Dziennik Teatralny, 6 grudnia 2025
Link: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/przytulic-motyla.html
„Niebezpieczne związki” to jeden z najlepszych spektakli Teatru Barakah w Krakowie. Twórcy, z finezją tworzą opowieść pełną mroku i okrucieństwa, obnażając fałszywe formy, uwodząc profanacją oraz wabiąc namiętnością.
„Niebezpieczne związki” to reinterpretacja powieści epistolarnej „Les Liaisons dangereuses” autorstwa Pierre’a Choderlosa de Laclos. W nowym odczytaniu historii, twórcy Teatru Barakah w Krakowie, oddają głos – dotąd pomijanej postaci – Cecylii. Koncentrując się na jej historii, artyści, ukazują całe okrucieństwo kryjące się w różnych rodzajach miłości. Każda bowiem jej forma, zarówno miłość rodzicielska, romantyczna, miłość do boga, czy też najmroczniejsze pożądanie, zdają się krzywdzić i niszczyć obiekt swoich uczuć. Spektakl stanowi zatem mroczną opowieść o niewinności, przemocy, obłudzie oraz zakłamaniu.
Niewątpliwe ciekawym elementem jest zestawienie różnych typów postaci kobiecych; femme fatale (Monika Kufel), święta (Zuzanna Woźniak) i dewotka-wampirzyca (Ewelina Starejki). Każda z nich stanowi bowiem zarówno zaprzeczenie pozostałych, jak i dopełnienie ich obrazu. Pomimo różnic, wszystkie kobiety łączy pokrewieństwo uczuć oraz cierpienia. Poprzez tezę i antytezę tworzą syntezę postaw i form. Podobnie z męskimi bohaterami. Drapieżny uwodziciel (Michał Kościuk) oraz niewinny muzyk (Karol Grzyk), pozornie stanowiący swoje przeciwieństwa, wraz z biegiem wydarzeń, zdają się utożsamiać, zacierając granicę pomiędzy niewinnością i obłudą.
Na uwagę zasługuje również – przepiękna w swoim okrucieństwie – scena gwałtu. Motyw odwróconej piety niewątpliwe nadaje aktowi tragicznego uroku, zaś nadużyty dotyk, omamienie, bezwład i obojętna bezduszność wzroku w doskonały sposób oddają milczenie niebios oraz wyuzdaną brutalność. Poprzez milczący dotyk, twórcom teatru Barakah udało się ukazać całe bestialstwo bezlitosnego aktu. Poprzez gesty opowiedzieli to, co niemożliwe do wymówienia.
Co za tym idzie, „Niebezpieczne związki” oszałamiają pięknem okrucieństwa. Uwodząc sadyzmem, oszałamiają intelekt i płoszą emocje, docierając do najmroczniejszych konsekwencji miłości oraz pożądania. Warto tym samym skupić się również na formie spektaklu. Kostiumy (Monika Kufel) obnażające duszące klatki konwenansów, zarówno finezyjne i nagie są doskonałym symbolem zniewolenia i sztuczności. Ciasne gorsety oraz roznegliżowane krynoliny w drapieżny sposób ukazują podporządkowanie narzuconym etykietom i pustym gestom.
Natomiast motyw motyla, w dokonały sposób podkreśla utraconą niewinność. Również ruch sceniczny, momentami mechaniczny i nienaturalny (choreografia – Dawid Tas), w dokonały sposób obnaża całą sztuczność i obłudę dworskich manier i rytuałów. A scena malowani twarzy, kiedy przyszli, obecni i przeszli oprawcy jednocząc się w linii, zakrywają swoje twarze białymi maskami, urzeka okrutnym pięknem oraz mroczną symboliką.
Podsumowując, spektakl „Niebezpieczne związki” Teatru Barakah w Krakowie to jeden z najlepszych spektakli, jakie miałam przyjemność oglądać. Ten spektakl jest po prostu zajebisty zarówno w swojej formie jak i treści. Ta sztuka „(…) jeżeli parzy, parzyć może jedynie na kształt lodu”.
KulturoNIEznawczyni, 26 stycznia 2026
Link: https://www.kulturonieznawczyni.com/post/niebezpieczne-zwi%C4%85zkiteatr-barakah-%C5%9Bwietnie-dope%C5%82nia-histori%C4%99-recenzja
Zazwyczaj zasada jest prosta: najpierw czytam książkę, potem ewentualnie oglądam film, a na końcu idę do teatru, żeby mieć już jakąś wiedzę i sprawdzić, jak historię można pokazać na deskach teatru. Często to właśnie film jest tym kluczem do zrozumienia zawiłej sztuki. Tymczasem w krakowskim Teatrze Barakah stało się coś odwrotnego. To spektakl stał się dla mnie dopełnieniem, które sprawiło, że znana historia wybrzmiała w mojej głowie z nową siłą. Jeśli spodziewacie się pudrowanych peruk, szeleszczących jedwabi i pałacowych wnętrz – będziecie w szoku. W Barakah zrobili to zupełnie inaczej. I zrobili to bardzo dobrze!
Dla tych, którzy nie widzieli kultowych „Niebezpiecznych związków” z 1988 roku z Glenn Close i Johnem Malkovichem, ani nie czytali książki Pierre Choderlos de Laclos – mała ściąga. Jest to historia, z którą najlepiej się zapoznać w całości czytając książkę lub oglądając film. Niemniej dla tych z Was, którzy tego nie poczynili tego i streszczenie będzie dobrą pomocą. Szczególnie w sytuacji, gdy dopiero zastanawiacie się, czy warto wybrać się na spektakl w Teatrze Barakah.
Krótkie streszczenie Niebezpieczne związki Barakah recenzja
„Niebezpieczne związki” to opowieść o okrutnej grze w uwodzenie i manipulowanie, toczonej na francuskich salonach XVIII wieku. Markiza de Merteuil i Wicehrabia Valmont to dawni kochankowie, a obecnie znużeni życiem cynicy. Dla rozrywki zawierają zakład. Valmont ma uwieść cnotliwą i bogobojną mężatkę (Madame de Tourvel) oraz niewinną nastolatkę Cecylię. Wszystko to, by zniszczyć ich reputację i zemścić się na byłym kochanku Markizy. To, co zaczyna się jak zimna kalkulacja, wymyka się spod kontroli, gdy w grę wchodzą prawdziwe uczucia. Intryga, która miała być zabawą, prowadzi do tragedii, niszcząc życie nie tylko ofiar, ale i samych graczy. To studium zła, które ostatecznie pożera własny ogon. Wszystko to na pięknych salonach i w eleganckich strojach.
Obdarte ściany zamiast eleganckich salonów
Twórcy w Barakah zrobili coś odważnego. Zresztą oni lubią działać odważnie i z charakterem. Tym razem zdarli z tej historii całą fasadę „ładności”. Zamiast pięknych kanap mamy stare, kinowe fotele. Zamiast eleganckich tapet – brudne ściany i odpadające kafelki. Nawet kostiumy to perfekcja metafory: aktorzy nie noszą pełnych sukien, a jedynie ich stelaże. Widzimy to, co jest pod spodem – konstrukcję, szkielet, prawdę. To świat, w którym pozory już dawno przestały działać. Obraz jest zupełnie inny od tego, który widzieliśmy w oscarowej produkcji.
