Idioci”. ,,Spass” w tym przypadku nawiązuje do niemieckiego słowa oznaczającego zabawę, chociaż jak można dowiedzieć się po wczytaniu w opis spektaklu, wykrzyknik na końcu zmienia wydźwięk słowa, sprawiając, że brzmi ono jak rozkaz. Jakub Zalasa i Aniela Płudowska adaptują film w bardziej personalny i bezpośredni sposób. To inna wariacja tego kontrowersyjnego filmu, która zawiera w sobie więcej od ukazania samej historii postaci.
Postaciami w spektaklu jest ósemka aktorów. Zostają oni na początku przedstawieni publiczności prawdziwymi nazwiskami, następnie swoim alter ego – w spektaklu ,,Idioci. Spass!” aktorzy udają osoby niepełnosprawne. Wykorzystują przyzwolenia społeczne, które przypisane są niepełnosprawności, aby móc w pełni wydobyć z siebie swojego wewnętrznego idiotę. Można powiedzieć, że próbują korzystać tylko z pozytywów takiego tytułu – naraz nie musząc borykać się z faktycznymi problemami zdrowotnymi. Ich postawa nie jest jednak krytykowana – grupka przyjaciół odnajduje w tym wolność.
To uwolnienie z nałożonych ram społecznych, wolność, której normalnie nigdy by nie otrzymali. Ta wolność opisana zostaje właśnie jako tytułowy ,,spass”. Aktorzy pokazują poszczególne sceny z życia grupy przyjaciół – komediowe, romantyczne, momenty refleksji przeplatającej się z głupotą godną grupy idiotów. Spektakl wywołał u mnie dysonans poznawczy. Etykieta społeczna jest przeciwko przedstawionym czynnościom, jednak porzucając wszystkie konstrukty społeczne i przekraczając granice musimy również pokonać wyznaczniki moralne narzucone przez zasady etykiety. Żeby wyrwać się z kajdan nałożonych na nas przez czas późnego kapitalizmu, trzeba iść na całego i bez hamulców – tego właśnie dokonują postaci. Nieważne jak skutecznie udaje im się to w danym momencie – najważniejszym punktem jest to, że w tym wszystkim znajdują wolność i samych siebie.
Obsada spektaklu ,,Idioci. Spass!” składa się z aktorów stricte związanych z Teatrem Barakah, jak również z nowymi twarzami, nawet osobami debiutującymi. W składzie obsady znajdują się: Bartosz Cwaliński, Zofia Justyńska, Michał Kościuk, Monika Kufel, Aurora Lipartowska, Michał Nowicki, Aniela Płudowska, Adam Wietrzyński. Aktorzy używają meta-narracji, współgrają razem nie tylko jako postaci, ale również jako oni sami. Ich więzi są niezwykle autentyczne, a współpraca bardzo owocna – można im uwierzyć na słowo, że są faktyczną grupą przyjaciół. Pokazują obraz wspólnoty w głupocie, zabawy w idiotyzmie, szczęścia w niewiedzy. Scenografia oraz kostiumy wykonane przez Julię Zawadzką są proste i naturalne – pasujące do realistycznych postaci przedstawionych. Scenografia w swojej prostocie nie wskazuje na konkretne miejsce, postaci poruszają się w otoczeniu niesprecyzowanym.
Multimedia stworzone przez Jakuba Kotynia uzupełniają strefę wizualną, przedstawiają dodatkowy kontekst pomagający nam zrozumieć puentę spektaklu. Akompaniamentem jest muzyka grana na żywo przez Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa, która wiernie towarzyszy w przebiegu wydarzeń. Dzięki choreografii stworzonej przez Martynę Dyląg aktorzy pozostają w ciągłym ruchu, utrzymując uwagę widza nawet w spokojnych, cichszych momentach.
Całość spektaklu jest bardzo spójna, przemyślana i samoświadoma. Założenia skłaniają widza do przekroczenia własnych granic, zachęcają do tego, aby z życia wyciągnąć więcej, wydusić z niego tyle ile tylko się da. Sztuka wzbudziła we mnie falę różnych emocji, zachęciła mnie również do tego, aby w przyszłości zabrać się do seansu filmu Larsa von Triera. Aktorzy dzielą się z widzem przemyśleniami dotyczącymi tego, w jaki sposób funkcjonuje sztuka w dzisiejszych czasach. Metanarracja porusza zagadnienia związane z aktorstwem samym w sobie, przekracza również jego granice.
To więcej niż sztuka; to również jedyne w swym rodzaju przeżycie, naruszenie kodeksu moralnego widza, zabawa jego uczuciami, niepoprawna tylko na pierwszy rzut oka, inteligentna dopiero po uważniejszym przyjrzeniu się jej z bliska.
Onarecenzuje, 4 czerwca 2025
Link: https://onarecenzuje.wordpress.com/2025/06/04/dzis-sa-moje-urodziny/
Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy okazało się , że bohaterowie Idiotów Wierzchowskiego tylko udają swoją niepełnosprawność. Nie znałam wówczas kultowego filmu Larsa von Triera o tym samym tytule. Szczególnie zszokowała mnie scena w kaplicy na Jasnej Górze, w której jedna z aktorek ozdrowiała w momencie odsłonięcia cudownego obrazu, a starsze kobiety zgromadzone w kaplicy uznały to za cud. W realizacji Idiotów. Spass! Teatru Barakah w reżyserii Jakuba Zalasy od początku wiadomo, że główni bohaterowie udają osobyz niepełnosprawnością w imię niczym nieskrępowanej zabawy, tzw. spassu.
Aniela Płudowska, w podwójnej roli scenarzystki i postaci uczestniczącej w procesie scenicznym, na początku oznajmia, że spektakl nawiązuje luźno do von Trierowskiego pierwowzoru, a osoby aktorskie wcielające się w poszczególne postaci tylko udają swoją niepełnosprawność. Gdy aktorzy przedstawiają się swoimi prawdziwymi imionami ich rzeczywiste biografie nakładają się na fikcyjne tożsamości przyjęte na czas trwania spektaklu. Ten zabieg dramaturgiczny tylko pozornie „łamiący czwartą ścianę” w rzeczywistości tworzy napięcie pomiędzy twórcami a widownią. Nie mamy pewności, czy prezentowane sytuacje są wyreżyserowane, czy improwizowane na żywo. Spass definiowany przez twórców spektaklu jako niczym nieskrępowana zabawa przybiera formę scenek inspirowanych krakowską lokalnością (udawanie gołębi, przejażdżka po rynku), praktykami samodoskonalenia, a nawet zadaniami aktorskimi stawianymi przed młodymi adeptami szkoły teatralnej.
