Dziennik Teatralny Małopolska, 19 lutego 2026
Link: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/definicje-uzaleznienia.html
Muszę przyznać, że nigdy nie oglądałem Requiemu dla snu Aronofsky’ego. Zdecydowanie powinienem nadrobić ten seans, a zagłębiając się w recenzje filmu dowiedziałem się, że oglądanie go przypomina trochę przeżycie i uchwycenie bad tripu – to bardzo adekwatny opis również dla spektaklu, którego bazę tworzy między innymi ten film.
Spektakl ,,Requiem dla snów” odbył swoją premierę 8 czerwca 2024 roku w Teatrze Barakah. Jego reżyserem jest Michał Nowicki, a scenariusz i dramaturgia zostały stworzone przez Anielę Płudowską. Film kojarzący się z tytułem to tylko jedna z wielu inspiracji spektaklu, których tematyka dotyka grupy emocji powiązanych z uzależnieniem.
Kontynuując myśl o bad tripie – spektakl i sama dramaturgia jest ciężka, rozwlekająca się i przygniatająca. Przerywają ją bardziej intensywne, emocjonujące sceny. Odniosłem wrażenie, że sama struktura spektaklu symuluje zażycie jakiejś substancji. Poważne sceny dobijają i przymulają, aby potem przerwać je nagłą sceną ekstazy. Zmiana wątków dezorientuje, nagłe dźwięki przerywają koncentrację. Spektakl opowiada o osobach uzależnionych i wykorzystanych przez przemysł narkotykowy, jak również medyczny. Historia skupia się wokół jednej rodziny, chociaż występują również postaci poboczne.
Spektakl stawia naprzeciw siebie różne perspektywy niezdrowej relacji z substancjami. Jedną z głównych postaci jest Matka (Monika Kufel), która zmaga się z drapieżną naturą medycyny estetycznej. Obnażona jest natura męskiego spojrzenia, głęboko zakorzenionego w kulturze – bohaterka wychodzi z założenia, że operacje potrzebne są do jej własnej samoakceptacji, a to, jak się okazuje, niekoniecznie pokrywa się z prawdą. Skomercjalizowane zdrowie i piękno atakuje z każdej strony, a celem branży jest wyeliminowanie kobiet, których istnienie nie zaspakaja męskiego spojrzenia i sprzeciwia się fałszywej wiecznej młodości. Jej syn (Marek Puchowski) mierzy się z uzależnieniem od narkotyków – ta forma łączy się z hegemoniczną męskością, brakiem możliwości okazywania własnych słabości, bycie pod wpływem popycha go do wyżywania się na innych, a naraz jest ucieczką od własnej traumy i problemów.
Sztuka odważnie zestawia ze sobą te dwa problemy, chociaż jeden z nich jest o wiele bardziej społecznie akceptowany od drugiego. Partnerka mężczyzny (Aniela Płudowska) łączy całość, również reprezentując uzależnienie od narkotyków. Jej perspektywa różni się od tej obranej przez jej partnera, a sama zmaga się z problemami dotyczącymi zdrowia psychicznego. To wszystko składa się w spójną refleksję dotyczącą nie tylko uzależnienia jako samego w sobie, ale również tego, w jaki sposób dialoguje ono z rolami płciowymi, w jak różny sposób może się ono objawiać.
Fantastyczna obsada spektaklu przedstawia trudne i zawiłe problemy w niebanalny sposób, postaci przedstawione są autentyczne, a samo uzależnienie nie jest elementem definiującym je jako całość. W rolę kolejnej postaci uzależnionej, kolegi wspomnianego bohatera, wcielił się Dawid Tas – przyjaźń tej dwójki eksponuje zażyłość w manosferze, jej paradoksy i problemy. Oprócz wyżej wymienionych warto również zwrócić uwagę na rolę Michała Kościuka – aktor wciela się w postać terapeuty, lekarza, która ukazuje jak bardzo zawodzący potrafi być system, oraz w jaki sposób względna pomoc zdolna jest do pogłębienia uzależnień.
W role jego pomocników, którzy chodzą za nim jak cień wcielili się Martyna Dyląg i Kacper Kujawa. Muzyka grana na żywo przez Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa również wpisuje się w przeżycie bad tripu – jest klimatyczna, zaskakująca, niepokojąca i zmienna. Scenografia stworzona przez Monikę Kufel i Adama Hanuszkiewicza eksponuje kafelki naścienne teatru, na które naklejone są tekturowe opakowania po jajkach. Rzucany na nie obraz sprawia, że ściany sceny wyglądają jakby w czasie rzeczywistym gniły i ulegały zniszczeniu, co dobrze dialoguje z samą fabułą spektaklu.
„Requiem dla snów” to spektakl przeżycie – działa na zasadzie afektu, sama atmosfera, muzyka i wizualność wzbudzają wiele uczuć. Dłuższe sceny monologów dzięki tej oprawie zyskują kolejny wymiar. Sama sztuka porusza znane tematy w sposób nietypowy i niekonwencjonalny – przesuwa granice w ,,ustalonej” definicji uzależnienia, stawia widza przed zagadnieniem na temat tego, czy te dwie formy właściwie aż tak bardzo się od siebie różnią. Spektakl jest prosty i dosadny w przekazie, ale cała reszta wpisuje go w skalę surrealizmu i abstrakcji. To bardzo ujmująca historia, która zdolna jest do poruszenia widza na wiele sposobów.
Dziennik Teatralny Małopolska, 31 stycznia 2026
Link: http://www.dziennikteatralny.pl/artykuly/nowy-wspanialy-swiat.html
„Requiem dla snów” to poruszający spektakl, zgłębiający współczesne formy głodu, ucieczki i zagubienia. Sztuka, w niezwykle dotkliwy sposób, ukazuje najintymniejsze i zarazem najbardziej uniwersalne doświadczenia samotności, rozczarowania oraz zatracenia samego siebie. Co za tym idzie, „Requiem dla snów” to spektakl, który poraża swoją aktualnością i rozbraja autentycznością.
Sztuka Nowickiego koncentruje się na ukazaniu ślepych ścieżek ucieczki, jakie podejmujemy w konfrontacji z brakiem samoakceptacji, zagubieniem oraz obezwładniającą samotnością. Bohaterowie spektaklu – porzuceni rodzice, oszukane przez rzeczywistość dzieci, ludzie żyjący na granicy różnych światów, z których każdy zdaje się daleki od upragnionego raju – trawieni rozpaczą i chęcią lepszego życia, stopniowo degenerują się zwabieni pokusą szczęścia, miłości i piękna.
Narkotyczne uniesienia, ponętne ćwiczenia kształtujące sylwetkę, magiczne tabletki, obiecywane pieniądze, operacje plastyczne i nieprzerwana kakofonia reklam, to piekło naszej rzeczywistości. Fałszywe obietnice i cyniczne rozgrzeszenia, to jedynie ślepe drogi, którymi podążają bohaterowie spektaklu.
Twórcy Teatru BARAKAH, w niezwykle błyskotliwy sposób, zgłębiają problem operacji plastycznych oraz schizofrenicznej potrzeby modelowania swojego ciała, zestawiając je z nałogiem narkotykowym. Odwołując się do autorytarnej kakofonii reklam i programów telewizyjnych, poruszają problem współczesnego zatracenia w mediach, gdzie każde zdjęcie, film czy artykuł stanowi oskarżenie wobec szarości ludzkiego życia. Puste obietnice piękna łączą się bowiem ze słodką nadzieją akceptacji i miłości, zaś nieposkromione, nieidealne ciało zdaje się implikować samotności i rozpacz.
Szum reklam i programów połączone z głuchymi sesjami terapeutycznymi, w doskonały sposób ukazują współczesne otchłanie samotności. Bowiem w świecie kolorowych obrazów i drapieżnych uśmiechów, nie tylko ciało, ale i dusza staje się produktem wymagającym ćwiczeń, formowania, zabiegów modelowania i dostosowywania do narzuconych standardów (wirtualnej) rzeczywistości.