Opis spektaklu sugerował wariację na temat przemyśleń Cecylii, więc szłam z lekką obawą, czy przypadkiem twórcy nie postawią na jakąś swoją, zupełnie inną wersję tej historii. Finalnie jednak dostajemy kawał wiernej, momentami niemal scena po scenie, adaptacji historii, którą znamy z filmu czy książki. I wiecie co? Bardzo mi się to podobało! Muszę z przyjemnością stwierdzić, że to zdecydowanie najlepsza sztuka, jaką widziałam do tej pory na tej niewielkiej scenie.
Aktorzy, którzy z pasją wgryzają się w jabłka
Jeśli zastanawiacie się jeszcze, co mi się w tej sztuce tak bardzo podobało, to powodów jest kilka. Siłą tego spektaklu na pewno jest jej obsada. Cała piątka radzi sobie wyśmienicie, fundując nam prawdziwą emocjonalną kolejkę górską. W tym momencie warto ich wymienić. Na scenie pojawiają się: Karol Grzyk, Michał Kościuk, Monika Kufel, Ewelina Starejki oraz Zuzanna Woźniak.
Michał Kościuk jako Wicehrabia Valmont świetnie ukrywa emocje pod maską, a jego chemia z Moniką Kufel jest magnetyczna. Ich rozmowy, wspólny śmiech i rozkoszowanie się w czynieniu zła ogląda się z zapartym tchem. Zuzanna Woźniak (Cecylia) idealnie oddaje gasnącą naiwność, a Karol Grzyk przechodzi świetną drogę od ofiary do buntownika. Aktorsko cała obsada wypada znakomicie i trudno mi kogoś tu szczególnie wyróżnić. Niemniej, gdyby mnie bardzo zmuszano to tak, Michał Kościuk jest wyborny. Wyborny jak te jabłka, które wszyscy ochoczo nadgryzają.
Czy to trzęsienie ziemi?
Barakah poznałam już wcześniej i szybko wrzuciłam ten teatr do konkretnej szuflady. Jest to teatr nowatorski, mocny, odważny, charakterny, wielowymiarowy i niebojący się tematów tabu. Tutaj też mamy odważne sceny podwiane erotyką i odwołania do religii. Wszystko to podane jednak, w moim odczuciu, bez przekraczania granicy dobrego smaku. A to ważne.
Największe wrażenie? Scena finałowa, a właściwie… przed-finałowa. W pewnym momencie wibracje dźwięku przechodzące z aktorów sprawiły, że dosłownie drżał cały teatr, widownia i krzesła. Niesamowite, fizyczne doznanie, którego w takiej sile chyba w żadnym teatrze jeszcze nie zaznałam. Byłam w pełnym zauroczeniu tą siłą i pomysłem na tę scenę. Wow, serio! Uwielbiam takie momenty, gdy w teatrze jestem zaskoczona. I tu chyba moja mała uwaga. Dla mnie spektakl mógłby się skończyć właśnie w tym momencie. Tak, tak, wiem. Ostatni monolog, jest ważny, ale nie wybrzmiał już tak mocno, bo emocje po tym „trzęsieniu ziemi” były nie do przebicia. Ja wciąż drżałam i wciąż skupiałam się na tym przeżyciu i myślami nie byłam w stanie przenieść się do akcji i bycia tu i teraz.
Myśląc o całym spektaklu doszłam do wniosku, że brakło mi jednej sceny. Myślę o momencie, w którym Hrabia i jego ofiara faktycznie zbliżają się do siebie. Gdyby ta bliskość była bardziej namacalna, późniejsza scena odrzucenia bolałaby widza jeszcze bardziej. Trochę tego nie odczułam przez to. Oczywiście pamiętałam tę scenę z filmu, który na krótko przed pójściem do teatru obejrzałam, ale mimo wszystko oceniam to jako oddzielne dzieło. No i chciałoby się usłyszeć na scenie „It’s beyond my control”. Wiecie o którą scenę mi chodzi, prawda?
Słynna adaptacja Stephena Frearsa jest dystyngowana, klimatyczna i elektryzująca. Bohaterowie noszą tam maski konwenansów. W teatrze Barakah te maski zerwano szybciej i brutalniej, odkrywając karty niemal od razu. Obie wersje są świetne, ale teatr jest tu bardziej „brudny”, esencjonalny i drapieżny. Wspominałam o tym na początku, ale powtórzę, bo to dla mnie istotne. Pierwszy raz odczułam, żeby teatr tak dobrze dopełnił, wyjaśnił i przekazał to, o co chodziło w historii znanej mi do tej pory tylko z ekranizacji. To dla mnie też coś nowego i ciekawe doznanie.
Moja rada jest następująca. Obejrzyjcie film, żeby znać fabułę, a potem idźcie do Barakah, żeby poczuć te emocje na własnej skórze. Idźcie, idźcie koniecznie!
Kulturalny Konferansjer, 14 stycznia 2026
Link: https://kulturalnykonferansjer.pl/blog/teatr-barakah-wkrakowie,34/niebezpieczne-zwiazki,126
Choć spektakl, opowiadający o dworskich intrygach, powinien kulinarnie kojarzyć się raczej z zupą rakową czy kawiorem, to „Niebezpieczne związki” z Teatru BARAKAH w Krakowie przywodzą mi na myśl wojskową grochówkę – zupę tak gęstą, że łyżka w niej staje i tak intensywną, że czujemy ją w żołądku jeszcze długo po spożyciu. Matko kochana – jakiż to jest znakomity spektakl! Choć nie spodoba się każdemu, to zdecydowanie jedna z ciekawszych propozycji teatralnych, z jakimi ostatnio miałem do czynienia.
Wersja książkowa tej historii powstała w XVIII wieku, w 1988 roku nakręcono nagrodzony Oscarami film. Historia jest jedna – młoda niewiasta, wychowana w surowych, klasztornych regułach, ma być wydana za mąż (oczywiście bez miłości czy nawet znajomości mężczyzny), ale jej narzeczonego nie lubi pewna markiza. Snuje więc sieć podstępów, by dziewczyna została uwiedziona. Dworskie intrygi okazują się być zaskakująco współczesne, a zasada, że wciąż ranimy tych, których kochamy, niestety się nie starzeje. Spektakl w ogóle znakomicie równoważy symbolikę historycznego kostiumu z aktualnym odczytaniem – widać to między innymi w scenariuszu, który płynnie miesza języki i style mówienia. Reżyserskie prowadzenie postaci i wątków to prawdziwy majstersztyk (reżyseria, scenariusz i dramaturgia to dzieło duetu Greta Oto czyli Wiktora Stypy i Anity Szymańskiej, konsultantem scenariuszowym był Miłosz Mieszkalski). W spektaklu dysonowała mi tylko jedna scena, czyli dokonane morderstwo, które miast nieść emocje, wywołało konsternację swoją nieporadnością. Sporo (może nawet zbyt sporo), jest tu też seksualności, która przesyca spektakl. Język bywa wulgarny, odważnie poczynają też sobie twórcy z religią, choć to doskonałe pokazanie jak niebezpieczna bywa religijność wykrzywiona i jak można wykorzystać ją w niecnych praktykach.