Pomimo zabawowej tonacji, spektakl stawia trudne pytania m.in. o odpowiedzialność w teatrze. Pytania te nasuwają się same podczas oglądania scen z życia komuny łamiącej kolejne tabu. Te sceny dają nam wgląd w emocje głównych bohaterów, zmagających się z poczuciem odmienności. Dla Karen, Zosi, Aurory i pozostałych przynależność do grupy wydaje się być lekiem na całe zło. Bycie częścią tej grupy rządzi się swoimi prawami. Twórcy spektaklu próbują uchwycić różne fazy tej przynależności: od trudnych początków przez akceptację do pierwszych kryzysów. Tę mikro społeczność można porównać do rodziny parateatralnej,w której granica tolerancji przemocy jest coraz dalej przesuwana. Przyjęcie tożsamości idioty daje nie tylko poczucie nieskrępowanej wolności, ale przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Scena video (Jakub Kotynia), w której nasi bohaterowie zjeżdżają na nartach z trawiastego kopca, wywołuje w nas skojarzenia z beztroską zabawą, a nie z łamaniem kolejnego tabu. Przez chwilę zazdrościmy im tej własnej przestrzeni. Ale poczucie beztroski szybko się kończy, członkowie grupy zaczynają demaskować siebie nawzajem, coraz trudniej zachować im wymyślone tożsamości. To nie konflikty (świetne dramaturgicznie sceny kłótni Zosi z częściowo sparaliżowanym psychologiem, wyznania Aurory o stanach lękowych ) niszczą grupę od środka. Główna przyczyna kryzysu leży w potrzebie normalności. Dlatego bohaterowie jeden po drugim odchodzą, porzucając swoje przybrane tożsamości: Zosia zdejmuje perukę, zrywając ze swoim przeseksualizowanym wizerunkiem, malarz (Michał Kościuk) porzuca sztalugi i malarski berecik.
Zmiany w spójnej do tej pory grupie oddaje muzyka grana na żywo (Piotr Korzeniak, Paweł Stus). Mocne partie basu ustępują wokalnej improwizacji w wykonaniu Zosi – Zofii Justyńskiej. Spektakl kończy śpiewana improwizacja przy dźwiękach bassuz minimalistyczną choreografią (Martyna Dyląg), w której każdy może wziąć udział. Bo bycie we wspólnocie ma sens, pod warunkiem, że jest zbudowana na zasadach demokratycznych.
AICT Polska, 16 czerwca 2025
Link: https://www.aict.art.pl/2025/06/16/badajac-granice/?fbclid=IwY2xjawK-brxleHRuA2FlbQIxMABicmlkETB0RGQySWNWTG16N1RHVHZ4AR5oSeOUHKYZTmh4D7W7Vg9x47HRhYx5tbmV364jzTWPv4DGcbmrRwXOSJc2kw_aem_x33cdCWsctIz4WkYcUujXA
Teatr Barakah w Krakowie wypracował swój własny język, który od lat przyciąga mnie do tej sceny. Ich poetyka balansuje na granicy dyskomfortu — ze względu na konsekwentny dobór wyrazistej muzyki, mnogość bodźców skierowanych bezpośrednio na widza, specyfikę przestrzeni scenicznej oraz bezkompromisowe podejście do tematów społecznie drażliwych — przy jednoczesnym zachowaniu sporej dawki empatii.
W przypadku spektaklu Idioci. Spass! w reżyserii Jakuba Zalasa nie jest inaczej. Tym razem twórcy podejmują temat niepełnosprawności — zarówno tej cielesnej, jak i odgrywanej na scenie czy przed kamerą. Udawanej, w sposób prowokacyjny, po to, by zbadać emocje otoczenia oraz granice społecznej tolerancji i empatii. Scenariusz Anieli Płudowskiej nawiązuje bezpośrednio do filmu Idioci Larsa von Triera — opowieści o grupie dorosłych ludzi, którzy celowo i publicznie udają osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi, by sprawdzić, jak społeczeństwo reaguje na „inność”. Spektakl nie tylko przywołuje ten materiał, ale podejmuje z nim dyskusję. Grupa aktorów nie rekonstruuje bezpośrednio scen z filmu, lecz dokonuje jego przełożenia na język teatru, przekładając jego idee na własne doświadczenia aktorskie i cielesne.
Centralne pytanie, jakie stawiają twórcy, dotyczy cienkiej granicy między aktorstwem a nadużyciem. Czy odgrywanie osoby z niepełnosprawnością to jeszcze sztuka, czy już tylko niepotrzebna szopka? Czy istnieje uzasadnienie dla tego rodzaju kreacji, jeśli ich celem jest jedynie wzbudzenie emocji u widza? Spektakl nie unika tego moralnego napięcia. Dialogujący aktorzy przypominają choćby rolę Dawida Ogrodnika w filmie Chce się żyć Macieja Pieprzycy, powszechnie uznaną za poruszającą i wiarygodną. Jednak w Idioci. Spass! nie chodzi o realizm — tutaj kluczem jest pytanie, czy udawanie „niepełnosprawności” może być etyczne, jeśli jest wykorzystywane jako artystyczny gest prowokacji. Czy tego typu performansy mają jeszcze sens, czy może są formą społecznego nadużycia?
Forma spektaklu w Teatrze Barakah wspiera te wątpliwości. Intensywne światła, pulsująca, rytmiczna muzyka i gęsta, momentami klaustrofobiczna atmosfera na scenie tworzą przestrzeń zanurzoną w zmysłowym chaosie. Widz nie tyle obserwuje, co zostaje wciągnięty w rytuał, w którym granice między normą a jej złamaniem stają się nieuchwytne. To fizyczne, chwilami agresywne doświadczenie staje się metaforą konfrontacji z „innym” — kimś, kogo nie rozumiemy, kto nas zawstydza, drażni lub wzrusza. W odróżnieniu od filmu von Triera, spektakl Zalasa nie ma charakteru manifestu — bliżej mu do filozoficznej rozprawy. Nie daje odpowiedzi, nie moralizuje, nie szuka łatwego efektu. Jego siła tkwi właśnie w niejednoznaczności, w zachwianiu pewności widza.