Warto również zwrócić uwagę na sceny konfrontacji zawiedzionego dorosłością dziecka z rozczarowanym rodzicem. Te pełne napięć sceny, zdają się tym bardziej poruszające, iż dotykają najbardziej uniwersalnego doświadczenia obywateli płynnej nowoczesności. Martwota i marność doczesnego życia miażdżą bowiem naiwne marzenia o dorosłości, a proza zabija wszelką poezję. Poczucie zagubienia, samotność i lęk wobec zaciskającej się rzeczywistości potęguje jedynie poczucie niezrozumienia i opuszczenia przez tych, którzy mieli wszystko wyjaśniać.
Te pełne rozpaczy sceny konfrontacji w niezwykle dotkliwy sposób ukazują kondycję każdego z nas, zagubionego pośród milczenia i zniszczonego przez własne marzenia.
Co za tym idzie, „Requiem dla snów” to prawdopodobnie jeden z najważniejszych manifestów obywateli płynnej nowoczesności. To współczesny „Rok 1984″ i „Nowy wspaniały świat”, jest to skowyt roztrzaskanej rzeczywistości oraz cicha spowiedź Kolumbów XXI-wieku.
Teatrvaria, 14 września 2025
Link: https://teatrvaria.blogspot.com/2025/09/memento.html?m=1#more
Ten spektakl opiera się na tylu fundamentach, że trudno doszukiwać się w nim bezpośredniego przeniesienia filmu „Reqiuiem dla snu” Darrena Arofonsky’ego na scenę. Tytuł rzeczywiście ten sam, bohaterowie podobni. Jednak jest w tym, jak można przeczytać w opisie, domieszka „Głodnych” – dramatu Anieli Płudowskiej, są błyski „Heroiny” Tomasza Piątka. Wspomniana Aniela Płudowska zebrała wszystko i mieszając stworzyła scenariusz. Wyreżyserował Michał Nowicki. I mamy „Requiem dla snów” osadzone między stacją metra Politechnika a Tarchominem. Jednak żeby je zobaczyć trzeba… pojechać do Krakowa, do Teatru Barakah.
Kolejny raz mnie zaskoczyli. Ich scena jest, moim zdaniem, wielkości salonu w przeciętnym mieszkaniu korposzczurka. A dzieje się tam: chropawy hip hop, układ choreograficzny na sześcioro aktorów, znakomite monologi i wiele dynamicznych scen grupowych. Na dodatek wszystko okraszone muzyką na żywo. Wykonujący ją, tradycyjnie rewelacyjni Piotr Korzeniak i Paweł Stus, mieszczą się z instrumentami w mikroskopijnych kącikach sceny. Miałem wrażenie, że jestem na słynnych mistrzostwach świata w quidditchu i wchodzę do magicznego namiotu rodziny Weasleyów z powieści o Harrym Potterze.
Dość żartów. Mamy przed sobą spektakl na bardzo poważny temat, który w Barakah poruszono. Uzależnienie. Kojarzymy je łatwo i automatycznie – alko, fajki, narko. Ale sprawa jest, co oczywiste, o wiele bardziej skomplikowana. Gdzieś u podnóża uzależnień od używek leżą uzależnienia emocjonalne. Rodzice zmuszający dzieci do realizowania ich niespełnionych życiowych planów. Sami będący nikim, zatrzymani w połowie drogi do wymarzonych karier, oczekujący że ich potomkowie pójdą dalej. Popchną kamień losu wyżej. Dostaną się na szczyt. Dzieci uzależnione od rodzicielskich oczekiwań. Starające się za wszelką cenę spełnić ich wizję. Piąć się choćby kosztem psychicznego zdrowia. I znowu rodzice. Uzależnieni od dzieci. Widzący w nich własne odbicia w krzywych lustrach. Starający się zatem za wszelką cenę zachować atrakcyjność. Często definiując ją w sposób dla dzieci niezrozumiały. Paskudny, emocjonalny splot pokoleniowy. Oczekiwania starszych versus możliwości dzieci. Oczekiwania dzieci versus osiągnięcia starszych. Czy jestem atrakcyjny dla dziecka, czy jestem wystarczająco dobry w oczach rodzica? Żyjemy szybko. Za szybko aby znaleźć czas na wyartykułowanie takich pytań. Za szybko, żeby doczekać się odpowiedzi. Pozornie świat dostarcza rozwiązania. Łatwość kryje się w używkach, dietach, terapiach, skalpelach chirurgicznych, plastikowym lajfstajlu. Uzależnienie to znacznie więcej niż fajki, alko i narko. To wszystko znakomicie pokazano w krakowskim spektaklu.
Zagrane to jest bardzo dobrze. Chociaż w dużym tempie. Chaotycznie. Dynamicznie. Momentami wstrząsająco, gdy Dawid Tas, a po nim Marek Puchowski wygłaszają monologi swoich postaci i pogrążają się w narkotycznym głodzie. Aniela Płudowska świetna w roli tonącej w uzależnieniu Love. Uzależnieniu od? Bo jest jeszcze jeden narkotyk. Potężne, paskudne uzależnienie. Afekt do drugiej osoby, zwany przez poetów i romantyków „Miłością”. U podstaw klęski życia Love leży właśnie miłość, jak przystało na bohaterkę o znaczącym imieniu. Monika Kufel przerażająca w roli Imy, matki Harry’ego, której miłość do syna przeradza się w marzenie o imponowaniu. Jemu, światu, otoczeniu. Byciu kimś. Tylko kim? Prostacki mainstream podpowiada: Kimś być – znaczy schudnąć, zoperować, terapeutyzować i głosić. Nieść pochodnię. napisem „Sukces”, wymachując nią tak aby wszyscy widzieli i musieli uwierzyć. Duchem zła, Szatanem marzeń i mrzonek jest zmieniająca profesje postać grana przez Michała Kościuka. Nabierająca cech zła ponad wszelkim dobrem. Zła kryjącego się w podszeptach, podtykanych w pośpiechu umowach i kontraktach. Zła wcielającego się w terapeutów-szarlatanów, którzy głosząc wizję wiecznej szczęśliwości i rozwiązania problemów czynią spustoszenia w psychice naiwnych klientów. A obrazu dopełniają dwie postaci, niepokojącą ich obecność w „Requiem dla snów” znakomicie uzupełnia spektakl. Martyna Dyląg i Kacper Kujawa. Głosy błądzące w myślach bohaterów? Heroina i LSD, Dealerzy? Pomocnicy Szatana? Dwoje świetnie zgranych, identycznie ubranych i ucharakteryzowanych postaci. Są truciznami, asystentami Zła. Oboje świetni i straszni zarazem.
„Requiem dla snów” Płudowskiej i Nowickiego zmierza do finału. Jaki może być koniec takiej opowieści? W zasadzie nic się tu nie da zrobić. Na końcu jest śmierć na śmietniku świata. Odejście w niebyt ubranym w ból chorób, głodu i upodlenia. Tak. To się nie kończy dobrze. Czekali Państwo na happy end? Nie wierzę. Uzależnienia nie mają szczęśliwych zakończeń. Nawet ci, którym udało się wyjść z matni wiedzą, że ich demony zostały pokonane ale nie unicestwione. Czają się, czekając na swoją okazję. I będą się czaić już przez całe życie.
Teatr Barakah to wyjątkowe miejsce. Ich poszukiwania artystyczne nie zatrzymują się na przystankach prostych rozwiązań. Oni zaczynają historie tam, gdzie wielu ludzi teatru zamyka swoje laboratoria. Bardzo ich za to cenię i szanuję. A skoro tak – po prostu polecam!