Swobodne odczytanie przeszłości i korespondencję z teraźniejszością komunikują kostiumy, za które (podobnie jak za ascetyczną scenografię) odpowiada Monika Kufel. Gra ona w tym spektaklu Markizę i to na jej kostium chciałbym zwrócić szczególną uwagę. Nie wiem, czy dokładnie taka była intencja, ale cienki tiul, okrywający jej biust ma na sobie elementy przypominające żyłki na marmurze. To jeszcze bardziej podkreśla chłód, bezwzględność, ale i pomnikową trwałość jej charakteru. Z drugiej strony doczepione niebieskie motylki pokazują nam to, czego w tym spektaklu wiele – że nic, albo niemal nic nie jest oczywiste, że sprawy rzadko są takie, jakimi się nam jawią. Warto jeszcze wspomnieć świetne projekcje (Yana Maroz) oraz ciekawy pomysł na ekran do ich prezentacji (autor projektu – Mateusz Matysek). Za świetny ruch sceniczny i muzykę odpowiada Dawid Tas.
Jakże pięknie niosą tę historię aktorzy, którzy nie oszczędzają siebie i nas i fundując nam emocjonalną kolejkę górską! Ileż młodzieńczej werwy i pewnej naiwności, która stopniowo gaśnie jest w Zuzannie Woźniak! Jak świetnie – by wymienić najpierw najmłodszych – radzi sobie zakochany w niej Karol Grzyk, który z ofiary stara się dorosnąć do roli przywódcy buntu (ileż mówiły jego oczy, gdy usta zapchane były jabłkiem! Jakże cudownie prowadził lekcję śpiewu!). Nieodmiennie zachwycają gwiazdy Barakah, czyli wspomniana już Monika Kufel (ten ostatni monolog, ten wcześniejszy wystudiowany chłód…) oraz Michał Kościuk – wicehrabia ukrywający swoje emocje pod maską libertyna. Rozmowy tej dwójki, ich wzajemny śmiech, ich zbratanie w czynieniu zła, a wreszcie konflikt ogląda się naprawdę z ogromem emocji. Świetna w roli matki jest też Ewelina Starejki, całkowicie pogubiona, ale też ogromnie pewna swego.
To zdecydowanie najlepsze przedstawienie, jakie zobaczyłem na tej scenie, którą Wam bardzo polecam. Na pewno nie jest to historia dla każdego, ale jeśli lubicie mocny, esencjonalny, nieco brudny teatr – dajcie się porwać tej historii!
Teatr Varia, 2 grudnia 2025
Link: https://teatrvaria.blogspot.com/2025/12/niebezpieczne-ale-sie-oglada.html
Otwarte drzwi. Ruszamy w wąski korytarz prowadzący na widownię i zarazem scenę krakowskiego Teatru Barakah. Lubię ten korytarz. Zapowiada zawsze coś wyjątkowego. Tym razem wpadamy wprost w świat „Niebezpiecznych związków” w reżyserii Grety Oto, a kim jest owa Greta za moment napiszę. Po scenie krążą postaci dramatu. Białe, dziwnie zdekompletowane kostiumy. Kobiety mają paniery, ale na nich nie rozpinają się klasyczne suknie. Mężczyźni bez surdutów. Ma się wrażenie braku, czegoś każdej z postaci brak. Poruszają się w zwolnionym tempie nie zwracając uwagi na przechodzących przez scenę widzów. Kostiumy zaprojektowała Monika Kufel, grająca zresztą w „Niebezpiecznych związkach” Markizę de Merteuil. Są otwarciem bramy do widowiska. Znakomicie podkreślają cechy charakteru poszczególnych postaci a zarazem ich zdekompletowanie staje się symbolicznym obnażeniem, odarciem bohaterów z masek przysłaniających prawdziwe oblicza. Zaczyna się. Gasną światła. Aktorzy zmieniają pozycje. W chwilowych błyskach reflektorów wyglądają jak porcelanowe figurki, poklatkowe ujęcia czarno-białego filmu. Wyjątki ze snu. Wyzywający erotyzm strojów za chwilę zmiesza się z niewinnością, skrywająca chłód hipokryzja z wyzywającą męskością. Młodzieńcza naiwność wystawiona na próbę dopełni obraz.
Nagle maszyna spektaklu łapie właściwy rytm. Tempo się wyrównuje. Pojawiają pierwsze symptomy niebezpiecznych związków. To rozmowa Markizy de Merteuil (wspomniana już Monika Kufel) z wicehrabią de Valmont (świetny Michał Kościuk). Zawiązuje się sojusz, powstaje intryga. Ukąszona duma Markizy ma zostać pomszczona. Tak, jak w powieści Pierre’a Choderlosa de Laclos, jak w ekranizacjach Milosa Formana, czy Stephena Frearsa. Ale z tych pierwowzorów ocalało wiele i zarazem niewiele. Teatr ma swoje prawa, pędzi naprzód niczym luks torpeda. Obserwujemy „Niebezpieczne związki” w dającym się zrozumieć, ale wymagającym uwagi skrócie.
Nie ma tu postaci bez winy. Czystej moralnie i wolnej od wszelkiego nieszczęścia. Różnice są jedynie kwestią wieku i zaawansowana w wyrafinowaniu poszczególnych dramatis personae. Niewinna Cecylia de Volanges (dobrze zagrana przez Zuzannę Woźniak) zamienia się w kochankę pod wpływem intryg Markizy. Ta starając się utrzymać na wodzy żądze wicehrabiego de Valmont i zarazem zmusić go do zazdrości usidla kawalera Danceny (przekonująco wypada w tej roli Karol Grzyk). Zamiast tragedii prezydentowej de Tourvel, dla zmniejszenia obsady, jej postać została umiejętnie połączona z osobą Pani de Volanges (zimna, pozbawiona emocji, zatopiona w kalkulacjach zagrana świetnie przez Ewelinę Starejki. Taka, jak właśnie tu potrzeba).
Miesza się to wszystko jak wrząca smoła w piekielnym kotle. Płynie jad czystego zła. Trucizna o różnych stopniach działania i smakach. Ogląda się to bardzo dobrze, choć jak już napisałem – wymaga uwagi, bo spektakl poprowadzony jest wartko i na nikogo nie czeka. Obserwując wybuch wulgarnej brutalności de Valmonta, moim zdaniem rewelacyjnie zagrany przez Kościuka i stanowiący kulminację widowiska, zacząłem zastanawiać się nad pętlami czasu. Nad tym, że „Niebezpieczne związki” tylko powierzchownie są historią anachroniczną, która nie ma wiele wspólnego ze współczesnością. Greta Oto, czyli kolektyw młodych, bardzo ciekawych Artystów – Anity Szymańskiej i Wiktora Stypy – stworzyła widowisko niepokojąco dzisiejsze. Oboje są zarówno jego reżyserami jak autorami scenariusza. Zanurzamy się w potok ludzkiej podłości i wyrafinowanej zemsty. Kto na niej zyska? Kto straci? Czy „niebezpieczne związki” przyniosą promień sprawiedliwości? Na to wszystko trzeba poczekać do ostatniej sekwencji spektaklu. To również bardzo mocne sceny, mądrze wyreżyserowane i błyskotliwie zagrane.