Warto przypomnieć w tym miejscu spektakl Debil na podstawie dramatu Maliny Prześlugi, wystawiony cztery lata temu w Teatrze im. Juliusza Słowackiego. Choć tamto przedstawienie poruszało podobną tematykę, przez niektórych przedstawicieli środowisk osób z niepełnosprawnościami zostało uznane za powierzchowne. Można odnieść wrażenie, że dramaturżka potraktowała temat jako kontrowersyjny pretekst, bez głębszego wejścia w doświadczenie osób nieneurotypowych. Spektakl z Barakah jest pod tym względem ostrożniejszy, bardziej świadomy pułapek, w które można wpaść, przedstawiając „inność”.
Idioci. Spass! nie podsuwa odpowiedzi na pytania, które stawia — co samo w sobie można uznać za zaletę. Sztuka nie musi uzdrawiać ani pocieszać. Może niepokoić — i ten niepokój w wydaniu Teatru Barakah jest szczery, wyważony, wielowarstwowy. To przedstawienie, które nie uczy empatii, lecz każe się jej w sobie doszukiwać.
UJOT FM, 18 marca 2025
Link: https://ujot.fm/idioci-spass-w-teatrze-barakah/
Gdzie kończy się granica między taktem a wyjściem poza wszelkie ramy i standardy społeczne? To dla mnie duża zagwozdka. Może w niektórych realiach mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że taka granica nawet nie istnieje. Mogę również stwierdzić, że jest niezwykle wyraźna i ma jasne komunikaty, kiedy przekraczać jej nie należy. W każdej z nich jednak w grę wchodzą emocje i obnażenie ze wszelkich moralności. To nie jest typowa filozoficzna idea, którą pomimo sprzeczności, da się wyjaśnić obrazowo, obiektywnie, trafiając do każdego. A czy nie taka jest rola teatru?
Często również zadaję sobie pytanie o inną granicę, tym razem upraszczając, stricte techniczną. Kiedy kończy się wejście w rolę, a kiedy mamy do czynienia z kreowaniem postaci na swój własny, indywidualny sposób, kiedy odkryte zostają wewnętrzne walory życia każdego aktora i aktorki? Wreszcie wyzwę ich wszystkich od idiotów, samą siebie też określę tym mianem, każdą osobę z Was, czytelnicy, również tak nazwę.
Teatr Barakah po raz kolejny testuje społeczne granice, coraz bardziej je naginając i dając tym samym do zrozumienia widowni, że świat nie jest zero-jedynkowy. Idioci. Spass! to doświadczenie teatralne, które z pewnością pozostawi ślad po sobie w duszy, choć niekoniecznie w pełni komfortowy. Żeby jednak nie było, że wszystko mówię w negatywach. Absolutnie! Ci wszyscy Idioci tak zapadli mi w pamięć, że wciąż myślami do nich wracam. Ale dobra, od początku. Kim są Idioci i co z nimi łączy Spass?
Idioci. Spass! to sztuka napisana przez Anielę Płudowską w reżyserii Jakuba Zalasy, która blisko powiązana jest z filmem Larsa von Triera z 1998 roku. Poznajemy – i w tym momencie to słowo nabiera o wiele większego znaczenia – grupę osób wybijającą się poza wszelkie ramy. W jasnym komunikacie trigger warningu zaczynają udawać osoby z niepełnosprawnością intelektualną i ruchową testując wspominane już przeze mnie kilka razy granice społeczeństwa. Prezentują humor, który z czystym sumieniem mogę przyrównać do tego wybitnie stosowanego przez Margaret Atwood w Maddaddamie.
Spektakl nie opowiada o eksperymencie, ale sam w sobie jest eksperymentem. Pomyślcie, widownia pełna ludzi z przeróżnymi doświadczeniami życiowymi, skala wieku naprawdę szeroka, każda osoba prezentuje inny pogląd. Czy nie jest to idealna okazja do silnego wpłynięcia na każdą osobę? Genialne doświadczenie. Aktorzy nie są jedynie aktorami, ale przede wszystkim sobą. Wychodzą ze swoich ról, przedstawiają nam samych, prawdziwych siebie, żeby na nowo wcielić się w rolę. Ta sinusoida jest idealnie wywarzona względem odbioru całego spektaklu.
To, co dla mnie jest istotne w teatrze, to zrozumienie. Poczułam się autentycznie zrozumiana. Mam w sobie pewne zachowania, spostrzeżenia, którymi wstydzę się dzielić ze względu właśnie na społeczeństwo. Przyszło nam żyć w realiach, gdzie stale podlegamy ocenie, gdzie takt bywa ważniejszy niż wyrzucenie na zewnątrz tego, co dorasta w nas. Wychodząc poza wszelkie konwenanse społeczne obnażamy siebie jako idiotów. Czerpiemy z wolności, która daje nieskończoną satysfakcję, radość, zabawę z życia, odpuszczając sobie jednocześnie wszelkie chociaż w tym jednym momencie wszelkie granice. Oczyszczenie. Katharsis. Sami sprawdźcie.
KulturoNIEznawczyni, 16 kwietnia 2025
Link: https://www.kulturonieznawczyni.com/post/idioci-spass-teatr-barakahodnajduje-sceniczny-balans-recenzja
Jesteśmy w Krakowie, na Kazimierzu. Klimatyczna kamienica. Niepozorne wejście prowadzi do miejsca, w którym po prostu chce się być. Przestrzeń wewnątrz jest kameralna, z duszą – trochę surowa, ale ciepła, jakby stworzona do alternatywnego teatru. Ceglane ściany, niskie sklepienia, półmrok i miękkie światło tworzą atmosferę intymności i bliskości między sceną a widzem. To miejsce, w którym od razu czuć autentyczność – nie ma tu sztucznego dystansu, jest za to poczucie, że naprawdę „wchodzisz w środek” wydarzenia. Każdy zakamarek, przedmiot, obraz zdaje się mieć swoją historię, a sam teatr przypomina raczej niezależną artystyczną przystań niż instytucję kultury w klasycznym tego słowa znaczeniu. I właśnie w takim wnętrzu oglądam spektakl „Idioci. Spass!”.
