Kulturatka.pl, 18 kwietnia 2026
Link: https://www.kulturatka.pl/2026/04/18/persona-k2-w-teatrze-barakah/
Relacja z rodzicami kształtuje nas na całe życie. Co jeśli było jej daleko do ideału? Jak może wpływać na dorosłego człowieka? Spektakl „Persona K2” próbuj odpowiedzieć na to pytanie.
Według Junga, persona to najbardziej zewnętrzna część naszej psychiki, oblicze, które pokazujemy światu.
Spektakl zaczyna się od sceny, w której jedna z głównych bohaterek odbiera nagrodę w imieniu swojej matki. Dwie kobiety wydają się kochającą rodziną. Ten idylliczny obraz bardzo szybko okazuje się kłamstwem. Na pozór idealna relacja: matka (znana aktorka), która z niewiadomych przyczyn zamilkła i od tej pory nie powiedziała ani słowa i córka, która się nią opiekuje. Pod powierzchnią kryje się jednak całe spektrum emocji, od nienawiści po głód miłości. Obserwujemy bohaterki, które na zmianę, to przyciągają, to odpychają się. Matka nie mówi nic, więc córka wypełnia przestrzeń opowieścią. Opowiada o nieobecnej matce i wszystkich traumach, które ją spotkały. W ten sposób wyłania się postać skrzywdzonego dziecka, które jako dorosły nie potrafi się poukładać. Jednocześnie rozumiemy zachowanie córki względem matki.
Wydawałoby się, że jako widz obserwujemy wszystko z wygodnej pozycji, to jednak nieprawda. Jest nam niewygodnie, gniecie nas, patrzymy na ten ogrom bólu i cierpienia, który wylewa się z gestów i słów, ale nie możemy odwrócić oczu. Ta opowieść za którą odpowiada Anna Burzyńska i Magdalena Łazarkiewicz, czerpiąca z twórczości Bergmana, nie mogłaby być mocniejsza. Duża w tym również zasługa genialnych aktorek.
Bednarczyk-Krzyżowska przez większość spektaklu milczy, ale to nie odbiera jej postaci wyrazistości. Jej historię poznajemy poprzez opowieść córki. A milczenie jest tak gęste i wyraziste, że wcale nie musi mówić. Sara Celler-Jezierska opowiada z pełną intensywnością – jej monolog jest pełen napięcia, chwilami niemal na granicy emocjonalnego przeciążenia. Ten kontrast działa: im większa cisza jednej bohaterki, tym bardziej narasta ekspresja drugiej.
„Persona K2” to teatr skupiony na relacji i aktorstwie, nie na akcji. To opowieść o emocjonalnym chłodzie, niespełnionych potrzebach i niemożności porozumienia. „Persona K2” to teatr wymagający skupienia, wrażliwości i gotowości na dyskomfort. „Persona K2” to przykład teatru, który stawia widza w niewygodnej pozycji i każe mu patrzeć – długo, uważnie, bez ucieczki. I właśnie dlatego zostaje w głowie na dłużej.
AICT Polska, 2 stycznia 2025
Link: https://www.aict.art.pl/2025/01/02/ta-silniejsza/
Przez moment pomyślałem, że w zasadzie nie powinienem o tym spektaklu pisać. Byłem za blisko. Ale to przecież nieprawda, byłem całkiem daleko. Sylogizm jest uzasadniony. Wiedziałem oczywiście, że „Persona K2” powstaje, i że chodzi o trawestację „Persony” Ingmara Bergmana dokonaną przez duet Anna Burzyńska i Magdalena Łazarkiewicz.
W listopadzie, czy na początku grudnia, zadzwoniła do mnie Magda Łazarkiewicz z prośbą / pytaniem, czy nie nagrałbym swojego głosu do epizodu postaci „Konferansjera” wręczającego nagrodę bohaterce „Persony K2”. Dlaczego nie? Takich rzeczy jeszcze nie robiłem. Jeżeli mogę się przydać, dlaczego nie. Zrobiłem to, nagrałem głos. Całość mojego wkładu w spektakl to poświęcony kwadrans życia. Niezbyt wiele.
Piszę o tym, nie dlatego żebym koniecznie chciał się tym moim teatralnym debiutem pochwalić, ale raczej dla usprawiedliwienia, że pomimo tego, że moje nazwisko widnieje na plakacie, w ocenie dzieła stać mnie na szczerość, naczelną cechę krytyki. A i sam spektakl wydał mi się na tyle frapujący, że uznałem, że warto o „Personie K2” napisać, i że nie będzie to żadne wykroczenie przeciwko zawodowej etyce. A jest o czym pisać. Naprawdę jest o czym. Jest o kim.
***
Wracając z „Persony K2” w parodiującą zimę kolejną weekendową noc, między jednymi świętami (Bożym Narodzeniem), a świętem drugim (Nowym Rokiem), zza szyby tramwaju numer „18”, przyglądałem się ludziom, czyli sobie. Wszyscy jesteśmy bohaterami tego przedstawienia. Wszyscy. Weseli bankietowicze na krakowskim Kazimierzu i apatyczni sąsiedzi ostatniego tego dnia kursu na Krowodrzą Górkę. Wszyscy jednakowo ukąszeni przez rodzinę, przez życie, przez matki, ojców, córki, synów. A to idzie przecież dalej, głębiej, mocniej.
Najpierw autorka, Anna Burzyńska i jej tekst (ale scenariusz napisały już wspólnie – Magda Łazarkiewicz i Anna Burzyńska), wykorzystujący przede wszystkim elementy dwóch kluczowych osiągnięć Bergmana, i filmowych, i dramaturgicznych. Arcydzieło, „Personę”, i nie mniej ważną „Sonatę jesienną”, film z genialnym duetem Liv Ullmann i Ingrid Bergman. Właśnie z tego drugiego filmu pochodzi wątek relacji matki i córki. Toksycznej, sadomaso, brutalnej, ale i pełnej miłości, współczucia. Nie litości, a współczucia. I to współczucie w efekcie udziela się widzom. Czym jest bowiem ów tytułowy szczyt – „K 2”. Gdzie się wznosimy, gdzie dobijamy, czy sukces zawodowy nie jest metą właśnie? A życiowy?
Tego rodzaju pytania na kilometr pachną influenserką i coachingiem za pięć złotych, ale ani Bergman, ani twórcy spektaklu, nigdy by sobie na takie myślowe skróty nie pozwolili, w związku z tym jest to pytanie zadawane poważnie, mocno, dotkliwie. I niebanalnie.