Wyszedłem z poczuciem dobrze spędzonego wieczoru. Soczysty teatr dramatyczny. Starannie zbudowane postaci, które przemówiły w BARAKAH. Świetna muzyka i światła. Krakowski teatr przy Paulińskiej w skali Polski należy do gabarytowo mniejszych. Ale ma swój niepowtarzalny filmowo-teatralny styl. Za każdym razem zaciekawia, zaskakuje kreatywnością. Jest jak zaczarowany namiot z Harry’ego Pottera. Z zewnątrz wydaje się niewielki, a po chwili nie można uwierzyć, ile się w nim mieści. Otwiera się na poszukiwania młodych Twórców. Współpracuje z krakowską Akademią Sztuk Teatralnych. Na artystycznej mapie Krakowa jest ważnym punktem. Wartym odwiedzenia. Cieszę się, że „Niebezpieczne związki” to ich kolejna, udana premiera.
Teatr dla Wszystkich, 2 grudnia 2025
Link: https://teatrdlawszystkich.pl/krew-pod-krynolina/
„Niebezpieczne związki”, choć z pewnością dziś nie szokują tak, jak ówczesną XVIIIwieczną arystokrację, mają w sobie potężny ładunek emocjonalny, który – jak wiadomo – nie mieści się w ramach czasowych i geograficznych. Spektakl duetu Greta Oto, inspirowany powieścią Pierre’a Choderlosa de Laclos oraz filmami Stephena Frearsa i Miloša Formana, bawi się z widzem dworskim konwenansem, dostrzegając w nim nie tylko wierutne zakłamanie, ale i źródło czystej, perwersyjnej przemocy.
W drodze na widownię Teatru Barakah trzeba przejść przez scenę i ostrożnie ominąć białe pozytywki kręcące się na scenie. To bohaterowie mającego się zacząć przedstawienia wykonują delikatne dworskie gesty, poruszając się wokół własnej osi. Jeszcze nie żyją, jeszcze nikt ich nie włączył. Działają jakby z rozpędu od ostatniego uruchomienia. Niby arystokratyczni, ale niepełni. Częściowo ubrani w stroje z epoki, ale z panter na wierzchu, z jedną podkolanówką, z brakującym guzikiem. Niepełna, zaniedbana garderoba wspaniale komponuje się z niecnymi zamiarami i brudną duszą. Historię przemocy czas zacząć.
Reżyserski tandem świetnie wykorzystał kameralność sceny przy Paulińskiej. Bliskość widzów w stosunku do aktorów pozwala na lepszy przepływ energii między teatralną rzeczywistością a emocjami oglądających. Greta Oto wykorzystali ten fakt, by stworzyć spektakl bazujący na grze pozorów, niuansach i swego rodzaju niewidzialnej, ale wyczuwalnej zasłonie. Fałsz, konsekwentnie budowany przez dworzan, ma kilka poziomów. Pierwszy przejawia się w języku i gestach. Gdy Markiza de Merteuil (Monika Kufel) i Madame de Volanges / Madame de Tourvel (Ewelina Starejki) zataczają kolejne kręgi, włączając w swój rytualny taniec młodą Cécile de Volanges (Zuzanna Woźniak), ani one, ani my nie wierzymy w nawet jedno słowo tej groteskowej konwersacji. Co ważne – „lepienie” arystokratycznej odsłony Cécile odbywa się z pełną świadomością sztuczności kreowanego świata. Zresztą cały spektakl utkany jest ze swego rodzaju świadomych zabiegów mających pudrować upiorną rzeczywistość.
Czym charakteryzuje się owa upiorność? W przestrzeń spektaklu co jakiś czas wdziera się stroboskopowe światło. Postacie wykonują wtedy szarpane, mechaniczne ruchy niczym zacinające się roboty. Podczas przedstawienia dochodzi do kilku sytuacji, w których któryś z bohaterów „zawiesza się”, powtarza słowa, energicznie poruszając przy tym głową. Moglibyśmy nazwać te momenty epifaniami. To tak, jakby co jakiś czas ktoś z góry pociągał za niewidzialne sznurki trzymające sceniczne marionetki i potrząsając nimi, próbował je ocucić. Kilkusekundowe momenty olśnienia są idealną przeciwwagą dla drugiego poziomu konsekwentnie budowanego fałszu – obłudy i znieczulicy względem słabszych. W tym kontekście centralną figurą spektaklu jest oczywiście Cécile.
Zuzanna Woźniak kreuje efemeryczną, niejednoznaczną postać. I trzeba przyznać, że robi to wyśmienicie. Jej Cécile dryfuje gdzieś pomiędzy klasztorną przeszłością a ciekawością dworskiego życia, uczuciem budzącym się wobec Kawalera Danceny (Karol Grzyk). Potrafi być zarówno rozgorączkowana (jak w religijnie-erotycznej scenie ze Zbawicielem), jak i wycofana, nieobecna duchem (po zgwałceniu przez Wicehrabiego de Valmont). Świetnie oddaje obraz ofiary, której milczenie jest czasem najgłośniejszym krzykiem.
Świat „Niebezpiecznych związków” Grety Oto jest tak zepsuty, że nie można pokusić się o analizę damsko-męskich relacji w tym kontekście. Oczywiście Wicehrabia (Michał Kościuk) wykorzystuje fakt bycia mężczyzną do tego, by posiąść Cécile. Jednak równie dobrze demoniczna Markiza de Merteuil mogłaby mu kazać zgwałcić stajennego. Nie mam rzecz jasna na myśli relatywizowania cierpienia młodej bohaterki. Chodzi bardziej o zło samo w sobie i niskie, zwierzęce wręcz pobudki do tego, by krzywdzić drugiego człowieka. Działania postaci, skąd inąd wybitnie kreowanej przez Kościuka, są symbolem opresji różnego rodzaju: władzy, płci, wieku, statusu, intelektu i charakteru. Wicehrabia sięga swobodnie do zróżnicowanego repertuaru przemocowych zabiegów, bawiąc się przy tym w najlepsze.
„Niebezpieczne związki” w Barakah to drugi po „Psach i ludziach” projekt Grety Oto, który miałem okazję zobaczyć i kolejny, w którym współgra ze sobą dosłowność środków z nieoczywistością znaczeń. Widać, że młody reżyserski duet ma swój autorski pomysł na teatr, pracę z aktorem i opowiadanie historii. Czekamy na więcej. A czekać warto na pewno.
UJOT.FM , 5 stycznia 2026
Link: https://ujot.fm/zlozonosc-osobowosci-w-niebezpiecznych-zwiazkach-w-teatrzebarakah/
Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie wplątał się z własnej bądź przymuszonej woli w relację, która odcisnęła piętno na jego umyśle już za zawsze. W związek, który z miłości szybko przerodził się w okrytą chłodem i bólem rzeź dla duszy i ciała. A może tej miłości nigdy tam tak naprawdę nie było? Może ta miłość jest krwawa i bezwzględna, nie pozostawiając ani grama szczęścia i wytchnienia? W takiej sytuacji znalazła się Cecylia, czyli postać doświadczona krzywdą i zepchnięta w cień, która nieświadomie zostaje wciągnięta w mechanizm walki o wpływy i zemstę.