Już od pierwszych chwil spektaklu „Idioci. Spass!” można poczuć, że nie jest to klasyczna teatralna opowieść. Wchodząc do Teatru Barakah, od razu zanurzamy się w świat wykreowany nie tylko na scenie, ale i wokół niej – świat, który wciąga widza w sposób niezwykle naturalny i nieinwazyjny. Czuć, że to przestrzeń nie tylko teatralna, ale też wspólnotowa, niemalże domowa. Poznajemy aktorów nie tylko poprzez ich sceniczne role – wiemy, kto z nich napisał scenariusz, kto jest dyrektorem teatru, którzy z nich są parą w prywatnym życiu. Choć ta wiedza nie jest niezbędna, pozwala wejść głębiej w klimat spektaklu. To zaproszenie do świata Barakah – osobnego, szczerego i bardzo ludzkiego. Dla widzów będących tam po raz pierwszy może to być doświadczenie otwierające oczy na nieco inne podejście do teatru.
O czym jest film „Idioci” Larsa von Triera?
„Idioci” (1998) to jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów Larsa von Triera, zrealizowany w duchu manifestu Dogma 95 zakładający oczyszczenie filmów z efektów specjalnych i wszelkich dodatków odciągających uwagę od istoty kina. Nie budowano scenografii, nie używano sztucznych rekwizytów, nie dodawano dźwięków dla widza, ani filtrów na obraz, a wszystkie ujęcia kręcono z ręki. Nie ukrywam, że nie jest to moja ulubiona estetyka filmowa. Traktuję ten film jako swego rodzaju doświadczenie kinematograficzne. Film opowiada o grupie młodych ludzi, którzy buntując się przeciwko społecznym normom i konwenansom, decydują się na niecodzienny eksperyment – udają osoby z niepełnosprawnością intelektualną w przestrzeni publicznej. Ich celem nie jest szydzenie, lecz odkrywanie autentyczności, uwalnianie się od społecznych masek i testowanie granic wolności. Film balansuje na cienkiej granicy między prowokacją a refleksją – porusza temat konformizmu, sztuczności relacji społecznych i tego, co naprawdę oznacza „być sobą”. Dla wielu widzów – jak i dla mnie – seans ten może być bardzo wymagającym doświadczeniem. Ja sama musiałam go oglądać go na trzy raty, co tylko potwierdza, jak intensywny i trudny to obraz.
Spektakl w Teatrze Barakah nie jest prostą adaptacją filmu von Triera. To raczej twórcza wariacja, inspirowana jego duchem, lecz idąca w zupełnie innym kierunku. Reżyser Jakub Zalasa oraz autorka scenariusza i aktorka Aniela Płudowska skupiają się bardziej na procesie twórczym, na artystach, ich potrzebie eksplorowania rzeczywistości oraz samych siebie. Spektakl stawia pytania o to, czym jest tytułowy „spass” – zabawa, uciecha, wolność, a może forma autoterapii? Czy da się jeszcze kogokolwiek dziś zaszokować? Czy nie znieczuliliśmy się już na wszystko, co niezwykłe? „Idioci. Spass!” to podróż przez etapy odkrywania siebie, redefiniowania tego, co oznacza „normalność”, „odmienność”, „prawda” i „fałsz” – nie tylko w sztuce, ale i w życiu.
„Idioci. Spass!” świetnie operuje emocjami. Przechodzi przez różne rejestry – od śmiechu przez zaskoczenie, aż po głębsze wzruszenia. Jednym z istotnych tematów poruszanych przez twórców jest niepełnosprawność – ukazywana jednak nie jako punkt prowokacji. Ważne jest, że wprost ze sceny padają słowa podkreślające, że celem nie jest obrażenie kogokolwiek. To bardzo cenne, bo w kontekście tak delikatnej tematyki łatwo przekroczyć granicę dobrego smaku – tutaj jednak udało się ją zachować.
Ogromną siłą spektaklu jest też muzyka grana na żywo. Piotr Korzeniak i Paweł Stus towarzyszą wydarzeniom scenicznym, ale robią to z ogromnym wyczuciem – muzyka nie dominuje, nie przytłacza, lecz subtelnie buduje klimat, dopełniając całość. To doskonały przykład na to, jak muzyka może być tłem, a nie rywalem dla akcji scenicznej. Mniej udanym elementem spektaklu były natomiast kadzidła – ich intensywność była momentami wręcz dusząca, co sprawiało dyskomfort nie tylko mi, ale również – sądząc po reakcjach – innym widzom.
Aktorsko spektakl stoi na bardzo wysokim poziomie. Na scenie spotykają się postacie filmowe, teatralne, a momentami nawet aktorzy jako oni sami. W tej emocjonalnej mozaice szczególnie wyróżnia się Aniela Płudowska – zarówno jako scenarzystka, jak i aktorka. Czuć, że ta sztuka to jej autorski projekt, który głęboko przeżywa. Drugim jasnym punktem obsady jest Bartosz Cweliński – jego rola jest pełna charyzmy, pewności siebie, a jednocześnie niezwykle autentyczna. Pozostali aktorzy również doskonale odnajdują się w niełatwej materii tej sztuki, za co otrzymują na koniec zasłużone, głośne brawa.
Warto wspomnieć o jednej słabszej stronie spektaklu – jego rytmie. Przez ponad godzinę spektakl trzyma w napięciu, angażuje, intryguje, bawi, ciekawi, zastanawia. Niestety, ostatnie 20 minut traci na dynamice. Rozpad grupy bohaterów jest uzasadniony fabularnie, ale w wersji teatralnej idzie zanim spadek emocji i rozproszenie uwagi. Gdzieś zostaje zgubiona energia, która wcześniej tak dobrze napędzała akcję. Wiemy, że zbliżamy się do końca sztuki, ale zdecydowanie wolę wychodzić z teatru w emocjach niż, gdy już te emocje opadają na koniec spektaklu.