Pisarze.pl, 10 czerwca 2024
Link: https://pisarze.pl/2024/06/11/janusz-m-paluch-gwarancja-bezsennosci/
Długo dochodziłem do siebie po wstrząsającym spektaklu w Teatrze Barakah. Wprawdzie każda wizyta na Paulińskiej 28 jest dla mnie traumatyczna, ze względu na podejmowaną tematykę, jednak spektakl „Requiem dla snów” według scenariusza Anieli Płudowskiej, debiutującej w tej roli, osaczył mnie na dłużej. Akcja dzieje się tu i teraz. W piekielnej rzeczywistości, która nas otacza! Często nie zdajesz sobie sprawy, co dzieje się za ścianą twojego mieszkania. Boimy się agresywnego syna sąsiadów, powiadamiamy policję, nie podejrzewając nawet jaki dramat się u nich rozgrywa. Piekło! Na scenie obserwujemy degrengoladę rodziny, którą niweczy nałóg. Reżyser – Michał Nowicki, nie daje widzowi wytchnienia, prowadzi spektakl od początku do końca w niesamowitym tempie, fundując widzom niespotykaną huśtawkę emocjonalną. Chwilami widzimy na scenie normalne życie, piękną nastolatkę o imieniu Love z marzeniami – wstrząsająca rola Anieli Płudowskiej, chłopaka – Harego – zakochanego po uszy i gotowego dla swej Love zrobić wszystko (poza rzuceniem nałogu) – niezwykle dramatyczna kreacja Marka Puchowskiego. W tym życiowym zawirowaniu próbuje się odnaleźć samotna, zagubiona, omotana telewizyjnymi reklamami, omamiona przez oszukańczych sprzedawców marzeń Ima, matka Harego – niezwykle ekspresyjna kreacja Moniki Kufel (!). Po raz kolejny aktorka pokazuje szeroki wachlarz swoich możliwości teatralnych. Ich życie rozpada się, gdy ojciec popełnia samobójstwo. Pojawia się też dealer narkotyków, niezwykle pokręcony młody człowiek, który osładza „specyfikami” narkotycznymi ich życie. To niesłychanie sugestywna kreacja Dawida Tasa! Pozostawionych sobie młodych ludzi ogarnia śmiertelny nałóg. Nie ma dla nich znaczenia balansowanie na krawędzi śmierci. Terapia? Płudowska niezwykle wymownie przedstawia jakość spotkań terapeutycznych. W tym systemie też, a może przede wszystkim, liczy się pieniądz, nie człowiek… Otrzymujemy przekaz, że tak naprawdę nikomu na Love i Harym nie zależy, a najmniej terapeucie. Odwala pracę, za którą mu płacą (niezwykle sugestywnie zagrana rola przez Michała Kościuka – terapeuty i chirurga plastycznego). Słyszymy krzyk rozpaczy ludzi, którzy cierpią na deficyt miłości, rozmowy, ciepła, zwykłego przytulenia, w miejsce których wkrada się uzależnienie od narkotyków, a w przypadku Imy – od operacji plastycznych. Wstrząsające dialogi, podkreślone głośnym rapem. Doskonała muzyka na żywo (Piotr Korzeniak, Paweł Stus) i rewelacyjna wokaliza aktorów! Do tego niesłychanie barwna choreografia, której autorką jest Martyna Dyląg – odgrywająca także, wraz z Kacprem Kujawą, rolę asystentki terapeuty i chirurga. Nie każdy będzie w stanie obejrzeć ten spektakl, podany językiem właściwym dla świata, w którym się znajdujemy – pełnym wulgaryzmów, dosadnych sformułowań określających ludzkie czynności fizjologiczne, dosłownych opisów przeżyć towarzyszących narkomanom. Spektakl jest wstrząsający! Jak muszą to przeżywać aktorzy?! Przecież wchodzą dogłębnie w te tragiczne postaci, odtwarzają ich życie przez kilkadziesiąt minut! Gdy zgasły światła i było wiadomo, że to już koniec, że nie padnie słowo, że gitara nie wyda pół dźwięku – na sali panowała śmiertelna cisza. Wszyscy siedzieli wciśnięci w fotele, wstrzymali oddech. Te kilkanaście sekund pełnej dramaturgii ciszy mówi wszystko o tym przedstawieniu! Długie i gorące oklaski, moc kwiatów – bo to pierwszy z premierowych spektakli. GRATULACJE! Świetny tekst, świetna reżyseria, kostiumy i choreografia!
Światło odbite, 11 czerwca 2024
Link: https://akarmelita.wixsite.com/wyjatki/requiem-dla-sn%C3%B3w
Mocne wejście. To się chyba nazywa tłusty bit. W jego rytmie trójka ludzi, na oko młodych, pięknych, z pewnością sprawnych fizycznie. Harry, Cygan i Love. Z pewnością względnie niezależni i z pewną dozą wiary, że życie jest do opanowania w formie klubowego show. Trójka młodych bohaterów „Requiem dla snu” w reżyserii Michała Nowickiego, przedstawia się, tak się przedstawia, wskakując w hip hopowym stylu na scenę Teatru BARAKAH w dniu premiery, 9 czerwca 2024 r. W innego rodzaju rewię niż młodzi klubowicze, wierzy starsza bohaterka, matka jednego z wyżej przestawionych, Sara Goldfarb, pozostająca tyłem do rewii, siedząca na obrotowym krześle, nos w nos z widownią, nie widzi co dzieje się za jej plecami. Jej namiętnością jest show telewizyjne, obsesją – myśl o tym żeby odepchnąć troski o wszystkie trudne sprawy świata, zająć się sobą, zdobyć uznanie. Dowiemy się tego gdy za chwilę zdecyduje się skorzystać z pewnej terapii, gwarantującej zmiany.
Czwórka głównych bohaterów spektaklu odpowiada z grubsza postaciom ze znanego filmu Darrena Arfonsky’ego. Oprócz nich występują też oferujący – w zależności od potrzeb – liposunkcję, psychoterapię lub działkę, Doktor oraz jego tresowani asystenxi, czasami wcielający się w personifikację środków psychodelicznych dostępnych w tabletkach. Dwoje muzyków podkreśla całość graną na żywo muzyką, nie wikłając się osobiście w przebieg akcji. Fabuła, którą będziemy śledzić przez mocne 125 minut, w głównych zwrotach akcji przebiega równolegle do wątków produkcji filmowej o tym samym tytule. I tak, jak film „Requiem dla snów” odnosił się do żywych i bolesnych aspektów rzeczywistości przełomu lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, tak spektakl „Requiem dla snów” obrazuje żywe i bolesne fragmenty tkanki współczesności trzydzieści lat później, czyli dziś. Nie pozwala zapomnieć, że sztuka odnosi się do nas, bezpośrednio. Dawkuje w kolejnych aktach niełatwą tezę o pewnych aspektach tego, co nazywane jest „naturą ludzką” lub wewnętrznie sprzecznym behawiorem gatunku homo sapiens.
Przekaz sceniczny pozwala przy tym, moim zdaniem, na więcej niż film, nawet jeśli ten drugi posuwa się do większej bezpośredniości w poziomach obrazowania brutalności. Przez żywą obecność aktorów wiele rzeczy między widownią, a sceną może odbywać się organicznie, na poziomie odbioru zmysłowego, reakcji substancji krążących w ciałach widzów na sceny pokazywane przez ciała aktorów. W teatrze dostajemy treści niemalże dożylnie, jak dawki narkotyku, które zabierają bohaterów „Requiem…” w kolejne podróże. Szczególnie w teatrze takim jak BARAKAH, gdzie granica między pokazującymi, a patrzącymi jest rysowana raczej ołówkiem i linią przerywaną, pozwalającą włączać widza w bezpośrednią obecność przy lżejszych momentach (na przykład podczas pierwszej sceny „klubowej”), dając jednocześnie bezpieczny dystans na przeżycie treści trudniejszych.
Tu – w kontekście tematu sztuki, wyłania się pytanie, czy można się od teatru uzależnić, a za nim następne, czy to byłoby źle i już biegnie zza węgła odpowiedź, że to zależy… Jednak skupmy się na tym, co warte opisania, a związane bezpośrednio z dziełem, które ma być opisane. Pozostając na płaszczyźnie słów – niesamowitym zabiegiem narracyjnym jest połączenie języka teatru klasycznego z treścią należącą do świata współczesności. Obok znanego filmu w treść fabuły wplecione są odniesienia do innych dzieł. Wśród wymienionych w opisie spektaklu znajdujemy m.in. tekst pt. „Głodni” Anieli Płudowskiej i to jej, zdaje się, zawdzięczamy to zestawienie przeciwstawnych wartości, z którego – jak w koncepcji religioznawcy, Mircei Eliadego opisywanej jako coincidentia oppositorum – wynika nowa jakość. Jest w tej jakości polot, subtelność i moc szyku rymu przestawnego, zaaplikowanego do współczesnego sposobu pakowania myśli w słowa, a tych w wypowiedzi.