Teraz aktorzy. Dominika Bednarczyk i Sara Celler-Jezierska. Matka i córka. Córka chce mówić, matka – jak w „Personie” Bergmana – postanowiła milczeć. Zawzięła się i milczy. Ucieczka przed słowami, które padły, a było ich zbyt wiele, i przed zdaniami, których mogłaby użyć, a mają moc śmiertelną. Karla ma tego świadomość.
Karla jest świadoma. To wielka artystka, słyszymy. Aktorka, dorobek, nagrody. Sława, sztuka, frazesy, miłości, romanse, kiedyś, dawniej. Teraz milczenie. Odbiera nagrody, za całokształt już tylko, ale milczy. I Bednarczyk robi to mistrzowsko. Milczenie staje się jej drugą skórą. Milczenie aktorki staje się rozmową z widzem. To jest rozmowa, nie żadne zadanie formalne. To muzyka słów, które nie padają, ale słyszymy je. Słychać donośnie.
***
Dominikę Bednarczyk znamy w Krakowie lepiej, najlepiej znamy. Ostatnie lata, ostatni czas, zmienił tak wiele, zmienił z dobrego na najlepsze. Gwiazda pierwszej teatralnej wielkości. Nie chcę, w przypadku tej wspaniałej aktorki pisać o przeszłości, pamiętając o teraźniejszości, kolejnych wyzwaniach, zwłaszcza w przededniu nowego roku, ale patrząc na matkę w wykonaniu Bednarczyk, wyświetlały mi się w pamięci jej pierwsze dziewczyny, już dojrzałe, ponad wiek, jak to się mówi. Już wtedy była w takich rolach porywająca. Mniejsza o „Lunatyków” Lupy, spektakl genialny, ale Bednarczyk niewiele miała tam do zagrania, myślę raczej o kreacjach w pierwszych spektaklach Mai Kleczewskiej – w „Jordanie” i, zwłaszcza, w moim ukochanym „Nożu w kurach” Horrowera. Tam był Bergman bez Bergmana, Bergman wyrywający starość młodości. Tamta młoda dziewczyna wiedziała za dużo, czuła zbyt mocno, szukała słów, ale nie trafiała do celu. A potem Bednarczyk spotkała na swojej drodze Iwonę Kempę, z którą przeszła prawdziwe laboratorium Bergmana, i – w „Rozmowach poufnych” zwłaszcza – było to spotkanie pełne skupienia i pasji. A dzisiaj Bednarczyk spotkała Magdalenę Łazarkiewicz i Sarę Celler-Jezierską.
Podejrzewam, że mogły nawet nie znać się wcześniej, na pewno ze sobą nie pracowały. Sara – teatr w Wałbrzychu, eksperymenty teatralne, własna, bardzo ciekawa droga. Połączyła je Magdalena Łazarkiewicz, pracująca kilka razy w Teatrze im. Słowackiego, rodzimym teatrze Dominiki, ale zarówno w „Dzikiej Kaczce” Ibsena, jaki i w „Nondunie” Lidii Amejko, Bednarczyk nie występowała. Sarę Celler natomiast Łazarkiewicz odkryła właściwie dla kina i telewizji – pracowały razem w kultowej „Głębokiej wodzie”. Teraz spotkały się razem w teatrze Barakah. Efekt jest poruszający.
Poruszenie, tak, i przestrzeń Barakah, teatru prowadzonego przez Michała Nowickiego i Monikę Kufel, teatru ze specjalną energią, o której wspominała Magdalena Łazarkiewicz podczas premiery. Energii udzielającej się publiczności. Kameralne wiwisekcje, często z filmowym rodowodem są tutaj codziennością, nie świętem.
Barakah nie jest teatrem, który chce się podlizywać publiczności. Barakah stać na podejmowanie najtrudniejszych wyzwań, stawianie pytań, podbijanie emocji. Bo taka jest właśnie „Persona K2” Burzyńskiej i Łazarkiewicz. Żadnej łatwizny. Matka i córka. Jung, Bergman, Freud. Są obecni w tym tekście, ale Łazarkiewicz w pracy z aktorem, chodziło też o to, żeby wielkie frazy łagodzić przecinkami, a duże litery – wielokropkiem. Zawsze trzy kropki, zawsze jest trudno, miłość, najczęściej miłość, ale miłość okupiona złością, zazdrością, nienawiścią. Miesza się to wszystko, miksuje. Niedopowiedziane.
***
„Persona K2” to teatr, który odważa się – tak, bo dzisiaj to jest jednak odwaga – na pokazanie sytuacji trudnej, bez chowania się za campem, bon motem, scenografią.
Matka i córka. Toksyna złości utopiona w morzu miłości. Nawet jeżeli, jak to u Bergmana, i jak to często u rozumiejącej świetnie Skandynawów Burzyńskiej, miłość jest słaba, brakuje jej paliwa, tli się ledwie, ledwie.
Karla i Julia, Dominika i Sandra, w ciekawej wideoscenografii widzimy twarze bohaterek nakładające się na siebie. Jedność genów i bunt genów. Matka odmawia mówienia, była aktorką, mówiła za dużo, cudzymi słowami. Osiągnęła w tym uprawomocnionym kłamstwie wielkość. Osiągnęła także wielkość w życiu na pokaz, w funkcjonowaniu na pokaz. Dobra, piękna, ikona, nagrody, a w domu, w mieszkaniu, z którego kiedy tylko mogła, uciekała, wszystko wygląda inaczej. Zła, piękna, brzydka. Labilność nastrojów i życia.
Jeżeli wierzyć monologowi córki, a przynajmniej częściowo (trochę pewnie przejaskrawia, trochę zmyśla), powinniśmy jej uwierzyć, w tym domu, w mieszkaniu wielkiej aktorki Karli Wander działy się rzeczy straszne. I ona to widziała, niewidzącymi oczami. Widziała, żeby nie.
W tym przejmująco zagranym spektaklu, wybrzmiewa to wszystko siłą aktorstwa, reżyserii, siłą tekstu, muzyki Mary Komasy i Antoniego KomasyŁazarkiewicza, choreografii, multimediów, kostiumu.
***
Z dzieciństwa, niemniej dosyć wyraźnie, zapamiętałem telewizyjny spektakl „Silniejszej” Strindberga w reżyserii Andrzeja Wajdy. Dialog na dwa aktorskie głosy. Ściślej na jeden głos i jedno milczenie. Mówiła Krystyna Janda, milczała Teresa Budzisz-Krzyżanowska. I ja to zapamiętałem na zawsze.
Dla bardzo młodych widzów, będących bodaj najwierniejszą grupą odwiedzającą Teatr Barakah, podobnym doświadczeniem może stać „Persona K2”. Dwie wspaniałe aktorki. Milczenie i słowo, a słowo jako narzędzie czułości i zemsty. Esencja teatru. Życia w teatrze i poza nim.