Sztuka „Idioci. Spass!” był dla mnie pierwszym kontaktem ze światem Larsa von Triera – i choć film „Idioci” nie jest bliski mojej estetyce, to dzięki temu teatralnemu doświadczeniu poczułam chęć sięgnięcia po inne dzieła tego reżysera. Teatr Barakah otworzył mi drzwi do tej twórczości w sposób delikatny, ale wyrazisty. Mam poczucie, że tego rodzaju spektakle warto oglądać więcej niż raz – najpierw bez kontekstu filmu, a potem, po przetrawieniu emocji i poznaniu oryginalnego źródła inspiracji. To pozwala odkryć zupełnie nowe znaczenia i pogłębia odbiór widowiska.
Trudna tematyka mogła zostać przesadnie przełożona na deski teatru. Mogło być obrzydliwie, wulgarnie, niesmacznie. Mogliśmy zostać przytłoczeni emocjami bohaterów i ich wizjami. Finalnie spektakl odbija od tego kierunku i prowadzi akcję w sposób artystyczny, ale niebanalny i nieprzerysowany. Znalezienie balansu i złotego środka jest niezwykle trudną sztuką w przypadku bazowania na tak wyrazistym filmie. Stworzenie scenariusza, który odnajduje się w klimacie filmu, nie burzy jego wizji, ale wprowadza swoją świeżość na scenę jest czymś, co warto docenić.
Jeśli nie znacie twórczości duńskiego reżysera, nie obawiajcie się wybrania na ten spektakl. Może on sprawi, że poczujecie ochotę, aby lepiej poznać fundamenty tej sztuki. Jeśli jesteście natomiast fanami Larsa von Triera sądzę, że nie poczujecie się zawiedzeni taką sceniczną interpretacją.
Teatralna Kicia, 2 kwietnia 2025
Link: https://teatralna-kicia.tumblr.com/post/779657596500131840/idioci-spassteatr-teatr-barakah-re%C5%BCyseria
Bardzo mocno przebierałem nogami w oczekiwaniu na najnowszy spektakl Teatru Barakah gdy tylko dowiedziałem się, że to będzie ich kolejna próba zmierzenia się z Larsem von Trierem. Jestem zupełnym świrem twórczości duńskiego reżysera, a jego film „Idioci” zajmuje cieplutkie miejsce w moim serduszku. Dodatkowo apetyt zaostrzał fakt, że wiele lat temu miałem przyjemność oglądać interpretację Marcina Wierzchowskiego w Teatrze im. Jaracza w Łodzi, która wryła mi się w pamięć na długi czas i nie będę ukrywał, że jest to realizacja znajdująca się na krótkiej liście spektakli, które skończyły swój żywot i za którymi tęsknię tak bardzo, że aż we mnie trzeszczy. Mając w pamięci film i wspomniany wcześniej spektakl, byłem bardzo podekscytowany perspektywą zobaczenia nowej interpretacji tego tekstu źródłowego i nurtowało mnie pytanie: w którym kierunku pójdą twórcy w Teatrze Barakah?
Aniela Płudowska odpowiedzialna za dramaturgię i scenariusz zakotwicza spektakl w filmowym oryginale dość lekko, czerpiąc z niego imiona bohaterów i ogólną koncepcję fabularną, jednak przesuwa akcent na kwestie inne niż te, które starał się pokazać von Trier w 1998 roku na ekranie. W ujęciu filmowym mamy do czynienia z grupką ludzi, którzy postanawiają przeciwstawić się oczekiwaniom społeczeństwa i poprzez udawanie osób z upośledzeniami chcą wybić ze strefy komfortu i obnażyć obłudę klasy średniej. Z drugiej strony w grupie, gdzie każdy w teorii jest równoważnym członkiem, zaczynają pojawiać się zgrzyty: jeden z mężczyzn zaczyna ewidentnie się rządzić, co powoli popycha grupę w stronę przekraczania granic wcześniej ustalonych ram. Jednocześnie finalnie, zmuszone do wprowadzenia zasad grupy w prawdziwym życiu, jednostki okazują się zbyt słabi, aby spastykować przed bliskimi, bo okazuje się, że mają zbyt dużo do stracenia, aby w pełni oddać się swojej idei. Tylko jedna z nich, Karen, może sobie pozwolić na taki gest, bo tak naprawdę po śmierci syna została na świecie z niczym i kurczowe trzymanie się zasad grupy Idiotów nadaje jej życiu jakikolwiek sens.
Płudowska do spółki z reżyserem Jakubem Zalasą przekładają tę historię na scenie na meta opowieść o teatrze i o tym, co aktorzy są w stanie poświęcić dla dobrej roli, a czego na pewno poświęcać nie chcą; dodatkowo twórcy badają na ile samo granie i oddawanie się roli jest swoistym „udawaniem idioty”, a na ile jest w tym coś więcej. Jednocześnie mieszają się ze sobą przed widzami prawdziwe osobowości aktorów z postaciami z filmu a także z postaciami w spektaklu, które są zupełnie rozdzielne z poprzednio wymienionymi tożsamościami.
Z mojego punktu widzenia jednak ciekawszą perspektywą jest (wybita poza poprzednio już przetarty schemat oryginału) próba zdefiniowania zdrowej zbiorowości i tego, co powinno ją łączyć. Skoro nawet wspólne wydurnianie się może doprowadzać do niezdrowych sytuacji – co nam pozostało? W „Idioci. Spass!” obserwowaliśmy podobne zachowania skupiające się na budowaniu kręgu wspólnoty, sprowadzenie wszystkiego do niemalże pierwotnej plemienności, w której -podobnie jak w życiu – wraz z rosnącą władzą rośnie też apetyt na coraz to nowe nadużywanie tej władzy. W momencie rozpadu grupy spastyków pada pytanie: czym tak naprawdę to wszystko było i jaki był tego wszystkiego cel? W finale Piotr Korzeniak pokazuje czym tak naprawdę powinien być dobry spass – grając na gitarze ilustruje nam, że tak naprawdę powinno to być zatraceniem się w sobie i w tym, co daje nam przyjemność i radość. Nie chodzi o wyzbycie się potrzeby stadności, ale o jednoczesne odnalezienie w sobie iskierki ‘dobrej’ radości i samozadowolenia, której będzie można się chwycić w momentach zwątpienia. Jednocześnie odczytuję to jako stworzenie nowej, lepszej wspólnoty; zamiast być jednym z ludzi udających osoby z niepełnosprawnościami i używających tego jako wytrychu, aby wbić się w społeczeństwo i stanąć niczym rzęsa w oku, stajemy przed wspólnotowością zbudowaną na bazie akceptacji samego siebie i robieniu tego co daje nam szczęście. Każdy z członków tej nowej grupy jest wolnym elektronem krążącym po swojej własnej orbicie, ale razem potrafią dzięki temu właśnie podejściu stworzyć piękny wspólny taniec w finale, w którym każdy tak naprawdę, mimo że ma inny background, może śmiało być istotny i bez wstydu i zazdrości być przywódcą samego siebie.