Dalej – na płaszczyźnie różnych aspektów formy, można wyliczać nawiązania do innych tekstów kultury, powstałych przed i po fabule będącej wiodącą inspiracją filmową. Są pośród nich rzeczy takie jak choćby „Wesele” Wyspiańskiego: „A sen to miałam, / choć nie spałam, / ino w takij ległam niemocy”… Mówi główna bohaterka, Love, (grana przez wspomnianą scenarzystkę, Anielę Płudowską) pogrążona w narkotycznych stanach. Z kolei do bliższych czasowo odniesień nawiązuje, grany przez Dawida Tasa bohater o ksywie Cygan, gdy, odtwarzając w ruchu scenicznym moment wewnętrznej walki, powtarza niemal jeden do jednego gestykulację Smeagola/ Golluma, toczącego z samym sobą dialog w jednej ze scen filmu „Władca pierścieni. Dwie wieże.” W innym momencie, pod koniec spektaklu, widzimy przebranego za Sarę Goldfarb (niestety niektóre zabiegi nie wyszły tak jak zaplanowano, więc ktoś musiał ją zastąpić) Doktora, trzymającego ciało jednego z bohaterów w pozie do złudzenia przypominającej figurę Matki Boskiej opłakującej Syna, znanej jako Pieta.
„Requiem dla snów” jest drugim spektaklem Teatru BARAKAH, w którym uczestniczyłam w roli widza, więc może to za wcześnie żeby wyciągać wnioski o całości repertuaru, ale wydaje się specyfiką tej grupy, że tworzone przez nich scenariusze są mozaiką, kolażem albo siecią. Poszczególne elementy nawiązują do czegoś innego i do czegoś, co już znamy, się odnoszą. Tych splotów jest sporo i sam proces odgadywania angażuje umysł do gry w odkrywanie znaczeń, układających się w opowieść powielaną przez różnych artystów, z wykorzystaniem różnych form wyrazu, krążących wkoło podejmowanych treści. Jakby twórcy BARAKAH próbowali z dostępnych dzieł wyciągnąć sedno, stosując metodę skracania ułamków. Raczej z powodzeniem, choć to, co zostaje na końcu, jako wynik działania, wcale nie jest łatwe do zaabsorbowania. Na pewno nie w „Requiem dla snów”.
Fabułę można ująć w ramy między dwoma cytatami wypowiadanymi przez Harrego. „A ja dziś rano wstałem / i nic musieć nie muszę / i mogę robić co zechcę / bo mam czas karmić duszę / mym sproszkowanym szczęściem.” Ten refren pojawia się kilkukrotnie z różnym ładunkiem emocjonalnym. Od dezynwoltury w pierwszym wykonaniu do goryczy rezygnacji z walki o siebie i uwikłania w scenie finałowej. Stan bohaterów, do którego prowadzi rozwój akcji, z kolei trafnie oddaje poetycka fraza:
„Znikam w kroplach krwi, tańczących w strzykawce. / Rozpływam się w resztkach ekstazy oddawanej z moczem.”
Kiedy spotykamy bohaterów, kipią entuzjazmem, uśmiechnięci do swoich imaginacji podtrzymywanych ulubionymi substancjami. Żegnamy ich zawiniętych w pieuchomajtki lub pogrążonych w rozpaczy. Między tymi biegunami obserwujemy stopniowo postępujący upadek, którego źródła osadzone są w przeszłości.
Twórcy spektaklu podejmują się analizy relacji między bohaterami oraz ich relacji do samych siebie. Widzimy je jako międzypokoleniowy system naczyń połączonych. Główni bohaterowie – tak matka, jak syn, kolega i dziewczyna syna – sięgają po doraźne środki uśmierzające ból, jednak źródeł tego bólu upatrują nie tam, gdzie one są. Widzimy rodziców – przemocowych albo nieporadnych, truchlejących w zetknięciu z problemami swoich dzieci i tak jak dzieci, szukających ukojenia tkwiącego głęboko niepokoju. Widzimy wkraczających w dorosłość synów i córki, młodych dorosłych – po terapiach w różnych nurtach, biegle orientujących się w nomenklaturze psychologicznej, lub przeciwnie – usilnie próbujących pomóc rodzicom i samym sobie, harujących i z braku czasu olewających nurt samopoznania. Z tym ostatnim każdy z nich ma problem. Szukają się nawzajem w grach bliskości, odrzucenia, obietnic i uwikłania. Szukają siebie w tym, za co można zapłacić pieniędzmi – narkotykach (młodzi), zabiegach odchudzających oferowanych przez doktora hohsztaplera (matka). Wszyscy chcą dobrze. Niezalenie od tego w jaki rodzaj nałogu dryfują bohaterowie, pod ich dobrymi chęciami znajduje się całe morze odrzucenia, samotności i pustki. Wszyscy dają się oszukiwać. Wszyscy oszukują siebie. Wierzą, że „Życie to teleturniej, dla tych, którzy grają” i widzą siebie w oparach uznania, przyjaźni, ba, sławy. Oczywiście, po zainwestowaniu w terapię. Lub inaczej – wierzą, że pomogą sobie, rodzicom i zbudują stabilną przyszłość, bo „Życie to teledysk dla tych, którzy w parze.” Trzeba tylko dobrze opchnąć kilka działek, a następnym przystankiem będą bagietki na śniadanie spożywane z dziewczyną pod wieżą Eiffla w czasie wakacji w Paryżu.
„Requiem dla snów” to podróż od sięgnięcia po spełnienie marzeń w wersji instant, przez zaprzeczenie porażki, stopniowe zapadanie się, zapadanie się tak beznadziejne, że znamy ta kalkę z różnych filmów, z różnych tekstów kultury, a jednak, widząc je w wykonaniu aktorów na scenie czujemy skręt kiszek i napięcie w całym ciele. Gdzieś na dnie tego obrazu jest świadomość, że nie tak wiele dzieli nas od bohaterów spektaklu. Czy i my nie mieliśmy zrekompensować nieudanych ambicji naszych rodziców? Czy i nas nie prosili „Przyniesiesz nam dumę, synu, prawda, że przyniesiesz nam dumę?” Albo bardziej cynicznie i bez uległości: „Rowy też trzeba kopać, nie martw się.” Poza tym… Widzimy tych kolesi, czy te kolesiówy w (tak zwanym) realnym życiu. Na Plantach, leżących na ławeczce w słoneczny dzień, nie śpiących, lecz w takiej pogrążonych niemocy… W życiorysach znajomych z liceum, którzy tak dobrze się zapowiadali. A może bliżej? Końcowym przystankiem tej podróży jest nasza własna pusta przestrzeń, która grozi zapaścią.
Sednem, do którego sięgają w różny sposób w różnych momentach sztuki aktorzy jest relacja ze sobą pokazana przez pryzmat relacji z bliskimi. Ambiwalentna gra, w której raz „Wydaje ci się, że jesteś tym dobrym kolesiem, za którego się uważasz.”, a raz „Wydaje ci się, że jesteś tym bezwartościowym […].” Za którego też siebie uważasz.
Za którego siebie uważasz? Okazuje się, że to nie istotne. Niezależnie od odpowiedzi, czegoś nie zauważasz. Siebie nie zauważasz. Nosisz siebie w sobie takiego niezauważonego, aż spotwornieje i wyczyni coś czego nie sposób całkiem wytłumaczyć przed sobą… Przekazujesz to niezauważenie w międzypokoleniowym krążeniu danych bazowych kształtujących osobowość. Dobitnie pokazuje to scena, w której zmieniona po operacji plastycznej matka Harrego, Sara, z desperacją i wyrzutem wypomina synowi: „Ty wcale na mnie nie patrzysz!” Żałosna figura przywołuje na myśl inne obrazy z życia rodzinnego. Te pokazane na scenie i te znane z życiowego doświadczenia. W głosach i postawach rodziców bohaterów odbija się echem nie użyta w spektaklu ale pasująca fraza: „Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię!” Każdy z głównych bohaterów wola to bezgłośnie do siebie, a niememu wołaniu odpowiada głuche echo.