„Niebezpieczne związki” Grety Oto na deskach Teatru Barakah zamknęły mój teatralny rok z dużym przytupem. Jest to sztuka, która w odważny sposób porusza temat wykorzystania na tle seksualnym, zmuszania i niemal wywierania chorej presji w kwestii miłości. Wchodząca dopiero w wielki świat i dojrzewanie Cecylia jest symbolem wszelkiej niewinności, która zaślepiona zostaje poprzez modlitwy do jej jedynego Boga, który przecież jest niczym innym, jak obowiązkowym mieszkańcem serc tej wielkomiejskiej dżungli, prawda?
Postacie pojawiające się w sztuce są pełne kontrastów, nawet wobec samych siebie. Jakby nie patrzeć, każda osoba, nawet ta z najwredniejszym charakterem, została skrzywdzona. Według mnie, „Niebezpieczne związki” to doskonały przykład na to, w jak różnorodny sposób trauma kształtuje osobowość człowieka. Nie istnieje jeden, znany nam wszystkim schemat, w którym doświadczenie traumatycznego i brutalnego zdarzenia jest powodem depresji, płaczu i lękliwości. Jesteśmy przecież tak różni, a osobowość każdej osoby kształtuje się w zupełnie inny sposób. Nasze predyspozycje są również odmienne. To idealny przykład tego, ze nawet najbardziej skrzywdzony może zostać brutalem, dla którego przecież inne osoby również powinny cierpieć tak, jak wycierpiał on sam.
Jeśli mowa o nietypowym kształtowaniu się osobowości nawet w dorosłym życiu, nie mogłabym nie przywołać tutaj roli Moniki Kufel, która wcieliła się postać hrabiny. To właśnie ona, niczym Czerwona Królowa z Carrollowskiej powieści, daje niezapomniany obraz femme fatale, której w leczeniu własnych, skrytych traum ukojenie daje przerzucanie ich na kogoś innego, w tym przypadku między innymi na młodziutką i niewinną Cecylię.
Jak już wspomniałam, „Niebezpieczne związki” są pełne kontrastów. W moich oczach hrabina oraz Cecylia stanowią dwubiegunową osobowość, która ukazuje się widzowi na każdym kroku. Zuzanna Woźniak wcielająca się w rolę Cecylii oddała jej niewinność i normalną w jej wieku fascynację płcią przeciwną, fascynację muzyką, ciekawość świata, ale i pełne lęku wnętrze, którym tak łatwo jest dorosłym manipulować. To postać, która wbrew własnej woli zostaje wciągnięta w świat, do którego jeszcze nawet nie dorosła, do świata niezrozumiałego, pełnego bólu, krwi i smrodu, zemsty oraz zbrodni.
„Niebezpieczne związki” przesycone są seksualnością i bólem. Niejeden raz brutalne, naturalistyczne sceny zostają w pamięci na długo. Z tego miejsca od razu mówię – na tę sztukę trzeba się przygotować. To nie jest byle jaki spektakl, który powiela schematy trudnych relacji. Mylący tytuł przywodzi początkowo na myśl skomplikowane relacje, które spotykają każdą i każdego z nas. Cóż, jest w tym pewna prawda. Największy jednak problem jest tutaj w kształtowaniu się złożonych, trudnych i pełnych traumy osobowości, które w kontaktach z innymi ludźmi posunąć się mogą do najgorszych rzeczy w imię czegoś, co wydaje się im koniecznością.
Teatr Barakah jak zwykle nie pozostawia na widzu suchej nitki. Przenika jego umysł na wskroś, aby zapaść w pamięci na długo. Nie będę owijać w bawełnę, to spektakl dla ludzi o mocnych nerwach, dla ludzi, których wrażliwość, choć wielka i trudna do opanowania, potrafi wyciągnąć lekcję z najbrutalniejszych i abstrakcyjnych wydarzeń. Po prostu, życiowo.
Teatralna Kicia, 4 grudnia 2025
Link: https://teatralna-kicia.tumblr.com/post/801925444328996864/niebezpiecznezwi%C4%85zki-teatr-teatr
Kiedy myślę “niebezpieczne związki” to w mojej głowie pojawiają się tylko rzeczy takie jak: Związek Radziecki, Polski Związek Łowiecki i mój dawno zakończony związek z pewną osobą, która okazała się być tak naprawdę dzikiem przebranym za człowieka. Nie pojawia się jednak w moim strumieniu świadomości nic innego – od teraz będzie się to mogło zmienić dzięki najnowszej premierze Teatru Barakah „Niebezpieczne związki” opartej luźno o powieść Pierre’a Choderlosa de Laclos i filmowe adaptacje rzeczonego tekstu w wykonaniu Stephena Frearsa i Miloša Formana. Jak to zwykle bywa w tym teatrze tekst wyjściowy jest jedynie pretekstem do opowiedzenia historii zahaczającej o zupełnie inne rejony emocjonalne niż materiał wyjściowy.
Duet reżyserski w składzie Wiktor Stypa oraz Anita Szymańska zabiera nas w podróż przez dworską karuzelę intryg oraz ich konsekwencji w których towarzyszymy młodziutkiej Cecylii, która zostaje wydana za mąż wbrew swojej woli i musi poznać zupełnie nowy świat. Wchodzi w niego niewinna jak łąka przed inwazją wygłodniałych krów. Markiza de Merteuil (grana brawurowo przez Monikę Kufel) postanawia wywinąć pranka kwartału i prosi, aby wicehrabia de Valmont uwiódł i wykorzystał dziewczynę, bo dowiedziała się, że mąż Cecylii chce ją tylko dlatego, że jest czysta, nieskalana i dziewicza. Ten punkt zapalny pozwoli nam i całej ekipie tego zgrabnego widowiska przyjrzeć się bezlitosnej machinie knowań i krzywdzenia innych dla czystej zabawy i nakreślenia dominacji.
Głównym motywem, który bez przerwy powracał do mnie i wbijał się coraz mocniej w myśli był obraz miłości wykorzystywanej jako broń do coraz większego zdobywania władzy i manipulowania innymi. Duet Greta Oto w moim odczuciu skupia się mocno na obrazie manipulacji emocjonalnej w świecie, w którym wszystkie chwyty są dozwolone – tutaj nie ma prawdziwej miłości, jest jedynie dobrze skrywana pogarda i chęć zemsty. Mocno wybrzmiewa temat patriarchalnej dominacji oraz tego, że nie sami mężczyźni tworzyli ten system, ale również kobiety będące ofiarami jego mechanizmów – chcąc nie chcąc – dokładały swoją cegiełkę i używały do niszczenia innych znanych już zabiegów opresyjnego systemu.