Teatr Dla Wszystkich, 31 grudnia 2024
Link: https://teatrdlawszystkich.eu/przepasc/
W jednej z początkowych scen Persony Ingmara Bergmana dyrektorka szpitala (Margaretha Krook) zwraca się do głównej bohaterki filmu Elisabet Vogler (Liv Ullmann) słowami: Nie myśl, że tego nie rozumiem – to beznadziejne marzenie żeby być, nie stwarzać pozoru, ale być. Świadoma każdej chwili, baczna… i ta przepaść między tym kim jesteś dla innych i dla siebie… zawrót głowy i stałe pragnienie, żeby nas zdemaskowano, przejrzano na wylot, zredukowano, a nawet unicestwiono. W ten sposób lekarka stara się zdiagnozować milczenie kobiety – aktorki, która w połowie wystawianej na deskach Elektry, przestała nagle mówić i od tego momentu nie wydusiła z siebie ani jednego słowa. Czy to choroba? A może artystyczny manifest?
Persona K2 w Teatrze Barakah korzysta z konceptu Bergmana, miksując go z innym dziełem szwedzkiego reżysera – Jesienną Sonatą. Mamy więc na scenie duet milczącej matki (Dominika Bednarczyk-Krzyżowska) i córki (Sara Celler-Jezierska), która przez kolejną godzinę spektaklu będzie rozpaczliwie szukała ozdrowieńczego katharsis w przejmującym, pozornym dialogu ze swoją rodzicielką. Kameralne przedstawienie na Paulińskiej pełne jest symbolicznych gestów i psychoanalitycznych labiryntów. Milczenie kontra słowa – matka rozgrywająca wewnętrzny dramat za pomocą mimiki, pozornych ruchów, jest paradoksalnie stroną dominującą. Milczenie rozmówczyni wymusza na drugiej stronie szukania odpowiedzi na własne pytania w sobie, a więc prowadzi do jeszcze większej frustracji wobec obiektu, na którym córka chciałaby skumulować swoje emocje.
Z jednej strony milczenie matki możemy odczytać jako manifest niedającego się zwerbalizować wstydu, poczucia porażki i klęski na wielu polach, z drugiej zaś jako maskę, teatralny gest wybitnej artystki, która nie potrafi zejść na ziemię, nie rozumie tego, jak córka może jej nie rozumieć. Z trzeciej – jako oczekiwanie na demaskację, nadzieję, że ktoś powie za nas to, co chcielibyśmy z siebie wyrzucić. Jak na scenie Barakah, tak i w filmach Bergmana, wokół postaci stoją niewidzialne lustra, tworząc niekończące się zwielokrotnienie, dając poczucie niezliczonej wielości odsłon pojedynczego człowieka. Nie ma potrzeby streszczać o czym córka rozmawia z matką, kto widział filmy ten wie (a i tak będzie zaskoczony), kto nie widział, ten będzie wstrząśnięty jeszcze bardziej. Trzeba po prostu wejść w ten niewygodny, intymny świat, w którym widz czuje się jak intruz, piąte koło u wozu (to trochę tak, jak jesteśmy u kogoś w gościach i rodzina gospodarzy zaczyna się ostro kłócić – nie wiadomo wtedy, co ze sobą zrobić). Wytworzyć taką atmosferę podczas spektaklu, że widz czuje się, jak gdyby był świadkiem autentycznego, ostatecznego rozprawienia się ze sobą dwóch najbliższych sobie osób – to prawdziwa sztuka i niewielu tak umie.
Ciężki tematycznie, wymagający ciągłego skupienia spektakl nie miałby prawa się udać, gdyby nie aktorki, dźwigające na swoich barkach całe przedsięwzięcie. Zarówno Dominika Bednarczyk-Krzyżowska, jak i Sara Celler-Jezierska tworzą wewnętrznie skomplikowane, poranione postacie, wlewając w nie taki ładunek emocjonalny, który z pewnością musiał je kosztować wiele. Opłaciło się. Personę K2 ogląda się z dużym przejęciem. Psychoterapeutyczna sesja w Barakah zostaje w widzu długo po zakończeniu przedstawienia.
Onarecenzuje, 6 stycznia 2025
Link: https://onarecenzuje.wordpress.com/2025/01/06/ja-ty-nieczula-persona-k2/
Twórcy spektaklu „Persona K2” (reżyseria- Magdalena Łazarkiewicz, scenariusz – Anna Burzyńska ) wydają się czerpać z nieograniczonego repozytorium pamięci zbiorowych doświadczeń,aby płynnie przejść do osobistej historii matki i córki. Spektakl rozpoczyna scena przyznania nagrody matce-aktorce (Dominika Bednarczyk- Krzyżowska), która z niejasnych przyczyn milczy. List gratulacyjny jest adresowany również do córki pełniącej rolę opiekunki (Sara Celler-Jezierska). W momencie odbioru nagrody córka jest spięta i zestresowana. Z układu ramion i niepewnych min można poznać, że wciąż czuje się jak mała dziewczynka skrzywdzona, według niej, przez nieczułą matkę – narcyzę. Postać córki jest częściowo inspirowana kreacją Liv Ullman z „Jesienej Sonaty” Bergmana. Podobnie jak Eva, córka w wykonaniu Celler-Jezierskiej nie może pogodzić się z poczuciem emocjonalnego zaniedbania, którego doświadczyła w dzieciństwie. Jako młoda kobieta projektuje swoje lęki z dzieciństwa w obecności milczącej matki. Projekcje tych lęków w formie mikronarracji są rozwinięciem pomysłów z filmów Bergmana ( w tym „Persony”), np. scena, w której córka obwinia matkę o to, że nigdy nie była dla niej wystarczająco dobra. Monologi córki osadzają historię w bergmanowskich ramach narracyjnych,ale potem zaczynają się zapętlać, rwać. Stają się niejasne, ich kontury rozmywają się. Zaburzenie początkowo przejrzystej chronologii wydarzeń wydaje się być celowe, pokazuje trudności w komunikacji głównych bohaterek. W spektaklu język zawodzi – ciało próbuje wyrażać to, co niewyrażalne. W tym przypadku jest to cierpienie córki, molestowanej przez ojczyma, prawdopodobnie za przyzwoleniem matki. To wyznanie córki przysłania nieco pozostałe elementy historii stając się punktem kulminacyjnym spektaklu. Mimo tego, że ten nagły zwrot akcji zaburza pełną niuansów opowieść o wspólnych losach matki i córki, być może taka decyzja reżyserki i scenarzystki jest próbą oddania głosu tym, którzy z różnych powodów go nie mają – ofiarom różnych rodzajów przemocy. Gdy matka i córka zwrócone twarzą do widowni wygłaszają równocześnie swoje monologi, ich głosy zlewające się w jedną wspólną wypowiedź brzmią szczególnie wymownie. Komunikacja na linii matka – córka przybiera formę niewerbalnych aktów obrazujących dynamikę ich wzajemnych relacji. Matkę i córkę w różnych pozach możemy zobaczyć filmowane z góry w formie wizualizacji wyświetlanych na dużym ekranie. Pozy, które przyjmują aktorki odzwierciadlają konflikty targające ich postaciami: kobiety odpychają się, by nagle znaleźć się w mocnym uścisku. Kameralna muzyka (Antoni Komasa-Łazarkiewicz, Mary Komasa) jest soundtrackiem dodającym emocjonalnego kolorytu tej quasi filmowej historii. Ciekawe są wizualizacje(Szymon Budzyn, Krzysztof Marchlak, Michał Nowicki, Michał Stawski) z nakładkami twarzy aktorek – fotografie aktorek nakładają się na siebie tworząc jedną wspólną twarz przypominającą odbitki robione techniką monotypii. Scenografia i kostiumy są monochromatyczne; w swojej kolorystyce upodabniają się do kadrów z „Persony” Bergmana. Ostatnia scena, w której córka powtarza w kółko dwa sprzeczne zdania jest prawdopodobnie próbą reinterpretacji finałowej sceny z „Persony” Bergmana, w której ten sam monolog powtarzany jest dwukrotnie, najpierw pokazana jest twarz słuchacza, a potem mówiącego.