Tęsknota za prawdziwością, za byciem widzianym i zauważonym, czy docenioną i kochaną prowadzi bohaterów do sięgania po placebo spełnienia, jednak bez możliwości osiągnięcia sukcesu. Bo, w pierwszej kolejności nie widząc siebie samych, więc nie mają możliwości pokazać się nikomu na zewnątrz. Stąd uwikłanie w próby tworzenia obrazów siebie z dostępnych elementów mozaiki, odbić w telewizyjnych lustrach, planów i ambicji innych ludzi, pragnień ciągnących szybko do przodu po zaspokojenie. Kończy się w pustce, w potłuczonym kalejdoskopie, w którym pływają zawieszone w organicznej mazi podobizny osób.
A wszystko to pokazane w 125 minut, w formie estetycznej, w której zadbano o najmniejszy szczegół, taki jak światło odbijające się w brokacie pod oczami asystentki doktora, tworzące wyimaginowane, choć sugestywnie prawdziwe łzy. Pokazane płynnie, jak taneczny ruch aktorów, wymagający i dopracowany. Szeroko, mimo wąskiej przestrzeni sceny i niewielkiej widowni, w sali wyłożonej holenderskimi kaflami z czasów, kiedy przed wojną była tu mykwa żydowska. Warto się w tej przestrzeni znaleźć.
Kulturalny konferansjer, 14 września 2025
Link: https://kulturalnykonferansjer.pl/blog/teatr-barakah-w-krakowie,34/requiem-dlasnow,106
Zanim podzielę się z Wami wrażeniami ze spektaklu „Requiem dla snu” w Teatrze BARAKAH w Krakowie w reżyserii Michała Nowickiego pozwólcie na odrobinę prywaty. To bowiem SETNA recenzja na mojej stronie (filmów jest nieco mniej, bo 93). Bardzo się cieszę z tego (już nie takiego małego) jubileuszu i dziękuję wszystkim, dzięki którym projekt Kulturalny Konferansjer się rozwija :) Czuję ogromne wsparcie (możecie się do niego dołożyć regularnie lajkując, komentując i udostępniając posty, a jeśli ktoś ma możliwość, będzie mi miło jeśli wesprzecie mnie przez wirtualną kawą przez buycoffee – link TUTAJ) i bardzo jestem za nie wdzięczny.
Wdzięczny też jestem ogromnie życzliwej ekipie magicznego miejsca na mapie Krakowa, jakim jest Teatr BARAKAH, za zaproszenie na ich „Requiem dla snu” (już niedługo widzimy się tam na ich kolejnej premierze). Nie jest to spektakl miły, łatwy i przyjemny (czego można domyślić, znając choćby ze słyszenia filmową kanwę Darrena Aronofsky’ego), nie mniej to dzieło ważne (czy oni w BARAKAH robią w ogóle inne?) i doskonale zagrane. To jeden z tych spektakli, po których zamykając oczy czujecie pod powiekami nieprzyjemny piasek oglądanych scen, po którym macie ochotę umyć ręce, by zmyć z nich cały brud świata, ale jednocześnie zadzwonić do bliskich, by powiedzieć, jak bardzo ich kochacie i jesteście wdzięczni, że są z Wami.
Spektakl zaczyna się płynącą w hip-hopowym rytmie piosenką śpiewaną przez grupę wyluzowanych, młodych i uśmiechniętych ludzi. Po spektaklu nie będą już tak wyglądać, ich uśmiechy będą w nim stopniowo gasły, ich życie wypełnione uzależnieniami i toksycznymi relacjami rodzinnymi i przyjacielskimi, będzie niczym złe bóstwo żądać złożenia ofiar z samych siebie. Będziemy oglądać ich walkę i ich upadek w szeregu kolejnych mocno surrealistycznych scen, oniryczno-narkotycznych majaków, w których przeszłość splata się z teraźniejszością, a nadziei na przyszłość nie ma. Jest za to głód: narkotyczny, ale też głód miłości, bliskości i sensu, a także pogoń za pięknem i młodością oraz urzekające miraże świata, kuszącego łatwymi rozwiązaniami.
Dużo tu brutalności, także w warstwie językowej (chyba wolałbym nieco mniej wulgaryzmów, choć to raczej próba zagłaskania rzeczywistości, która krzyczy właśnie tak zwanymi „brzydkimi słowami”), ale urzekło mnie wplecenie w narrację cytatów z Wyspiańskiego (i sporej ilości rymowanych tekstów). Jakby jeszcze bardziej chciano nam powiedzieć, że historia od lat toczy się niezmiennymi torami rozjeżdżając po drodze zbyt słabych, by przetrwać. Reżyserowi spektaklu Michałowi Nowickiemu udało się niezwykle dużo wyciągnąć z każdej postaci, a choreografia (dzieło grającej w spektaklu Martyny Dyląg) i wykonywana na żywo przez Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa muzyka wraz z projekcjami wideo i uproszczoną scenografią (brawo za lodówkę wymownie nawiązującą do filmu, ale też podkreślającą przez przechodzące przezeń osoby surrealizm tej rzeczywistości) dopełniają całości. Tradycyjnie wolałbym jedynie, by ten dwugodzinny spektakl był nieco krótszy. Myślę też, że dobrze byłoby zrobić wersję nieco oczyszczoną, uładzoną i przez to dostępną dla widzów młodszych niż zakładane 18+. Bo to może być cenna lekcja i terapia szokowa. „Straszny ten świat” – słyszymy i ciężko się z tym nie zgodzić.
Nie sposób nie pochwalić autorów. Monika Kufel jako Ima pokazuje niezwykłą dojrzałość, budując postać matki wielowymiarowo. Smutek i chęć poprawy swojego życia oraz naiwność mieszają się z miłością i nienawiścią odczuwanymi wobec syna. Niezwykle mocno upadek swojej postaci prezentuje Aniela Płudowska, której Love w ostatniej scenie naprawdę staje się wrakiem człowieka (aktorka jest odpowiedzialna także za scenariusz i dramaturgię). Znakomity jest ekspresyjny, przejmujący monolog, jaki wygłasza Dawid Tas, niesamowity jest też dialog między Markiem Puchowskim a rodzicami (Monika Kufel i Michał Kościuk). Ten ostatni świetnie wciela się też w rolę (pseudo?)terapeuty oraz sprzedawcy marzeń. Wspaniałe są wreszcie jego dwa „aniołki”, czyli wspomniana już jako choreografka Martyna Dyląg i (last but not least) Kacper Kujawa. Ma ten chłopak w swoim zaangażowaniu, skupieniu, spojrzeniu i grze coś magnetycznego i sprawiającego, że zapada w pamięć (i stawiam, posiłkując się też opiniami innych recenzentów, że jeszcze będzie o tym aktorze głośno w polskiej sztuce). Cały zespół daje z siebie wszystko i choć emocje są duże nie ma tu niepotrzebnych szarż czy nieszczerości. A przez to całość jest jeszcze bardziej dramatycznie smutna. Mam nadzieję, że dla wielu ten smutek będzie jednak oczyszczający, motywujący i inspirujący. Mamy jeszcze szansę, bo w odróżnieniu od bohaterów:
„Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera.
Gramy w nim swoje role, naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej co się skończy źle
Jeszcze nie. Długo nie…”
(może to cytat nie na miejscu, ale dajcie mi prawo do odrobiny optymizmu na koniec).
Nawias Otwarty, 13 czerwca 2024
Link: https://nawiasotwarty.pl/requiem-dla-snow-niepokojaco-dobry-spektakl/
Pamiętacie zasadę Hitchcocka? Film powinien zacząć się trzęsieniem ziemi a potem napięcie ma rosnąć. Tak właśnie zaczyna się spektakl Requiem dla snów Michała Nowickiego według scenariusza Anieli Płudowskiej. Mocny akcent muzyczny otwiera serię niefortunnych zdarzeń. A jej początkiem i końcem jest człowiek.
Jestem prawdopodobnie jedną z niewielu osób, które nie widziały wcześniej filmu Requiem dla snu Darrena Aronofsky’ego. Spektakl tak mnie poruszył, że już sobie ten brak nadrobiłam. Pamiętam jednak, że w kółko słuchałam tytułowego utworu muzycznego. Jego hipnotyczne brzmienie doskonale oddaje tematykę – zarówno filmu jak i spektaklu.
Podobnie grana na żywo przez Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa ścieżka dźwiękowa w spektaklu Teatru Barakah: buduje niepokój i dziwną, niepokojącą harmonię dźwięków i słów. Czasem kontrastowo do kontekstu jest radosna i pełna energii, czasem brzmi głucho i beznamiętnie.