Cecylia w swojej niewinności zakochuje się w młodym nauczycielu śpiewu, który wydaje się być wolny od całego zepsucia dziejącego się wokoło; mimo to w finale odnoszę wrażenie, że ten bohater zostaje nam zaprezentowany jako również unurzany w zbrodni; żyjąc w systemie pełnym przemocy i dominacji i nasiąknąwszy tym wszystkim, wybiera drogę przemocy – w teorii ze szlachetnych pobudek, ale tak naprawdę brzmi to dla mnie jak kolejna próba udowodnienia swojej siły w akcie zemsty. Krąg zła i wzajemnego ranienia się zamyka; kolejne pokolenia zaczynają postępować tą samą drogą co poprzednie.
Reżyserski tandem bardzo dobrze odnajduje się za sterami tego spektaklu; jest o wiele bardziej płynny i mniej bezpośrednio oczywisty w porównaniu do ich poprzedniej premiery, czyli „Psy i ludzie”. Mam wrażenie, że w Teatrze Barakah w pełni rozwijają skrzydła i prezentują swoje możliwości; widać, że doskonale wiedzą co robią w hipnotycznej scenie duszącej od emocji, w której wicehrabia de Valmont oddaje się chuci z biedną Cecylią. Albo też w samych początkowych sekwencjach, gdzie bohaterowie, niczym marionetki, przeskakują między pozami, co nie jest tylko czczym pomysłem, ale ma zakotwiczenie w warstwie znaczeniowej spektaklu.
Jak zawsze jestem zakochany w Monice Kufel i powoli mam wrażenie, że zaczynam chodzić do Barakah na kolejne inkarnacje jej talentu, a nie na konkretne spektakle. W „Niebezpiecznych związkach” dobrze lawiruje między emocjami grając zranioną, ale też żądną zemsty, seksualną, niebezpieczną. Budzi respekt na scenie i widać, że jej Markiza de Merteuil nie cofnie się przed niczym i zniszczy kogo trzeba będzie, by osiągnąć swoje cele. Jest doskonałą ofiarą systemu korzystającą bezlitośnie z jego zasad na swoją korzyść.
Pięknie asystuje jej na scenie Michał Kościuk brawurowo prowadząc drapieżnego wicehrabiego de Valmont. Jest bezwzględny, pełen niebezpiecznego napięcia i wściekłej seksualności. Kościuk świetnie tworzy postać pozbawionego zasad drania, który jednocześnie jest słodki i czarujący. Pyszna robota – nie wiedziałem, że ma on w sobie aż takie pokłady siarki i smoły, żeby wykrzesać tak piekielną istotę na scenie.
Finalnie „Niebezpieczne związki” pozostawiły mnie z poczuciem bycia brudnym – fajnie, że teatr jeszcze może na mnie czasem robić takie wrażenie. Mimo, że to, co opowiadano ze scenie nie jest niczym porywająco odkrywczym, to było to podane w taki sposób, że ten brak odkrywczości przestawał mieć znaczenie. Podoba mi się, że Stypa i Szymańska pomimo dosłowności i nawarstwienia okropności na scenie, tym razem nie przegięli pałki i nadal była to wizja dająca w siebie uwierzyć, bo według mnie w „Psach i ludziach” przekroczyli tą granicę, przez co cała wiarygodność spektaklu się posypała. W Teatrze Barakah mieli wyczucie, gdzie powiedzieć sobie stop, co szanuję i w sumie jestem ciekawy, co dalej pojawi się na ich drodze twórczej.
e-teatr, 4 lutego 2026
Link: https://e-teatr.pl/niebezpieczne-zalazki-65893
1.
Pod ścianą wyłożoną kafelkami stoi rząd starych teatralnych rozkładanych foteli. Gra będzie się toczyć na dwóch bokach kwadratu długości bodaj czterech metrów każdy. Jeden bok kończy się wejściem w kulisy, drugi pierwszymi krzesłami, na których zasiadła publiczność. Czym jest ta przestrzeń? Ano fragmentem pałacowego salonu i jednocześnie prosektorium, do którego wjedzie wózek-katafalk z ciałem zabitego w pojedynku Valmonta. Kortem tenisowym połączonym z widownią teatralną. A także galerią sztuki i żeńskim klasztorem, bo przecież nad głowami bohaterów wisi parodiopastisz słynnego skandalizującego obrazu Pochodzenie świata (L’Origine du monde) Gustave’a Courbeta, który namalował w 1866 roku fragment kobiecego brzucha i waginę celującą w oko obserwatora. To dzieło, chyba eksponowane nadal w Musée d’Orsay, jest kluczem do interpretacji spektaklu. Bo pokazuje miejsce, gdzie chcą się za wszelką cenę dostać męscy bohaterowie powieści epistolarnej Pierre’a Choderlosa de Laclos, oficera artylerii. To kobiece łono z rozchwianej, byle jakiej kreski barakahowego kopisty Courberta jest armatą, z której będą do nas strzelać krakowscy aktorzy.
2.
Bohaterki i bohaterów Niebezpiecznych związków przebrano w patchworkowe kostiumy: na stroje sportowe, białe adidasy i szorty nałożono fragmenty stelażu do rokokowych sukni, strzępy gorsetów i falbaniastych koszul. Rekwizyty to wachlarze i rakiety tenisowe. Aktorzy mają pobielone pudrem twarze zgodnie z XVIII-wieczną modą. Kolana i łydki w losowy sposób zabezpieczają elastyczne bandaże, ale są też eleganckie pończochy i wysoko sznurowane buciki. Tak ukostiumowane postacie zatańczą kilka razy w wyjściu w tylnej ścianie, pogrążonym w ciemności, zombiastyczny taniec, będą się stopniowo pozbywać niektórych elementów stroju, jakby chcieli wyrwać się spod władzy konwencji i epoki. Kim są te motyle salonu i trupi sportowcy? I czego od nas chcą? Najpierw tego, co jest w powieści. Dawni znajomi i kochankowie markiza de Merteuil i Don Juan Valmont zawierają pakt. Mówi markiza: Ty uwiedziesz niewinną narzeczoną mego byłego mężczyzny, który porzucił mnie bez słowa a ja dopuszczę cię znowu do siebie. Żeby nie było tak łatwo, musisz dokonać tego w tym samym czasie, gdy zabiegasz o względy niedostępnej i wiernej wicehrabiny Tourvel. Jeśli ci się uda, jesteś najlepszy w Paryżu, jesteś Francuzem stulecia, największym uwodzicielem Europy. Valomot wyzwanie przyjmuje.
3.
Na scenie młoda dziewczyna w roli niewinnej Cecylii (Zuzanna Woźniak), dwie dojrzałe kobiety (Monika Kufel i Ewelina Starejki), chłopiec z boysbandu, czyli kawaler Danceny (Karol Grzyk) i wąsaty Michał Kościuk (Valmont). Monika Kufel gra oczywiście rolę markizy de Merteuil, czarnego charakteru powieści, demonicznej kobiety pociągającej za sznurki intrygi. Twórcy zapowiadali, że będzie to historia z Cecylią jako bohaterką w „centrum wydarzeń”: oto pionek w miłosnej grze przemówił i walczy o swoją prawdę. Scena jednak weryfikuje te zamierzenia, bo po kwadransie jest już jasne, że to jest opowieść o markizie. Monika Kufel brawurowo idzie po swoje. Tworzy kolejną postać z galerii silnych kobiet w sporze ze światem, jakie zagrała w piwnicy na Paulińskiej. Kufel rozsadza scenę swoją fizycznością, charyzmą, energią, głosem i witalnością. Nie ma wątpliwości, że to ona jako postać i jako aktorka ma nas widzów na oku, tłamsi nas każdą kwestią, osacza, rozsadza po kątach. Idąc za metaforą z Courberta: to wewnątrz jej ciała jesteśmy, jej chorobą i obsesją żyjemy.