Być może intencje innych osób na zawsze pozostaję dla nas niezrozumiałe. Ta sama historia opowiedziana przez dwie różne osoby może być odebrana zupełnie inaczej. Czy język ma wpływ na rzeczywistość, a może jest zupełnie odwrotnie?
Dziennik Teatralny Małopolska, 14 stycznia 2025 Link: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/widok-zza-maski.html
Spektakl reżyserowany przez Magdalenę Łazarkiewicz dogłębnie porusza zagadnienie rodziny, ludzkiej psychologii oraz cielesności. Premierę odbył 28 grudnia 2024 roku w Teatrze Barakah w Krakowie. Czerpie inspirację z wielu innych dzieł; między innymi z ,,Persony” i ,,Jesiennej Sonaty” Ingmara Bergmana. Samo pojęcie ,,persony” odwołuje się do Junga, do konceptu maski, pod którą człowiek chowa swoje prawdziwe uczucia. Według Junga maskę zmienia się w zależności od sytuacji i okoliczności. W ten sam sposób maski zmieniają postaci ukazane w spektaklu – matka i córka.
Karla (Dominika Bednarczyk-Krzyżowska) to matka, ale przede wszystkim aktorka. Nie na odwrót. Zawód pochłonął całe jej życie, pozwolił jej na ukrywanie się pod maskami w postaci ról. Karla pewnego dnia postanawia zamilknąć. Odmawia mówienia, skrywając się pod kolejną maską; tym razem ciszy. Zaopiekować się nią musi jej córka, Julia (Sara Celler-Jezierska).
Córka wygłasza monolog, który przez długi czas tlił się w jej środku, teraz nareszcie mógł znaleźć ujście, dostać się do milczącej matki. Córka opowiada o ich życiu, żalu do swojej rodzicielki o to, jak ta ją traktowała, jak pozwalała, by jej dziecko było traktowane przez innych.
Spektakl to bardzo mocne doświadczenie. Jest surowy i bezlitosny, nie posiada hamulców. Obrazuje kumulację emocji schowanych w środku człowieka, żalu i niemocy, na które skazana była postać córki. Idąc Jungowską myślą przyszło mi skojarzenie dotyczące integracji cienia, czyli zauważeniu ,,cudzego zła” w nas samych. Zła wykształtowanego nie przez nasze zachowania, lecz poprzez nasze wartości i myśli. Odnoszę wrażenie, że obie postaci przechodzą ten proces. Podczas tego procesu widz również w jakiś sposób może w nim uczestniczyć; spektakl zmusza do przeprowadzenia własnego rachunku sumienia.
Z perspektywy córki – o tym, co widz powiedziałby swoim rodzicom w podobnej sytuacji, czy w jego środku również kryje się podobny monolog, który nie znalazł jeszcze ujścia. Z perspektywy matki – o tym, w jaki sposób widz traktował swoje dzieci, czy wychowując je był wobec nich uczciwy, czy może traktował je jak metaforyczną lalkę – były dla niego zabawką, gwarancją bezwarunkowej miłości? Dramaturgia spektaklu jest wielopoziomowa, wywołuje w widzu wiele emocji, trzyma w napięciu.
Warto jednak dodać, że spektakl nie jest dla każdego; myślę, że oprócz ograniczenia wiekowego warto byłoby dodać informację o poruszanych podczas sztuki tematach, zwłaszcza dla osób posiadających zespół stresu pourazowego, czasami sam opis podobnych zdarzeń jest w stanie wywołać wśród niektórych atak paniki, dyskomfort psychiczny, czy też niekontrolowane reakcje emocyjne. Gdy jest się już pewnym, że jest się gotowym na podobne przeżycie, sztukę naprawdę warto zobaczyć.
Magdalena Łazarkiewicz stworzyła realny i głęboki obraz rodzinny, wzruszający i szokujący, łapiący widza za gardło z całej siły, w trakcie, scena po scenie rozluźniający lub zaciskający swoją dłoń. Odrobinę bałem się zakończenia sztuki – obawiałem się prostego i banalnego, sztampowego zakończenia, z którym spotkałem się dotychczas w mediach poruszających podobne tematy. Obydwie scenarzystki – Anna Burzyńska i Magdalena Łazarkiewicz poradziły sobie z tym zadaniem jednak bezbłędnie, na wysokim poziomie, w sposób piękny i niebanalny. Wszystkim osobom pracującym nad sztuką należą się ogromne gratulacje – poruszanie z szacunkiem tak intymnych i delikatnych tematów to niezwykle trudne zadanie.
Aktorki stworzyły realistyczny wizerunek relacji matki i córki, równie realistycznie pokazując aspekty psychologiczne i emocjonalne. Postać matki, wykreowana przez Dominikę Bednarczyk-Krzyżowską mimo niewielkiej ilości słów emocje ukazuje w inny sposób – poprzez ekspresję i ruchy, które mówią widzowi wystarczająco. Mimo milczenia nie jest bierna, jest równie ważna i widoczna na scenie. Sara Celler-Jezierska w postaci córki zawarła potężną ilość emocji, w swoim głosie i gestach przekazując o wiele więcej niż złość, żal, czy smutek. Jest w tym namiastka czegoś metafizycznego, sięgającego momentami ponad te emocje, które znane są nam pod mianem konkretnych nazw.