Fabułę spektaklu mogłabym określić jako seria majaków o uzależnieniu, przekraczaniu granic, schizofrenii i poczuciu bezsensu. To wygrywane przez cały spektakl requiem dla marzeń, planów, zwykłej, rutynowej codzienności. Terapia szokowa, na pewno bardziej skuteczna od tych zaproponowanych przez groteskową grupę wsparcia ze spektaklu.
Doskonale zagrane sceny i monologi utworzyły gęstą sieć utkaną z trudnych emocji a po wyjściu z teatru nie mogłam odeprzeć uczucia narastającego smutku. Aktorzy włożyli w przygotowanie swoich postaci duszę i serce. Wszyscy byli znakomici: Aniela Płudowska, Monika Kufel, Martyna Dyląg, Michał Kościuk, Kacper Kujawa, Marek Puchowski, Dawid Tas. Potężna dawka emocji w słowach i gestach.
Trudno oglądać takie historie komuś, kto ma ogromne pokłady empatii a emocje z otoczenia chłonie jak gąbka. Myślę jednak, że ten spektakl byłby znakomitą lekcją dla młodzieży licealnej. Dużo bardziej wartościową ze względu na swoją aktualność niż przerabiane na siłę średniowieczne romanse czy XIX-wieczne patriotyczne poematy. I choć uwielbiałam Mickiewicza, taki spektakl na pewno zapadłby mi w pamięć na dłużej i nauczyłby mnie więcej o współczesnym świecie. A gdyby jeszcze połączyć go z rozmową z twórcami – co to by była za lekcja wychowawcza!
Odniesienia do filmu Aronofsky’iego były pewnie oczywiste dla każdego, kto ten film znał wcześniej. Podobnie jak do pozostałych znanych widzom inspiracji autorki. Jednak znajdziemy tu również wiele innych dróg interpretacji. Upiorne bliźnięta (znakomicie zagrane role Martyny Dyląg i Kacpra Kujawy!) przywodzą na myśl przerażające siostry-duchy ze Lśnienia. Diety cud, kult pięknego ciała, reklamy treningów kojarzą się z migawkami z życia celebrytów w mediach społecznościowych. Pokraczny talent show dla ludzi znanych z tego, że są znani też mógłby znaleźć swój odpowiednik w naszej codzienności. Pop kultura stanowi tutaj tło ludzkich dramatów. Trudno o takim spektaklu powiedzieć, że się spodobał. Ale tak: zadziwił, zaskoczył, przeraził, poruszył. Zapadł w pamięć. Będę go jeszcze długo wspominać. Polecam!
Spektakl obejrzałam dzięki zaproszeniu od Teatru Barakah w Krakowie – bardzo dziękuję.
I Jestem Spełniony, 16 lutego 2025
Link: https://ijestemspelniony.pl/wyrwa-w-matrixie/
Pamięć pokolenia jest krótka. Ludzie nie chcą słuchać historii o tym, co było kiedyś i gdzie indziej. Liczy się tylko tutaj i teraz, a najlepiej z grubym portfelem, nieskazitelną urodą i szczęściem wprost z reelsów na Instagramie. My ludzie dziś wpadamy bardzo łatwo w pułapkę życia wyobrażeniami. Zakryci nowymi filtrami do upiększania, myślimy o tym, co by było, gdyby… Samozachwyt, skupienie się na sobie, niedostrzeganie innych, ślepe dążenie za trendami, to tylko wątła ścianka z płyty karton-gips. Za nią kryje się najmroczniejszy sekret, choroba wciąż rozwijającego się świata. Jest nią samotność.
O tym, do czego może prowadzić, opowiada spektakl „Requiem dla snów” z krakowskiego Teatru Barakah. Dramat Anieli Płudowskiej opowiada nie tylko o relacji matka – syn (Hans – Ima) czy chłopak – dziewczyna (Hans – Love). To opowieść o ludziach, tak samotnych, że biją z nich pustka i chłód międzygalaktycznej nicości. Będąc w relacji z drugim człowiekiem, pozostają wciąż samotni. Hans (Marek Puchowski) nie radzi sobie z dorosłością, przedwczesną śmiercią ojca, popada w nałóg. Życie w narkotycznej wizji staje się dla niego bardziej realne niż to, z którym zmierzyć się nie potrafi. Podobnie Love (Aniela Płudowska), która dzięki Hansowi poznała, czym jest głęboka miłość. Niestety to nie wystarcza, bagaż doświadczeń, niedomknięty proces psychoterapii, poczucie pustki zwyciężają. Oboje starają się być szczęśliwymi, jednak tylko na haju im się to udaje. W innej rzeczywistości nie umieją już żyć.
Osamotnienie Imy (Monika Kufel) początkowo przybiera formę idealizacji syna. Jednak z czasem kobieta uwiedziona tanim chwytem reklamowym, decyduje się na terapię odmładzającą. Ma być szybko, bezboleśnie. Rzeczywistość okazuje się brutalna, przepełniona bólem, a finalny efekt tylko złudną chwilą, prowadzącą do niesamodzielności. Ta postać, wykreowana przez Monikę Kufel, wyciąga ze mnie ogromne pokłady smutku, co rzadko rzadko odnajduję w teatrze.
Spektakl w reżyserii Michała Nowickiego, mimo że momentami zbyt głośny, to uszyty tak, aby z każdej postaci wycisnąć jak najwięcej tego, co skrywa wewnątrz. Dealer narkotyków (Dawid Tas) nigdy nie miał okazji być tak naprawdę dzieckiem. Wcielający się w podwójną rolę terapeuty i szarlatana, mającego odmłodzić Imę, Michał Kościuk goni tylko za pieniędzmi. Być może tylko one decydują o jego statusie. Bez majątku byłby tylko kolejnym przestraszonym człowiekiem. Świat, który wykreował reżyser, toczy się w swoim rytmie, pulsuje, przyspiesza, po to, aby zaraz popaść w kolejną agonię. Zdaje się, że jest tak odległy od naszych uporządkowanych żyć. Czy jednak na pewno?
„Requiem dla snów” jest bardzo bliskie codzienności. Wulgaryzmy stały się częścią języka parlamentarnego, fizjologia będąca jeszcze kilkanaście lat temu tabu, już nie krępuje, na każdym kroku mówi się o poprawianiu urody, a osoby uzależnione to nie tylko margines, ale czasem szczyt drabiny społecznej. Scena przy ulicy Paulińskiej po raz kolejny stała się zwierciadłem tej koślawej rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Może głębokie słuchanie tego requiem pozwoli spojrzeć na nią inaczej, zapełnić dziurę samotnej codzienności albo ją przynajmniej wyciszyć?
Teatr dla Wszystkich, 14 czerwca 2024
Link: https://teatrdlawszystkich.pl/lux-aeterna/
Requiem dla snu to film z kategorii tych, które wystarczy obejrzeć raz, by zapamiętać je do końca życia. Po prawie 25 latach od premiery Sara Goldfarb i spółka wracają za sprawą Teatru Barakah, który konsekwentnie kontynuuje obraną przez siebie drogę inspirowania się klasykami kinematografii. Na deskach przy Paulińskiej „gościli już” m.in. Lars von Trier, Rob Reiner czy Roman Polański. Do tego grona dołącza Darren Aronofsky (a wraz z nim na drugim planie Hubert Selby jr. – autor zekranizowanej powieści).
Spektakl Requiem dla snów (liczba mnoga nieprzypadkowa) w reż. Michała Nowickiego to opowieść o zagubieniu pudrowanym ułudą, nieustanną pogonią za szczęściem i akceptacją. Fabuła przedstawienia czerpie z głównych wątków filmu, ale należy je traktować bardziej jako punkt wyjścia do myślenia o teraźniejszości i współczesnych uzależnieniach (klasyczni narkomani ze strzykawkami w rękach to w zasadzie wymarły gatunek – dosłownie i w przenośni). Od dawna ćpanie odbywa się w „zwykłych warunkach”: w domu, na imprezach czy w szkołach/uczelniach. Czasy się zmieniły, a dobra „vixa” jest czymś, co tworzy zasięgi na tik-toku.