Co ważne, scenariusz jest czystym złotem; napisany z niewymuszonym humorem, z realnie zabawnymi dialogami, które brzmią naturalnie, ale też nie są czczą błazenadą. Widać, ze stoi za tym coś więcej i autorka miała tego świadomość, bo jeśli nie w tym spektaklu, to w jakim innym można było postawić wszystko na jedną kartę i przez półtorej godziny tarzać się po podłodze i lizać dywan? W połączeniu z bardzo zgrabną reżyserią dostaje się przedstawienie skrojone w sam raz, aby pochłonąć je wszystkimi zmysłami. Widzę tutaj wnikliwe oko obserwatora u Zalasy, które już przykuło moją uwagę w jego poprzednim spektaklu „Smoleńsk Late Night Show” z Teatru Nowego w Łodzi. Tam również świetnie radził sobie z wyłapywaniem absurdów i śmiesznych, lekko bolących kwestii i potrafił nakręcić aktorów tak, żeby sami potrafili śmiało nadbudować na tych drobnych elementach swoje postacie.
Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na fantastyczną choreografię Martyny Dyląg. Nienarzucająca się, stonowana, niemalże niezauważalna, momentami wzbiera niczym fala na scenie i porywa aktorów i całą widownię, czego kulminacją jest finałowy taniec przypominający jakiś rodzaj rytuału voodoo. Przyjemna dla oka praca, która na pewno zasługuje na ciepły uśmiech z mojej strony.
Na odchodnym zaznaczę też, że aktorzy w „Idiotach. Spass!” wytworzyli niesamowitą energię jako zbiorowość. Nawiązała się między nimi realnie wyczuwalna chemia i wykonali kawał dobrej roboty jako grupa, bezbłędnie tworząc między sobą mikro sceny, które potem umiejętnie połączyli w barwny i porywający kalejdoskop historii. Wysyłam gorący uśmiech do Anieli Płudowskiej, bo poradziła sobie bezbłędnie jako osoba odpowiedzialna za tekst, ale na scenie też pozamiatała niemalże prowadząc całą historię od początku do końca. Uważam, że mając w bagażu doświadczeń ten spektakl i występ w „Koronie królów”, swoje dokonania w teatrze Barakah powinna traktować jako kierunkowskaz. Czapki z głów.
„Idioci. Spass!” to spektakl, który dowiózł pełną wywrotkę emocji, bawił, ale też momentami zmroził. W pełni mnie porwał i trzymał za szmaty aż do ostatnich braw. Jestem usatysfakcjonowany jako fan Larsa von Triera oraz jako teatralny wyjadacz. Dodatkowo, ta interpretacja poszła w nowe i ciekawe rejony. Jest to według mnie jedna z lepszych premier jakie miał ostatnio Teatr Barakah i jednocześnie wydaje mi się, że to pierwsze przedstawienie, które jest pretendentem do bycia na mojej liście 7 wspaniałych, czy 7 najlepszych spektakli danego roku. Chętnie wrócę jeszcze na ten spektakl zobaczyć jak on osiada po premierowy secie i również to radze wszystkim szukającym teatralnych wrażeń. Wybitnie dobry projekt na płaszczyźnie reżyserskiej, tekstowej i aktorskiej. Nieczęsto trafiają mi się tak dobre kąski.
Och Kultura, 3 kwietnia 2025
Link: https://www.facebook.com/share/p/19PxrqGy4f/
Idioci z wyboru, mędrcy z przypadku
- Czy bunt jest aktem odwagi, czy raczej przejawem skrajnego egoizmu?
- Gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna gra?
- Czym jest prawdziwa tożsamość?
„Idioci. Spass! ” w krakowskim Teatrze Barakah to świeże spojrzenie na kultowy film „Idioci”. Choć inspiracją jest słynne dzieło Larsa von Triera, twórcy nie poprzestają na kopiowaniu filmowego oryginału. Wręcz przeciwnie – biorą na warsztat jego najważniejsze i najpiękniejsze motywy, przenoszą je w zupełnie nowe rejony, nadając im własny charakter.
To opowieść o grupie krakowskich aktorów, którzy testują granice wolności, autentyczności i własnych ograniczeń. Uciekając przed monotonią i przeciętnością, świadomie przekraczają społeczne normy. Przyjmują pozę osób z niepełnosprawnością intelektualną, by w ten sposób poszukać niczym nieskrępowanego “wewnętrznego idioty”.
Znakomity tekst autorstwa Anieli Płudowskiej iskrzy się dobrą energią i humorem, ale często robi też piękne pauzy i zmusza do myślenia. Reżyser Jakub Zalasa z wyczuciem żongluje żartem (biczowanie zwiędłym flamingiem, aukcja) i refleksją (scena z tortem, monolog Nany), sprawiając, że spektakl nie popada w banalny dydaktyzm ani nadmierną powagę. Dodatkowo sprawnie miesza tożsamości aktorów, postaci z filmu i bohaterów spektaklu. I jeszcze jedno – proporcje. Zalasa doskonale wie, ile powinna trwać każda scena, żeby nie nużyć, a nawet zostawić lekki niedosyt.