W spektaklu ogrom znaczenia przekazuje również choreografia, stworzona przez Annę Marię Krysiak. Postaci w formie tańca odpychają się, przytulają, walczą ze sobą. Taniec jest zaprojektowany w piękny sposób, dodaje wiele charakteru postaci matki, która mimo milczenia upust emocji pokazuje między innymi poprzez ruchy. Taniec pełni również funkcję pewnego rodzaju przerywnika; po lawinie słów widz ma chwilę czasu na przyswojenie i przemyślenie ich właśnie w trakcie tych momentów. Genialnym zabiegiem pomagającym w postrzeganiu i interpretowaniu choreografii jest widok z góry, nagrywany i wyświetlany w tle, bardzo wiele zmieniający w momencie, w którym aktorki leżą na scenie, dzięki rzutowi z góry widz jest w stanie zauważyć więcej niż z własnego pola widzenia; emocje, drobne ruchy, czy to, w którą stronę skierowany jest ich wzrok w danym momencie.
To samo tyczy się również wyświetlanych w tle multimediów, które przekazują nowe informacje, wszystkie są również w konwencji czerni, bieli i szarości – tak samo jak reszta wizualiów spektaklu. Multimedia zostały stworzone przez Szymona Budzyna, Krzysztofa Marchlaka, Michała Nowickiego i Michała Stawskiego. Konwencję kolorystyczną podtrzymuje również scenografia stworzona przez Monikę Kufel – minimalistyczna, szara, bardzo pasująca do tonu przedstawienia. Postaci zdają się przebywać w odizolowanej i nierealnej strefie, w pełni zbudowanej na emocjach. Teoretycznie znajdują się one w domu, jednak żadna z nich nie potrafiłaby go określić mianem ,,prawdziwego domu”, takiego, do którego jest się przywiązanym, w którym człowiek czuje się bezpieczny.
Szarość i minimalizm podbija wrażenie obcości, kojarzy mi się z pojęciem nie-miejsca, zaproponowanym przez Marca Augé – przestrzeni niczyjej, nie ze względu na brak właściciela, lecz na brak emocjonalnego przywiązania jej z ludźmi. Dom, który kiedyś był miejscem, teraz stał się nic nie znaczącą przestrzenią, pustą, nie zawierającą w sobie nic, co mogłoby jakkolwiek referować do emocji i wspomnień, przedmiotów należących do przedstawionych postaci. Charakteryzacja i kostiumy stworzone przez Kacpra Styczyńskiego i Monikę Kufel pasują do tej konwencji, są proste, czarne, ale jednak mimo tego wybijające się z szarości, stanowczo oddzielające postaci od tła, w którym się znajdują. Podkreślają ich cechy charakteru, robią to jednak w bardzo delikatny i nieinwazyjny sposób. Są komentowane, dotykane i zmieniane. Ich zmiana może oznaczać zmianę maski, lub też całkowite pozbawienie się jej.
Tło muzyczne skomponowane przez Antoniego Komasę-Łazarkiewicza i Mary Komasę pasuje do charakteru spektaklu, w wybranych momentach w tle towarzyszą widzowi tylko serie krótkich dźwięków, podczas gdy w kolejnych dźwięk staje się jednostajny, zagłuszający, wręcz przerażający. Akompaniament grany w trakcie monologu nie zagłusza go i nie przeszkadza w odbiorze, jest delikatny i prosty.
Uczestnictwo w spektaklu to głębokie emocjonalnie przeżycie, piękne i przerażające w tym samym momencie. Każdy szczegół dopracowany jest w niezwykłą precyzją, każdy zabieg ma jasny cel. Jestem w stanie zdecydowanie polecić to przeżycie – podkreślając jednak, żeby widz przed doświadczeniem był gotów na to, z jakimi tematami może mieć styczność podczas uczestnictwa w spektaklu.
Teatr Barakah ponownie zaskoczył mnie odwagą, z którą poruszane są intymne zagadnienia, oraz pomysłowością i kreatywnością osób, które były aktywne w procesie tworzenia.
Pisarze.pl, 4 lutego 2025
Link: https://pisarze.pl/2025/02/04/janusz-m-paluch-dominujaca-osobowosc/
Persona, według Carla Gustava Junga, to nasze drugie „ja”, stwarzane dla zaspokojenia oczekiwań innych. Autorki scenariusza spektaklu „Persona K-2”, Anna Burzyńska i Magdalena Łazarkiewicz (również reżyserka spektaklu) inspirowały się filmami Ingmara Bergmana „Persona” i „Jesienna sonata”. We wstrząsającym spektaklu zaprezentowanym na scenie Teatru Barakah wystąpiły Dominika Bednarczyk-Krzyżowska (jako Matka, Karla) i Sara Celler-Jezierska (jako Córka, Julia). Obserwujemy niezwykle skomplikowane relacje między znaną i uwielbianą przez publiczność aktorką a jej córką – aktualnie opiekującą się chorą matką, przez lata jednak pozostawioną samej sobie, by nie przeszkadzała w karierze matki.
Spektakl rozpoczyna się uroczystym wręczeniem aktorce prestiżowej nagrody za całokształt twórczości aktorskiej. Wszystko odbywa się za pośrednictwem łączy internetowych, bowiem stan zdrowia nie pozwala aktorce uczestniczyć w gali. Jest unieruchomiona i nie może mówić. Słyszymy laudację na jej cześć – głos Łukasza Maciejewskiego, wybitnego filmoznawcy i teatrologa. Prowadzi galę, co jeszcze bardziej fikcję sceniczną zbliża do realnego świata. List napisany przez aktorkę – słynną Karlę, odczytuje przed kamerą jej córka Julia. Gdy połączenie zostaje zakończone, miła atmosfera natychmiast gaśnie… Symboliczne zdarcie sukni, jest wstępem do opowiedzenia życiowego dramatu, w który wprowadza nas Córka… Jest to niby monolog, bo przecież Karla milczy. Ale to niezwykle wymowne milczenie – mimika twarzy, spojrzenia czy ograniczone gesty będące reakcją na bolesne, tnące głęboko niczym ostrze skalpela, duszę mówią więcej niż przeraźliwy krzyk (jakże żałowałem, że nie udało mi się usiąść przy scenie…). Były niezwykle dojmujące, momentami zapierające dech… To była gra wielkiej przecież aktorki – scenicznej Karli i wcielającej się w nią znakomitej Dominiki Bednarczyk-Krzyżowskiej. Wypracowany w każdym detalu i perfekcyjnie zagrany niemy krzyk Karli, będzie śnił mi się po nocach! Opowiadany na scenie dramat to problemy dziecka oczekującego na odrobinę ciepła od zapracowanej aktorki. Choć można powiedzieć, że to drobiazg… Szykujcie zatem swą odporność psychiczną na sprawy, o których się dowiecie, kumulujące i nawarstwiające się latami do granic wytrzymałości ludzkiej psychiki. Słuchając, nie chce się wierzyć, że taka rzeczywistość mogła naprawdę zaistnieć. A zatem, może to tylko kreacja? Wymyślanie tak potwornych rzeczy, by schorowaną, uzależnioną od Córki i bezbronną już Matkę do końca upokorzyć? A może córka nie istnieje, jest tylko kreacją starzejącej się aktorki, która po osiągnięciu swego K-2 – szczytu kariery, popada w depresję przechodząc przez swoiste katharsis?