Taki jest też spektakl Requiem dla snów – szybki, energetyzujący, świetnie skrojony muzycznie (pod tym względem bliżej mu do Trainspotting) i jeszcze lepiej pozszywany dramaturgicznie (najlepiej spośród ostatnich premier w Barakah) – zapewne w dużej mierze dzięki tekstowi Głodni Anieli Płudowskiej. Aktorsko każdy z występujących ma dużo przestrzeni dla siebie, dzięki czemu wątki nie nużą, poszczególne sceny dobrze się uzupełniają, a bohaterowie mogą zaprezentować wachlarz swoich umiejętności. Tu warto wyróżnić przede wszystkim dwie postaci: Michała Kościuka jako Sprzedawcę/Chirurga/Terapeutę/Ojca/ i Dawida Tasa w roli Cygana. Pierwszy uwodzi swoją nonszalanckością, świetnie czując się w roli prestidigitatora mamiącego Sarę (Monika Kufel) w kwestii operacji plastycznych (choć dla mnie lepiej wypada w roli terapeuty – na NFZ jak mniemam). Drugi z kolei łączy umiejętności wyniesione z teatru tańca z dramatycznym sznytem. Jego monolog na głodzie jest naprawdę poruszający, stanowi moment wyciszenia, dzięki czemu widownia może w skupieniu przeżywać wypowiadane słowa.
Najnowsze przedstawienie Michała Nowickiego ogląda się bardzo dobrze. Jest dopracowane pod wieloma względami: choreograficznym, muzycznym, scenograficznym, kostiumowym. Wszystko się tu spina (a chcąc być uczciwym muszę przyznać, że bywa z tym różnie w innych realizacjach Barakah). Co bardzo ważne, sceny wzięte z filmu, jak jedna ze słynniejszych, gdzie Harry i Marion leżą na podłodze, patrzą w sufit i myślą o przyszłości nie rażą „rekonstrukcją”, ale mają w sobie autentyczny, emocjonalny ładunek. To duża sztuka zagrać kultowe sceny tak, by dać im własną interpretację. Szkoda, że Jared Leto odwiedził Kraków równo miesiąc przed premierą Requiem dla snów, może gdyby wiedział co się święci… who knows?
Kulturatka.pl, 16 czerwca 2024
Link: https://www.kulturatka.pl/2024/06/15/requiem-dla-snow-w-teatrze-barakahrecenzja/
Spektakl Requiem dla snów wystawiany w Teatrze Barakah nawiązuje do znanego filmu o zbliżonym tytule. Skojarzenie z wielokrotnie obejrzanym filmem postawiło poprzeczkę bardzo wysoko. Z tego powodu nie każdy może odnaleźć w tej sztuce to, co otrzymał oglądając film. Jednakże odbiorcy mogą dostrzec przesłanie w odniesieniu do znanych historii o uzależnieniu, a być może nawet do własnych doświadczeń.
Podobnie jak w filmie widzimy tu historię czwórki bohaterów uzależnionych od różnych „narkotyków”. Telewizja, substancje psychoaktywne, leki, chęć pozostania młodym, obsesyjne odchudzanie to te elementy, które mogą sprawić, że zatracimy się w swoim dążeniu. Szybkie tempo, za którym trzeba codziennie nadążyć sprawia, że utrzymanie się na powierzchni staje się coraz trudniejsze. Problemy z samoakceptacją, brak wsparcia najbliższych, nagromadzenie wydarzeń, z którymi trudno sobie poradzić, to prosta recepta na sięgnięcie po proste rozwiązania.
Głębokie przesłanie może być trudniejsze do dostrzeżenia przez nagromadzenie wulgaryzmów, chociaż dla niektórych mocny przekaz będzie atutem. Trudny temat wymaga mocnego języka. I ten właśnie zabieg wykorzystali reżyser, Michał Nowicki oraz autorka scenariusza, Aniela Płudowska. Jednak wrażliwych odbiorców zniechęcić mogą wulgaryzmy, których w sztuce „Requiem dla snów” jest sporo (dla przykładu „nie mogę pierdnąć, nie mogę beknąć”’, „zaraz się zesram”, „co za ch*j-k**as pozwoli jej się sz***ić’, „przyjdziesz do mnie z pustym żołądkiem i pełną zatwardzenia d*pą”).
Nie sposób nie wspomnieć o muzyce granej na żywo. Perkusja i gitara pozwalają odpocząć od trudnego w odbiorze tekstu. W celowo ubogiej scenografii na uwagę zasługuje lodówka, która w trakcie przedstawienia okazuje się być elementem ruchomym. Przez większość spektaklu pełni funkcję miejsca, przez które przechodzą aktorzy, co jest ciekawym rozwiązaniem.
Na uznanie zasługuje również gra aktorska, która jest na wysokim poziomie. Aktorzy mają okazję zaprezentować zarówno swoje umiejętności wokalne w czasie rapowania, jak i taneczne. Jest to mocny punkt spektaklu i chętnie zobaczymy ich w kolejnej odsłonie.
Dla kogo jest ten spektakl? Intencją reżysera być może było zaimponowanie odbiorcy, co sugerowałoby młody wiek potencjalnego widza. Nie wydaje się to jednak być dobrym pomysłem w związku z mocnym przesłaniem sztuki. Teksty, które były popularne kilkanaście lat temu nie trafią do młodzieży, ponieważ będą dla nich niezrozumiałe („masz ciotę”, „coco jumbo i do przodu”). Może nie trafić też do wszystkich dorosłych odbiorców w związku z bezkompromisową prezentacją tematu. Z pewnością sztuka znajdzie swoich wielbicieli, ponieważ jest to spektakl, który pozostaje z widzem na długo.
Popkulturowcy.pl, 15 czerwca 2024
Link: https://popkulturowcy.pl/2024/06/15/requiem-dla-snow-recenzja-spektakluniewygodny-i-szczery-do-bolu/
Współczesny świat pełen jest nałogów, które tylko czyhają na bezbronnego człowieka. Uzależnienie od alkoholu, narkotyków, kofeiny czy świecących, kolorowych ekranów. Wreszcie uzależniamy się także od dotyku drugiej osoby, poczucia życiowej satysfakcji oraz bezgranicznego uczucia szczęścia. Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić dla nałogu? Na to i wiele innych pytań stara się odpowiedzieć teatr BARAKAH w swoim najnowszym spektaklu.
Requiem dla snów to nowa sztuka wystawiana na scenie krakowskiego teatru BARAKAH. Za reżyserię spektaklu odpowiada Michał Nowicki, zaś scenariusz stworzyła debiutująca w tej roli Aniela Płudowska. Na scenie prezentują się: Martyna Dyląg, Michał Kościuk, Monika Kufel, Kacper Kujawa, Aniela Płudowska, Marek Puchowski oraz Dawid Tas.
Requiem dla snów to wizja współczesnego świata, który każdy z nas zna, a jednak często zdaje się go nie widzieć. To historia uzależnionej od narkotyków młodej dziewczyny, która cierpi z powodu autodestrukcyjnych skłonności. Samotnej matki, która po samobójczej śmierci męża pragnie znów poczuć się piękna. To także historia dwudziestoparoletniego mężczyzny próbującego jakoś poskładać się w swoim trudnym świecie. Wreszcie to historia każdego z nas, choć trudno byłoby to przyznać na głos. Bowiem każdy z nas pragnie poczuć się kochanym, pięknym i szczęśliwym w tym często do bólu brutalnym świecie.
Spektakl przede wszystkim wyróżnia poruszana problematyka. Na przykładzie kilku postaci i ich historii Requiem dla snów dotyka wielu istotnych, a jednak często niewygodnych tematów. Co ważne, problemy te są jak najbardziej aktualne we współczesnym świecie i wielu z nas może się z nimi utożsamić. Spektakl dotyka tematu uzależnień, braku wsparcia ze strony rodziny, samoakceptacji, chęci uznania i bycia potrzebnym. Co więcej, wymienione problemy stanowią tylko wierzchołek góry lodowej.