Obsada jest znakomita. Widać, że między aktorami jest sceniczna chemia. Bartosz Cwaliński, Zofia Justyńska, Michał Kościuk, Monika Kufel, Aurora Lipartowska, Michał Nowicki, Aniela Płudowska, Adam Wietrzyński lubią siebie i swoich bohaterów. Mają do nich dużo czułości i empatii. Nie oceniają, ale pozwalają im mówić własnym głosem. Grają więc ich lekko, dodatkowo każdemu oddając przecież cząstkę swojej biografii. Dzięki temu ich wybory i dylematy stają się bliskie widzowi. W spektaklu jest kilka scenek perełek – monolog o Ace Venturze, podróż autobusem, Jeppe i Josephine rozmawiający o seksie czy dialog o nagości.
Kostiumy (Julia Zawadzka) są eklektyczne, luźne, często przerysowane, co doskonale wpisuje się w ducha buntu i performatywnej gry. Świetna muzyka na żywo (Piotr Korzeniak, Paweł Stus) pulsuje i dodaje rytmu całemu przedstawieniu, a momentami przypomina pełen napięcia i emocji koncert (wokaliza Nany). Choreografia Martyny Dyląg balansuje między spontanicznością a precyzją, oddając w ten sposób rozterki bohaterów i ich dążenie do wolności.
Zaletą przedstawienia jest też wykorzystanie multimediów. Projekcje i wizualizacje (Jakub Kotynia) nie dominują jednak nad narracją, ale są jej inteligentnym dopełnieniem. Pogłębiają kontekst spektaklu, tworzą dodatkową przestrzeń dla interpretacji i najważniejsze – nie przytłaczają długością.
„Idioci. Spass! ” to niezwykle zabawny i refleksyjny manifest przeciw rutynie i sztywnym normom. Warto go zobaczyć – nie tylko dla inteligentnego humoru, ale przede wszystkim dla pytań, które na długo pozostają w pamięci i po to, by pooddychać trochę świeżym powietrzem. Zatem odnajdź swoje prawdziwe ja, baw się i popełniaj błędy, ale nie biczuj się za nie zwiędłym flamingiem.
Chodźże do Teatru (post na Facebooku), 1 kwietnia 2025
Link: https://www.facebook.com/share/p/18pYnnCEP5/
“Idioci” byli pierwszym filmem Larsa von Triera w ramach głośnego manifestu Dogma 95, który wraz z trzema innymi twórcami został wydany dokładnie 30 lat temu. Jego najważniejsze założenia dotyczyły powrotu do realizmu w kinie – jak pisali: „Kino to człowiek wobec samego siebie, a nie tylko aktor przed kamerą”. Stąd rezygnacja ze wszelkich efektów specjalnych, jak i scenografii, muzyki spoza planu. Nastał czas ujęć dynamicznych i bez stabilizacji. Kilka aspektów technicznych dotyczyło również obrazu. Najważniejsze jednak: akcja toczy się tu i teraz. Spektakl w reżyserii Jakuba Zalasy, na podstawie tekstu Anieli Płudowskiej, wita nas dokładnie tym! Bo przecież „Spass” to po niemiecku „zabawa” i to właśnie nią twórczynie oraz twórcy chcą nas karmić przez kolejne 90 minut.
Tak jak usiadłem na przedzie, blisko sceny, choć w piwnicach Barakah zawsze jest się na wyciągnięcie ręki, to powiem szczerze, że niejednokrotnie do tej zabawy chciałem się dołączyć. Może dlatego bezczelnie odpowiadałem na zdania skierowane do widowni, włączałem się w licytację dzieł tworzonych w spektaklu, ale finalnie w refleksji zabrakło mi flow, by wspólnie bawić się w finałowej scenie. No nic, muszę pójść ponownie, aby zaliczyć taniec na scenie przy ul. Paulińskiej.
Ale właśnie o to chodzi. Za durnowatą konwencją, która od czasu filmu stała się mocno niepoprawna politycznie i równościowo, kryje się emocja, którą teatr rzadko pielęgnuje – radość z grania, przebywania i wspólnoty. Ten mocno orientalny skład sztafety pokoleń, na który składały się totalne świeżaki: Zofia Justyńska, Aurora Lipartowska, nadal świeżaki: Aniela Płudowska, Adam Wietrzyński i Bartosz Cwaliński oraz zacne grono dyrektorskie – Monika Kufel, Michał Nowicki i na dokładkę Michał Kościuk – przy wsparciu muzycznego duo bandu, zdecydowanie zagrał na tych zakurzonych, bo radosnych, strunach.
Zaprosili nas do emocjonalnej refleksji nad tożsamością zidiocenia społeczeństwa, pozycji twórców, ale i zmaganiem się z przeciętnością. Wszystko na scenie było takie zwykłe, bo pokazanie czterech liter w teatrze można też już uznać za typowe. Założenia von Trierowskiej “dogmy” przełożono na język teatru, dając nam możliwość odbioru z szeroką dozą refleksji.
“Idioci. Spass” mają sporo fantazji, zauważalnej w spektaklach dyplomowych od kilku lat robionych na nutę naturalności, chęci dialogowania z końcem szkoły artystycznej i oczekiwaniem tego, co czeka aktora po jej ukończeniu. Szczerze, rzadko na deskach akademii im w to wszystko wierzę. W Barakah z nieukrywaną przyjemnością patrzyłem na najmłodsze bohaterki historii, które w te pierwsze teatralne role wchodzą z wielką dozą naturalności i mimo wszechobecnego zidiocenia w spektaklu, tak bardzo pokazują siebie na tej drodze oczekiwań i nadziei, w tym wszystkim mając doskonałe wsparcie w doświadczonych towarzyszach. Mam wrażenie, że Aniela Płudowska przygotowała tekst, który poprawia właśnie jej spektakl dyplomowy “(Nie)pokoje”, mieszczący się w grupie wyżej wspomnianych.
Reżyser Jakub Zalasa, który również znajduje się na początku swojej drogi artystycznej, dał wszystkim na scenie okazję, by przypomnieć, po co ten zawód uprawiają i czym kolektywnie stać się może “spass”. Teatr BARAKAH konsekwentnie podąża drogą dialogowania z symbolami kina, co jednocześnie dla niejednego kinomana może być „świętokradztwem”, ale z drugiej strony zapewne zaskoczy tych, którzy chcieli spędzić spokojny wieczór w teatrze. Autor chciał dać się ponieść i poleca Wam to samo – twórcy wiedzą, jak to zrobić. Tylko musicie nieco zluzować hamulce i zakrzyknąć: Spass! Będzie inaczej niż zwykle.