Ciężar mówionej roli w spektaklu spadł na Julię – córkę Karli. Jest okrutna wobec chorej matki, ale kocha ją swą zaborczą miłością i otacza opieką, choć bywa też niezwykle szorstka. Słuchając jej opowieści, pełnej pretensji, miotamy się, od współczucia, przez bunt, nawet do nienawiści. Przez co ta odrzucona dziewczyna w dzieciństwie, a potem w niełatwym – dla każdego młodego człowieka – okresie dojrzewania musiała przejść! Była niechciana i odrzucona przez matkę, stała się przeszkodą do kariery. Narażona była na zaloty ojczyma. Nikt – przede wszystkim matka – nie dostrzegała jej sukcesów, rodzących się w cieniu wielkiej Karli. A ona tak bardzo chciała być przez nią dowartościowana. Emocje, z którymi się zmagamy na widowni, kierowane są raz do jednej, raz do drugiej kobiety… Świetnie w roli Julii zaprezentowała się Sara Celler-Jezierska, którą mogliśmy oglądać na scenie Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu, a w ostatnim czasie także na scenach innych polskich teatrów. W postaci Córki możemy dostrzec samych siebie, często pełnych pretensji do otaczającego nas niesprawiedliwego świata, gotującego nam niechciane niespodzianki. Choćby opieka nad starymi i schorowanymi rodzicami… Julia jest młoda, rządna kariery, a przecież rzeczywistość zmusza ją do zajmowania się schorowaną matką… Ostatnie słowa Julii padające ze sceny – przepraszające Matkę za krzywdy, wypowiadane są z nadzieją, że przecież istnieje jakieś miłosierdzie – brzmią mi do teraz w uszach i działają jak kojący balsam… Ten niełatwy spektakl – w Teatrze Barakah nie ma łatwych przedstawień – powinien zobaczyć każdy, choćby po to, by zrozumieć własne problemy, a często ich miałkość…
UJOT FM, 18 stycznia 2025
Link: https://ujot.fm/persona-k2-w-teatrze-barakah/
Wydaje się, że relacja na linii matka – córka jest wszystkim dobrze znana, że posiadamy ogromną wiedzę w zakresie więzi, jaka łączy wspomniane kobiety. Do tego jednak dochodzi nasze wewnętrzne „ja”. Nie jest i nie będzie nigdy możliwe całkowite zintegrowanie tego, jacy jesteśmy wewnątrz z naszym zewnętrznym wizerunkiem, który powstał, nie oszukujmy się, dla innych ludzi.
Magdalena Łazarkiewicz podjęła się tego trudnego tematu w spektaklu Persona K2, który 28 grudnia 2024 r. miał swoją prapremierę w Teatrze Barakah. Jest to miejsce, w którym zawsze życie spotyka się z awangardą, jednocześnie ukazując problemy świata codziennego. Opowieść o tej rzeczywistości jest wbrew pozorom niezwykle trudna. Spektakl wprowadza nas w intymny świat relacji matki i córki. Lawiruje pomiędzy miłością a nienawiścią, ukazując ukryte gdzieś na dnie duszy złości, trapienia i gniew.
Dominika Bednarczyk–Krzyżowska w roli matki stanęła przed wyzwaniem uzewnętrznienia wewnętrznych emocji bez pomocy słowa. Obserwując twarz rodzicielki zagubionej, niespełnionej przenikamy przez jej duszę. Emocje i uczucia malują na twarzy aktorki szczegółowy portret psychologiczny. Tworzy to kontrastowy, lecz zgrany duet z Sarą CellerJezierską, która w postaci córki przeżywa emocjonalny rollercoaster, gdzie wszelkie wewnętrzne rozterki są w tym przypadku jawne.
To sztuka tworzona na zasadzie kontrastów, gdzie krzyk walczy z milczeniem, światło zmyślnie pląsa z ciemnością, a miłość miesza się z nienawiścią. Pomimo skrajnych połączeń, zachowana jest tutaj pewna równowaga. Można stopniowo odkryć przeciwieństwa niczym elementy układanki. Gdy wewnętrzny krzyk w głowie córki słychać we wszelaki sposób, cisza matki wzbudza wiele refleksji, które każda osoba przeżywa gdzieś we własnym wnętrzu.
Jestem pod ogromnym wrażeniem gry światła, jaką widać na scenie. Spektakl rozwija się cały czas w czerni i bieli. Nie ma nic pomiędzy. Mrok i jasność stanowią doskonałe tło nastrojowe do każdej emocji, która jest na scenie wyrażana. Mogłabym rzec, że dawno nie byłam tak pod wrażeniem tej technicznej strony teatru. To samo mogę wspomnieć o całej scenografii, jak i kostiumom. Minimalizm naprawdę może prezentować niezwykle bogatą wartość.
To nie jest spektakl z rodzaju tych, z których wychodzi się z wodospadem łez i chaosem w głowie. To nie jest spektakl, w którym przeżyjemy wielkie katharsis. To sztuka refleksyjna. Sztuka, która sprawia, że każdy szczegół trzeba na spokojnie przemyśleć, ale przede wszystkim jest to teatr uniwersalny, gdzie każda osoba odnajdzie wyjątkowy i niezastąpiony odnośnik do swojego własnego, prywatnego życia!