Zuzanna Woźniak może tej rozbuchanej kobiecości przeciwstawić tylko młodość i psychologiczne rozedrganie Cecylii, zgwałconej przez scenicznego Valmonta a nie uwiedzionej jak w filmach i powieści. Jest w jej interpretacji prawda detalu i fragmentu, antycypacja czegoś strasznego, co świat oferuje kobietom, podczas gdy w Kufel, jej ciele i słowach, trwa już bitwa na całego. Trzecia kobieta z rozgrywki to dwie role grane przez Ewelinę Starejki: matka Cecylii de Volanges i wicehrabina de Tourvel. Połączenie tych charakterów daje dość niezwykły efekt – oto strażniczka cnoty Cecylii, oschła i zimna matka jest jednocześnie obiektem westchnień Valmonta, piękną, delikatną, wierną i dobrą Tourvel. Starejki nie rozdziela tych postaci w kolejnych scenach, raczej zapewnia im miękkie przenikanie, współmieszkanie w jej twarzy i gestach. Zmieniają się słowa, poglądy, charaktery a jej obie bohaterki szukają swego miejsca w męskim świecie. I jest to zawsze rola marginesowa, poddańcza. Surowość matki staje się tylko odpowiedzią na ranę kochanki.
Owszem, może być i tak, że historię pojedynku na zdrady i trofea miłosne Merteuil i Valomnta opowiadają w spektaklu Grety Oto trzy kobiety już po wszystkich wydarzeniach. Toruvel Starejki obmywa w połowie spektaklu zwłoki Valmonta i szepce do jego zimnych stóp monolog o ich nienarodzonych dzieciach. Cecylia Woźniak siada w pewnym momencie załamana między widzami, jest jedną z nas. Odmawiając udziału w tej podłej grze, staje się zagubionym w czasie dzieckiem, które nie może pojąć mechanizmów miłości – czemu składa się z niespełnienia, udręczeń i rozczarowań. Wreszcie finałowy monolog ma w spektaklu oskarżona, osądzona, wygnana, chora i zapomniana markiza. Kufel mówi go wściekle, jakby brała odwet za wszystkie wykorzystane i wyplute kobiety z dziejów salonowej Europy, jakby jej upadek był fundamentem wszystkich zbrodni tego świata. W spektaklu Grety Oto te trzy kobiety formułują swoje oskarżenia, lamentują nad losem swoim i sióstr, ale – jak napisałem wyżej – najmocniej wybrzmiewa właśnie głos Merteuil. Bo Kufel jest u siebie w teatrze, bo na takich postaciach zęby zjadła, bo dzięki niej znany z filmów Frearsa i Formana czarny kobiecy charakter, wiedźma salonowa, przemienia się w tym spektaklu w mścicielkę, której umysł rozrósł się na całe ciało. Mózgiem Merteuil są usta, dłonie, biust, brzuch i uda. Każda komórka jej ciała snuje plany, chce wygrać niemożliwą do wygrania bitwę.
Dancey Karola Grzyka jest taki, jaki miał być: młodzieńczy, smukły, atrakcyjny, otwarty. Aktor pokazuje przemianę kawalera z zabawki mądrzejszych od siebie w nowego Valmonta, manipulanta i oskarżyciela, który pogrąży ostatecznie markizę.
Michał Kościuk został przez Gretę Oto namówiony do zagrania roli amanta. To brawurowa decyzja obsadowa. W moich wyobrażeniach Kościuk grywałby do śmierci Jaśka z Wesela, Edka z Tanga, jednego z bohaterów Rozmów przy wycinaniu lasu albo XX z Emigrantów. Może jeszcze Senatora z Dziadów i Księcia Konstantego z Kordiana i Nocy listopadowej, a tu masz – Valomont! Zwalisty, toporny, wąsaty, niezbyt bystry. Kościuk bawi się tą postacią, śmieje się z siebie jako antytezy francuskiego kochanka. Jest jak polski wąsaty hydraulik wpuszczony z łazienki, gdzie naprawiał kolanko, na salony, bo wszyscy amanci akurat wyjechali z Paryża. Kościuk tworzy postać Valmonta zagubionego w swoich i markizy grach, słuchającego swego krocza bardziej niż kogokolwiek. Ta rola to zmaterializowana męska chuć, głód niezaspokojenia, czołg erekcji. Kościuk bywa celowo nieporadny, umownie wyrafinowany, nieoczekiwanie śmieszny. Jeśli ktoś miałby wykpić konstrukcję XVIIIwiecznego francuskiego Don Juana to tylko on.
4.
Greta Oto to pseudonim skrywający reżyserski duet Wiktora Stypy i Anity Szymańskiej. Szymańska to aktorka i performerka z wrocławskiego Studia Kokyu, Stypa był asystentem Agaty Dudy-Gracz i Dariusza Starczewskiego. Trzy spektakle podpisali wspólnie. Oprócz najnowszego, mają w dorobku monodram Szymańskiej (Trudny obiekt troski) i premierę w Łaźni Nowej (Psy i ludzie) o losie zwierząt podczas wojny w Ukrainie. Greta Oto choć brzmi jak nazwisko niemieckiej awangardowej reżyserki, nazwę zawdzięcza motylowi z rodziny rusałkowatych, który ma przeźroczyste skrzydła, jakby odlane ze szkła (Glass Wing Butterfly). Motyl lustereczko występuje głównie w Ameryce Środkowej. Greta Oto! Gratulacje dla duetu! Bo to chyba najciekawszy pseudonim artystyczny od czasów Amanity Muskarii i Horsta D’Albertisa.
5.
Mówi w spektaklu Pani de Volanges: Jak wspaniale, że żyjemy w oświeceniu! I jest to jakiś klucz do tego spektaklu. Komentarz zdradza fikcję. Świadomość postaci wykracza poza fabułę. Greta Oto niby wiernie opowiada widzom przebieg fabuły powieści, tka wiarygodne portrety psychologiczne, by niemal równocześnie rozbierać (dosłownie i metaforycznie) postaci z tego XVIII-wiecznego kostiumu. Miłość w wieku rozumu stała się przecież igraszką dla strategii salonowych i wykładem strategii uwodzenia. Rozum zadawał cierpienie ciału. W krakowskim spektaklu mamy więc pole bitwy między mężczyznami, którym wolno wszystko, bo są myśliwymi oraz kobietami, które są zwierzyną łowna i muszą zaakceptować swoją rolę. Scenarzyści rozsadzają adaptowany tekst interpolacjami z Szekspira (Romeo i Julia) oraz współczesnymi demaskatorskimi monologami. W efekcie sceniczna historia staje się po trosze rozliczeniem z książką, obrazem miłości jako gry i pojedynku. Ofiary mówią: nie chcemy być więcej niczyim trofeum. Myśliwi potwornieją, polowanie staje się absurdem i aberracją. Dzisiejszy komentarz, zmiana akcentów tej historii nie niszczy pierwotnej opowieści, raczej otwiera w niej wyjścia ewakuacyjne dla tych, którzy nie odnajdują się w tej rozgrywce. Co zawsze przegrywa? – pyta Greta Oto. Ano przegrywa ciało. I leży porzucone, sfragmentaryzowane, uprzedmiotowione, jak to łono z obrazu Courberta. Patrzymy na nie i widzimy tylko to, czym naprawdę nie jest. Ono patrzy na nas i widzi tylko siebie.