Post na Facebooku, 5 maja2025
Link: https://www.facebook.com/share/p/18t8UBgnDe/
Kolejny udany teatralny wieczór w Teatrze Barakah, kolejny świetny spektakl nawiązujący do filmowego dzieła, kolejny sukces sceny przy Paulińskiej. Choć fanką Larsa von Triera nie jestem, to zdecydowanie od wczoraj jestem fanką przedstawienia, które na podstawie filmu „Idioci” duńskiego reżysera stworzył zespół realizatorów i aktorów Teatru Barakah. Powstał spektakl mądry, punktujący rzeczywistość, ale jednocześnie nie moralizatorski w swoim przesłaniu. Raczej taki, który zmusza do refleksji, i o którym myśli się długo po opuszczeniu teatru. Nie ma czwartej ściany. To wielki atut zwłaszcza w tym konkretnym przypadku. Publiczność od pierwszych chwil zostaje wciągnięta i zaangażowana w to, co dzieje się w teatralnej przestrzeni, a przestrzeń ta jawi się nie tylko teatralnie, ale też klimatycznie i familiarnie. Aktorzy stają się w pewnym sensie naszymi znajomymi, a wychodząc poniekąd ze swoich ról stają się zwykłymi ludźmi – tymi, kim są na co dzień. Oswajamy się. Wchodzimy w rewiry, gdzie każdy dostaje własną wolność, a w jaki sposób ją wykorzysta, to już zależy od niego samego i jego własnej inwencji…a także interpretacji. Za pomocą różnorodnych emocji, od śmiechu po liryzm i melancholię, zostajemy przeprowadzeni przez analizę procesu twórczego artysty, staramy się znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie, czym jest tytułowy „spass”, a przy okazji spróbować określić granice normatywności i atypowości – o tym właśnie jest ten spektakl.
Reżyser Jakub Zalasa oraz autorka scenariusza i aktorka Aniela Płudowska zgodnie z jedną z zasad od lat obowiązujących w Teatrze Barakah, by nie przekraczać cienkiej linii dobrego smaku, w pełni wywiązali się z jakże trudnego zadania, niełatwego zwłaszcza kiedy poruszany jest delikatny temat dotyczący niepełnosprawności. Wielkie uznanie dla Anieli Płudowskiej za wyczucie zarówno literackie, jak i aktorskie.
Dużym atutem spektaklu jest muzyka grana na żywo. Duet Piotr Korzeniak i Paweł Stus bardzo subtelnie towarzyszą wydarzeniom scenicznym, a konsekwentnie budując muzyczne tło idealnie dopinają całość.
Zespół aktorski jest niezwykły. Wielkie, głośne i długie brawa należą się każdemu z osobna, ponieważ każdy z aktorów tworzy tu własną odrębną kreację, nie zapominając jednocześnie, na czym polega gra zespołowa. Jestem pod wielkim wrażeniem spektaklu, który porusza ważne tematy – z jednej strony poszukiwania tożsamości w dzisiejszym, coraz mniej oczywistym pod wieloma względami świecie, a także dążenia do tworzenia wspólnoty, która nie tylko stanowi istotę relacji międzyludzkich, ale także fundament teatru. Wielkie brawa!
Post na Facebooku, 30 marca 2025
Link: https://www.facebook.com/share/p/15xVWaCdhm/
W pośpiechu nie udostępniłem powyższego posta. Czynię to dopiero po spektaklu w Teatrze Barakah „Idioci. Spass!” w reżyserii Jakuba Zalasy i według scenariusza Anieli Płudowskiej. Inspiracją dla autorki scenariusza był film Larsa von Triera „Idioci”. I choć siedzimy na widowni i aktorzy dają do zrozumienia, że my siedzimy i na nich patrzymy, że istnieje owa niewidzialna między nami bariera, to w sposób niezwykły ta granica się jednak zaciera… Czasem nie wiem, gdzie jest fikcja, a gdzie prawda… Zauroczy widza wspaniała gra aktorek i aktorów, szczególnie młodszego pokolenia – Zofia Justyńska, Aurora Lipartowska, Aniela Płudowska, Bartosz Cwaliński, Adam Wietrzyński. Osobną kategorią artystów scenicznych są Monika Kufel i Michał Nowicki – założyciele Teatru Barakah oraz Michał Kościuk. Doświadczenie, przekonująca wiarygodność – to niezwykłe cechy aktorskiej sztuki… Gdy Ped (Michał Nowicki), wstając z wózka inwalidzkiego mówi o chorobie, która go dotknęła – to naprawdę z troską myślę o Michale Nowickim… Ale przecież to tylko teatr? Teatr BARAKAH – lubię to miejsce, przyjazne, nawet przytulne… Jak to w Barakah – doskonała oprawa muzyczna (Piotr Korzeniak, Paweł Stus), interesująca scenografia i kostiumy – Julia Zawadzka, choreografia – Martyna Dyląg, światła – Helena Rakovich, multimedia – Jakub Kotynia.
Pamiętajcie, Teatr Barakah znajduje się w krakowskiej dzielnicy Kazimierz, ul. Paulińska 28. Oprócz obejrzenia dobrego spektaklu, można też podyskutować o sztuce, teatrze, życiu przy lampce doskonałego wina…
Post na Facebooku, 30 marca 2025
Link: https://www.facebook.com/share/p/16Na43EBXA/
TEATR: Aniela Płudowska, Idioci. Spass!, reż. Jakub Zalasa, Teatr Barakah, Kraków
Współczesna, bardzo osobista opowieść o grupie krakowskich aktorek i aktorów, którzy postanawiają zrekonstruować słynny, bardzo kontrowersyjny film Larsa von Triera sprzed lat. I o tym, jakie granice są przy tym gotowi i gotowe przekroczyć, a jakich przekraczać za nic nie chcą. Fascynuje tu wielopoziomowa gra tożsamościami: postacie z filmu, postacie ze spektaklu i osoby z obsady, pokazujące swoje prawdziwe albo udawane oblicza, spotykają się na scenie na równych prawach, a cała obsada znakomicie radzi sobie z przechodzeniem między tymi osobowościami.