Teatralna Kicia, 31 grudnia 2024
Link: https://teatralna-kicia.tumblr.com/post/771323939464036352/persona-k2teatr-teatrbarakah-reżyseria
Wydaje mi się, że niewielu ludzi wychowanych w latach 90. mogło liczyć na gentle parenting, zwłaszcza jak miało się do czynienia z rodzicem wymagającym i oczekującym coraz to lepszych wyników; dodatkowo warto się spytać siebie samego: czy ucząc naszych starszych rodziców obsługi nowego telefonu powinniśmy być spokojni czy traktować ich tak jak oni traktowali nas w czasie odrabiania zadania z matematyki. Teatr Barakah stara się podpowiedzieć nam rozwiązanie tego niemalże antycznego konfliktu wewnętrznego za pomocą spektaklu „Persona K2” w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz.
Łazarkiewicz i Burzyńska tworzą opowieść o skomplikowanej relacji matki i córki zakotwiczając ją w dziełach Bergmana, jednak wychodzą ponad to. Nie naśladują jedynie tego, co zostało już powiedziane przez szwedzkiego reżysera, a starają się na tej bazie stworzyć koherentną opowieść o bezradności, ale także o momencie, kiedy role dziecka i rodzica odwracają się i o tym, czy jesteśmy w stanie przełknąć dawne krzywdy w imię przebaczenia, czy może jednak jest już za późno na miłosierdzie. Zostajemy zaproszeni do tej opowieści w momencie, gdy sławna aktorka odbiera nagrodę za całokształt twórczości; niestety z powodu choroby nie jest w stanie pojawić się na gali osobiście, możemy jedynie połączyć się z nią za pomocą wideo transmisji. Zwyciężczyni siedzi niemo na krześle i jedynie jej córka odczytuje list z podziękowaniami – jak okazuje się po chwili aktorka od lat się nie odezwała, a pomimo wielu badań nikt nie jest wskazać przyczyny fizycznej; jedynie psychika może ją powstrzymywać przed wydaniem z siebie jakiegokolwiek dźwięku. Kiedy oko kamery się zamyka i obie kobiety zostają same, kończy się gra pozorów i między matką a córką rozpoczyna się trwająca od dawna próba sił (bliźniaczo jak w filmie “Co się zdarzyło Baby Jane” Aldricha). Jest to niekończąca się litania pretensji i wyrzutów odtrąconej córki i ich milczące zbywanie ze strony matki. Sądziłem, że będzie to spektakl wygrywający konflikt na krzyku, jednak zostałem zaskoczony, bo jest to godzinny konflikt milczenia, twarde zderzenie ze ścianą.
Można „Personę K2” rozpatrywać kilkutorowo –po pierwsze jako opowieść o przemocowym wychowaniu, bo przecież często na porządku dziennym przechodzi się nad niektórymi zachowaniami prezentowanymi w spektaklu, jeśli kierowane są do dzieci, jednak w momencie kiedy dorosła córka traktuje tak starą matkę, wyciska to powietrze z płuc. Krzyczenie, szarpanie, wyśmiewanie i drwienie, obarczanie winą czy też ciągłe zmiany nastrojów przez które nigdy nie wiadomo czego się spodziewać – wiele dzieci przechodzi przez takie rzeczy, kiedy mają do czynienia z niedojrzałymi emocjonalnie rodzicami. Twórczynie zdają się zadawać pytanie: skoro takie coś szokuje, gdy zachodzi między dorosłymi, czemu uważano to za normalne na linii dziecko – dorosły. Istotnym tropem jest też opowieść o niespełnieniu i niemożliwości wyjścia z cienia własnego rodzica. Czy istota poniżana latami, starająca się zdobyć własne „ja” i bez przerwy porównywana do rodzica, ma szansę osiągnąć sukces w określaniu swojej tożsamości, czy jest skazana na wieczne bycie tą gorszą wersją doskonałej (w tym przypadku) matki? Patrząc szerzej dostrzegamy także obraz trudnej i niemalże niemożliwej próby spełnienia oczekiwań postawionych przez rodzinę; przeplata się to z surowym karceniem za niewpisywanie się określony standard i usilnymi próbami naginania do granic możliwości tworzącej się osobowości młodego człowieka przez rodzica, który formuje go na swoje podobieństwo w sposób rygorystyczny i destrukcyjny. Ostatecznie pozostanie już tylko pusta skorupa człowieka, bo nie można być sobą, ale też nie da rady być swoim własnym rodzicem. Co pozostaje w takiej sytuacji, kiedy odebrane zostaje wszystko? „Persona K2” może być także pretekstem do spojrzenia na problem niechcianego macierzyństwa; w takiej relacji dziecko, pomimo względnego dobrobytu, jest zostawione samo sobie. Takie podejście tworzy niezaspokojoną potrzebę miłości i lęku, a im dłużej trwa takie porzucenie, tym bardziej żarłoczne ten brak i strach się stają. Zwłaszcza, gdy córka widzi matkę kochającą wszystkich tylko nie ją i traktującą ją jak przedmiot. Istotne jest też pytanie: jaka naprawdę jest matka, skoro dla każdego jest inna? Jakie jest jądro jej osoby i która twarz jest realna – ta dobra, którą pokazuje światu czy ta zimna i niechętna, którą pokazuje w domowym zaciszu? Finalnie najistotniejsze pytanie spektaklu brzmi: czy jest szansa na przebaczenie po tych wszystkich latach upodlenia; czy jest jakaś granica, która wyznacza czy druga osoba zasługuje jeszcze na miłosierdzie czy już na zawsze musi pozostać tą winną? Odpowiedź jest już pozostawiona w próżni i w ciszy, każdy widz musi sam zadecydować czy naprawdę „jest taka cierpienia granica, Za którą się uśmiech pogodny zaczyna”.
Aktorki dźwigają to przedsięwzięcie ze sporą gracją, na uwagę zasługuje zwłaszcza Dominika Bednarczyk-Krzyżowska, która wygrywa swoją postać bez słów i niuansuje wszystkie zachodzące w niej myśli i zmiany jedynie za pomocą mimiki czy też wyrazu oczu. Bardzo wymagająca rola, ale jest to w sumie poziom wirtuozerii, którego spodziewałem się po tej aktorce, bo wiem doskonale do czego jest zdolna na scenie. Gromkie brawa. Na scenie zgrabnie towarzyszy jej Sara Celler-Jezierska w roli córki, która wylewa z siebie potoki słów i dwoi się i troi, by przebić się do swojej scenicznej matki ze swoim bólem, chociaż – o, ironio – w kontekście całego spektaklu oczy bezwiednie uciekają w stronę milczącej Bednarczyk, która niczym ogromny cień zawsze gdzieś przysłania horyzont.