Och Kultura, 26 stycznia 2026
Link: https://www.facebook.com/share/p/17pgtCRwx2/
Niewinność rzucona na pożarcie
„Niebezpieczne związki” w Teatrze Barakah w Krakowie to opowieść o relacjach opartych na kontroli, pożądaniu i potrzebie odwetu, które ranią i niszczą. Klasyczną powieść Pierre’a Choderlosa de Laclos twórcy opowiadają z innej perspektywy. Nie skupiają się na eleganckiej grze salonowej – schodzą głęboko w mroczne rejony krzywdy i przemocy emocjonalnej.
Akcja rozpoczyna się od sojuszu markizy i wicehrabiego. Dawni kochankowie łączą siły, by zaspokoić urażoną dumę oraz potrzebę przewagi i panowania. Ich misternie skonstruowana intryga szybko obejmuje kolejne ofiary: niewinną Cecylię, zakochanego Dancenego i matkę dziewczyny.
Spektakl nie skupia się na moralizowaniu, ale na skutkach ich działań, które pozostawiają trwałe ślady. Wiktor Stypa/Anita Szymańska (Greta Oto) budują narrację przypominającą śledztwo. Widz przechodzi przez kolejne etapy: uwodzenia, manipulacji, presji, fałszywej troski i pozornej bliskości. Uczucie przybiera tu wiele form: religijnego oddania, erotycznego głodu, rodzicielskiej kontroli i chorej fascynacji władzą. Przemoc natomiast ukryta jest pod maską miłości, która nie jawi się jako uczucie, lecz narzędzie dominacji. Zemsta napędza działania bohaterów, a dawne urazy wpływają na ich kolejne decyzje.
Kilka znakomitych scen – prowadzone z teatralnym rozmachem spotkanie Markizy z Wicehrabią, które otwiera całą intrygę. Lekcja śpiewu i usta Dancenego zapchane jabłkiem. No i przede wszystkim znakomicie wyreżyserowana scena gwałtu – moment, w którym społeczna i płciowa przewaga przeradza się w brutalne naruszenie granic drugiego człowieka. To nie tylko pojedynczy akt przemocy, lecz esencja degradacji relacji międzyludzkich, odzierająca bohaterkę z godności.
Ascetyczne elementy scenografii, mobilne elementy i projekcje wideo tworzą chłodny, niepokojący świat, w którym trudno znaleźć bezpieczne schronienie. Znakomite, niekompletne, odsłaniające ciała kostiumy Moniki Kufel łączą historyczne formy z nowoczesnymi detalami. Gorsety, krynoliny i tiule to symbole uwięzienia w społecznych rolach. Uwagę przyciąga strój hrabiny – niemal marmurowy, a jednocześnie ozdobiony delikatnym motylem – motywem kruchości, młodości i utraconej niewinności. Ruch sceniczny (Dawid Tas) jest mechaniczny, momentami nienaturalny, co podkreśla sztuczność relacji opartych na pozorach.
Cały zespół aktorski tworzy spójny obraz przemocy relacyjnej, w którym brutalność nie służy prowokacji, lecz obnażeniu skali zła. Zuzanna Woźniak gra przejmującą rolę Cecylii, która przechodzi wyraźną przemianę – od naiwnej dziewczyny po osobę świadomą doznanej niesprawiedliwości. Jej kreacja jest świeża, szczera i poruszająca. Monika Kufel w roli Markizy emanuje chłodem – to kobieta, która własne rany zamienia w broń przeciw ludziom i czerpie siłę z kontroli nad nimi.
Michał Kościuk jako wicehrabia buduje wizerunek libertyna, drapieżnego uwodziciela, który pod maską ironii skrywa brutalność i pustkę. Karol Grzyk przekonująco ukazuje Dancenego – młodzieńca rozdartego między uczuciem a dojrzewaniem do odpowiedzialności. Ewelina Starejki nadaje postaci matki Cecylii rys dewocji połączonej z kalkulacją, tworząc obraz osoby ślepo wierzącej w porządek, który ją niszczy. Wszyscy są naprawdę znakomici!
„Niebezpieczne związki” w Teatrze Barakah to odważna interpretacja klasycznej powieści oparta na świetnym aktorstwie i mocnej wizji. Teatr intensywny, surowy, bezkompromisowy, prowokujący i niewygodny – opowiada o krzywdzie, której nie da się cofnąć i zadaje pytania o granice wolności i odpowiedzialność za drugiego człowieka. Pięknie okrutny, niezwykle gęsty i świetny spektakl, który uwodzi formą, odsłania ciemną stronę uczuć, rozmontowuje romantyczne mity z chirurgiczną precyzją, po czym zostawia widza z gorzką refleksją.
WUJ (Wiadomości Uniwersytetu Jagiellońskiego), 16 stycznia 2026
Link: https://www.facebook.com/share/p/1BqCpKy4MQ/
Teatr Barakah swoją ostatnią w 2025 roku premierą zabrał widzów do dusznego świata dworskich intryg. „Niebezpieczne związki” w reżyserii Wiktora Stypy i Anity Szymańskiej będące autorską interpretacją powieści epistolarnej Pierre’a Choderlosa de Laclos o tym samym tytule przedstawiają nam splątane losy francuskiej szlachty. Historia ta staje się pretekstem do pokazania skomplikowanych mechanizmów manipulacji, w których miłość jest okrutną grą bez kompromisów.
W interpretacji aktorów Teatru Barakah widać inspirację kultowymi ekranizacjami tej powieści, które zachwyciły publiczność. Twórcy proponują jednak nową perspektywę tej historii – w centrum wydarzeń stawiają Cecylię. Tym samym wykorzystana i odrzucona bohaterka, nieświadomie wplątana w niecne dworskie intrygi, pozwala widzom głębiej wejrzeć w fabułę i zmierzyć się z jej dramatycznym finałem.
Nie bez powodu po premierze publiczność nagrodziła twórców gromkimi oklaskami i owacją na stojąco. ,,Niebezpieczne związki” w wydaniu Teatru Barakah to historia, którą czuje się całym sobą – bez mrugania, bez ruchu i z zapartym tchem obserwuje się wydarzenia na scenie. To sto minut prawdziwej uczty dla ducha. Kostiumy i gra aktorska na możliwie najwyższym poziomie sprawiają, że widz sam maluje przed swoimi oczami wnętrza francuskich salonów, w których rozgrywa się akcja. Nowoczesne czynią tę klasyczną historię przystępniejszą i bardziej prawdziwą, gdzie bohaterowie przestają być jedynie figurami literackimi, a stają się ludźmi z krwi i kości.