Realnie mógłbym przyczepić się w tym spektaklu jedynie do tego, jak jest momentami leniwie i z przesadą napisany – nie zawsze wrzucenie do jednej postaci scenicznej wszystkich dramatów wszechświata jest dobrym pomysłem. Sam kontekst porzucenia emocjonalnego przez matkę nadawał córce odpowiedniego dramatyzmu, jednak spiętrzanie coraz to straszniejszych przeżyć w moim odczuciu odrobinę nadawało historii wymiaru rozmowy z tym jednym znajomym, który zawsze ma gorzej i nieważne jak tobie nie jest źle – on cię przebije. Umarł ci pies? Mi umarły dwa. Chyba, że uznamy że nie mówimy na scenie o ludziach z krwi i kości, a jedynie są to zbiory doświadczeń, różnych osób zebranych w jednym miejscu – wtedy zwracam honor, niemniej w takim przypadku córka i matka są napisane w zupełnie różnych kluczach znaczeniowych.
W ogólnym rozrachunku jest to spektakl zadający wiele pytań, ale nie dający odpowiedzi; zasiewa w widzu ziarno po to, by po skończonym przebiegu stanął twarzą w twarz z ogromną warstwą bezradności i bezsilności względem tego, jak bardzo okrutni potrafią być ci, którzy powinni być najbliższymi i najbardziej wyrozumiałymi. „Personę…” można było poczuć jak brzydko zrośniętą ranę, która nadal, mimo upływu lat, boli; nie jątrzy się już, bo całe zakażenie udało się usunąć, jednak ciężko patrzeć na ślad na skórze, bo przypomina bez końca o tym, co się przeszło.
Post na Facebooku Och Kultura, 14 kwietnia 2026
Link: https://www.facebook.com/share/p/17Vn49S2LY/
„Persona K2” to kameralny dramat, który stawia widza w samym środku trudnej relacji. Spektakl w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz wchodzi w dialog z kinem Ingmara Bergmana (Persona, Jesienna sonata) i przenosi filmowe motywy na grunt krakowskiego Teatru Barakah.
Historia opowiada o spotkaniu matki i córki, która przybiera formę rozliczenia. To studium psychologiczne oparte na idei „maski” i ukrytego „cienia” Carla Gustava Junga. Persona to rola, którą przyjmujemy wobec innych, gdy zakładamy maskę, by spełniać ich oczekiwania. Za nią skrywamy niewygodne i tłumione emocje, żal i gniew.
To opowieść o trudnym dorastaniu w cieniu silnej matki i budowaniu własnej tożsamości. Córka wyrzuca z siebie kolejne pretensje, wraca do dzieciństwa, zaniedbań i poczucia odrzucenia. Matka milczy. Ich relacja przypomina zamknięty krąg: im więcej słów, tym większa przepaść między nimi. Bliskość miesza się z odrzuceniem, potrzeba miłości z pragnieniem ucieczki.
Dominika Bednarczyk-Krzyżowska i Sara Celler-Jezierska tworzą role intensywne. Monologi Celler-Jezierskiej są mocne, pełne pretensji i bólu (“udawanie matki ci nie wyszło – skopałaś tę rolę”). To ktoś, kto nie potrafi przestać mówić. Jakby każde zdanie było próbą ocalenia siebie. Córka przechodzi drogę od podporządkowania do buntu.
Matka kiedyś “mogła schować się za rolą, teraz za milczeniem”. Niemal nieruchoma twarz Bednarczyk-Krzyżowskiej jest smutną maską. Aktorka gra głównie wzorkiem, delikatną mimiką. Ten minimalizm i powściągliwość działają bardzo mocno – widz zaczyna odczytywać najdrobniejsze sygnały – chłód, kontrolę, momentami wręcz bezwzględność.
Ważną rolę odgrywa ruch – sekwencje przypominające układy choreograficzne, w których matka i córka przyciągają się i odpychają, próbują się od siebie uwolnić, ale ciągle wracają do przeszłości. W oprawie wizualnej dominują ciemne barwy – czerń i szarości.
Scenografia (Monika Kufel) ogranicza się do kilku elementów, które pełnia funkcje znaków i zmieniają znaczenie w zależności od sytuacji. Na ciemnym tle wyświetlają się niczym kadry filmowe nakładające się twarze aktorek, które zaczynają przypominać jedną osobę. Jakby bohaterki, poprzez powielanie zachowań, traciły swą tożsamość i stapiały się w jedną postać.
Muzyka (Antoni Komasa-Łazarkiewicz i Mary Komasa) pojawia się w ważnych momentach i prowadzi przez emocje bohaterek. Dzięki dźwiękom z offu, które przeplatają się z ciszą, przedstawienie nie jest tylko zwykłą opowieścią, ale niezwykłym doświadczeniem i trudnym spotkaniem z samym sobą.
„Persona K2” to teatr intymny i poruszający. Spektakl prowadzi widza przez emocjonalny konflikt relacji, w której miłość miesza się z żalem, a bliskość z obcością. Pokazuje, jak trudno wyrwać się z rodzinnych schematów i odzyskać własny głos. I nie daje komfortu. Raczej zmusza do spojrzenia na własne relacje i zadania sobie niewygodnych pytań: kim jesteśmy naprawdę, czy mamy odwagę wyjść z roli, którą sami stworzyliśmy i czy możemy być sobą wobec najbliższych. Czasem przecież największym wyzwaniem jest zobaczyć drugiego człowieka bez maski.
Post na Facebooku, 28 grudnia 2024
Dzisiaj premiera w Teatrze BARAKAH.
Lubię teksty w teatrze, po których wraca się do domu dłuższą drogą, aby się uleżało i przemyślało. Jestem z pokolenia, które było zafascynowane filmami Bergmana. Jego film „Persona” jest zaliczany do najwybitniejszych filmów w kinematografii. Bohaterka filmu, aktorka, po spektaklu, w którym grała, przestała mówić. Obserwacja szpitalna wykluczyła chorobę psychiczną. Lekarka wysyła aktorkę wraz z pielęgniarką do swego domku nad Bałtykiem, by tam odzyskała równowagę. Aktorka milczy. Za to pielęgniarka, która podziwia ją jako aktorkę – cały czas mówi. U Anny Burzyńskiej aktorka-matka milczy, a jej córka wreszcie może mówić. Relacja się zmienia: matka potrzebuje opieki. A bezradność Innego nie zawsze powoduje troskę, niekiedy wyzwala złość i agresję. Trudne i bardzo trudne są to słowa, tak, jak często – skomplikowane bywają relacje matek z córkami.
Idźcie: może zobaczycie swoje własne problemy, chociaż nikt nie poda recepty, jak ich uniknąć, czy jak można o nich rozmawiać (bo przecież niekiedy wystarczy zwrócenie na nie uwagi).