Requiem dla snów przesycony jest emocjonalnymi scenami, a każda kolejna kwestia zdaje się mocniejsza niż poprzednia. Fakt, że język w spektaklu bywa brutalny i bezpośredni, jeszcze bardziej wpływa na odbiór całego dzieła. Wszystkie ciężkie słowa padają wprost, a spektakl wręcz nasycony jest emocjami. Nie ma też chwili na oddech, żadnej luźniejszej sceny. Wszystko to sprawia, że wychodzimy z teatru lekko zmęczeni z głową pełną niewygodnych przemyśleń i refleksji.
Aktorstwo jest wprost niesamowite. Naprawdę rzadko zdarza się, aby każdy z aktorów wypadł tak dobrze, że nie sposób nikogo wyróżnić. To, ile emocji i autentyczności przedstawili aktorzy na scenie, trudno opisać. Każda kolejna scena wywoływała zdumienie i podziw, a kilka monologów na pewno zostanie ze mną na dłużej.
Requiem dla snów to również wspaniale dopracowana choreografia Martyny Dyląg oraz muzyka na żywo w wykonaniu Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa. Elementy te dopełniły całości obrazu i jeszcze mocniej podkreśliły poruszaną tematykę. Sam numer kończący spektakl stanowił idealne podsumowanie historii i myślę, że długo odbijał się echem w głowach wychodzącej publiczności.
Requiem dla snów w reżyserii Michała Nowickiego to szczera do bólu, współczesna i jakże prawdziwa historia zagubionych w świecie, samotnych ludzi. Spektakl dopracowany jest w każdym calu, dzięki czemu wszystkie elementy świetnie ze sobą współgrają. Dzieło pozostawi was z nieprzyjemną refleksją, a jednak to właśnie ona jest w tym wszystkim najważniejsza.
Ona Recenzuje, 6 lipca 2024
Link: https://onarecenzuje.wordpress.com/2024/07/06/mam-w-sobie-cos-cokrzyczy/
Requiem dla snów(reż. Michał Nowicki) Teatru Barakah, to spektakl oscylujący pomiędzy brutalnym studium uzależnienia, a onirycznymi wizjami głównych bohaterów.
Przedstawienie na podstawie dramatu Anieli Płudowskiej Głodni inspirowane kultowym filmem Darrena Aronofsky’ego jest opowieścią o poszukiwaniu sensu w świecie zdominowanym przez kult sukcesu i potrzebę natychmiastowej gratyfikacji. Twórcy przefiltrowują scenariusz oryginalny filmu przez własną wrażliwość nadkładając na niego popkulturowe kalki. Spektakl rozpoczyna scena hip – hopowego dissu, w którym główni bohaterowie wytykają negatywne cechy współczesnego stylu życia: presję bycia fit, obsesyjne dążenie do sukcesu. Kończy się ona gwałtownym przejściem od energetycznego intro do nagłej ciszy. Ten budujący napięcie chwyt jest wykorzystywany przez cały spektakl.
W kolejnej scenie treningu w fitness klubie (ciekawy pomysł użycia kolorowych skrzynek jako przyrządów do ćwiczeń) poznajemy lepiej bohaterów spektaklu. Harry’ego (Marek Puchowski) i jego przyjaciół (Aniela Płudowska, Dawid Tas) łączy wspólna motywacja do zmian, np. chcą lepiej zarabiać, zdrowo się odżywiać, budować dobre relacje. Źródłem tej motywacji jest lęk mający swoje podłoże w traumatycznych doświadczeniach z przeszłości. Bohaterowie przedstawienia podejmują więc rozpaczliwe próby zmiany swojego życia na lepsze. Pochodząca z zamożnej rodziny dziewczyna Harry’ego chodzi na terapię grupową. Terapia, podobnie jak fitness, okazuje się zupełnie nieskuteczna, ponieważ jest prowadzona przez coacha- szarlatana, ignorującego potrzeby swoich pacjentów. Sceny sesji terapeutycznych pokazane w parodystyczny sposób ośmieszają praktyki samozwańczych terapeutów – świetna rola Michała Kościuka. Twórcy są momentami bardzo radykalni w swojej ocenie rzeczywistości: w świecie przedstawionym spektaklu fitness, medycyna estetyczna i psychoterapia są pokazane jako działania, które mogą przynieść więcej szkody niż korzyści. Tak radykalne podejście może wydawać się trochę naiwne, ale ma swoje uzasadnienie. W świecie Requiem dla snów istnieje ogromna przepaść pomiędzy jednostką,a systemem. Wszelkie działania są pozorowane, słowa wsparcia okazują się tylko garścią sloganów. Ukojenie dają tylko miraże z pogranicza narkotycznego snu.
Te oniryczne sceny nie zawsze się zazębiają, ale mają duży ładunek emocjonalny. Bardzo ciekawe są układy choreograficzne duetu Kujawa-Dyląg. Sekwencje choreograficzne często wykonywane w tle głównych wydarzeń dodają spektaklowi intensywności; mają również charakter symboliczny. Kujawa i Dyląg, tworzą parę bliźniaków (identyczne peruki, topy z przezroczystej siateczki), które jednak czasem przerywają swoją symbiozę odgrywając przeciwieństwa.
W jednej ze scen Dyląg – staje się kokainą (niosącą ukojenie i jednocześnie destrukcyjną substancją), a Kujawa wchodzi w rolę osoby obnażającej w profetycznym widzie skutki jej zażywania. Taka niekonsekwencja w symbolice pozbawia niektóre sceny jasnego przekazu, ale z drugiej strony sprawia, że rzeczywistość spektaklu wydaje się płynna, plastyczna, podatna na odkształcenia.W spektaklu o wiele ciekawsze od autodestrukcyjnych zachowań głównych bohaterów są ich traumatyczne doświadczenia z przeszłości. Przyjmują one formę flashbacków tworzących oddzielne narrację. Dzięki nim lepiej poznajemy relację łączące główne postaci. Szczególnie interesująca jest dynamika relacji Harrry’ego z matką.
Duża w tym zasługa Moniki Kufel tworzącej postać matki – kobiety współodczuwającej dogłębnie cierpienia swojej rodziny, ale pozbawionej jakiejkolwiek sprawczości.
Na początku wydaje się, że jest ona w lekkiej depresji z powodu wyprowadzki syna. Później dowiadujemy się, że przyczyny jej nagłej chęci zmiany swojego wyglądu są skutkiem wypierania traumatycznych sytuacji z przeszłości – nieudanej relacji z mężem zakończonej jego samobójczą śmiercią. Te doświadczenia odbijają się negatywnie na synu, który zaczyna sięgać po narkotyki, a może sięgał po nie już wcześniej. Jednym z najciekawszych fragmentów spektaklu jest scena emocjonalnej rozmowy Harry’ego z rodzicami, w której syn obwinia rodziców o ich zaniedbania i codzienny marazm. Widzimy w niej ojca (Michał Kościuk) bezradnego wobec problemów syna i matkę, która wypiera problemy rodziny. Realizm tej sceny przebija przez oniryczne warstwy spektaklu uświadamiając nam, że nawet najpiękniejszy instagramowy sen kiedyś się skończy…
UJOT FM, 17 czerwca 2024
Link: https://ujot.fm/jestes-moim-sproszkowanym-szczesciem/
Czy życie musi być przepełnione nałogami? Jaka jest definicja nałogu? Czym on może być? Czy w dzisiejszym świecie da się żyć bez żadnego nałogu? Czy nałóg jest skutecznym remedium na troski życia codziennego? Skutecznym sposobem na ucieczkę od (często bolesnej) rzeczywistości? Czym zaspokoić nieznośny głód? Głód spowodowany wieloma nałogami – to narkotyki, zabiegi medycyny estetycznej, ale także potrzeba drugiej, bliskiej osoby jako nałóg.
Na małej scenie krakowskiego Teatru Barakah został przedstawiony w pigułce współczesny świat, w jakim przyszło nam żyć. Przebodźcowany i potrzebujący ciągłej stymulacji. Bohaterowie pragną za wszelką cenę znaleźć jak najwięcej i najbardziej skutecznych sposobów na ucieczkę od prawdziwej rzeczywistości i tym samym uśmierzenia bólu egzystencjalnego. Ucieczka od trosk, szarej rzeczywistości i zmartwień. Człowiek jest tak naprawdę tylko marionetką w rękach nałogu, który w początkowej fazie kusi, nęci, zachęca go do zaznania przyjemności.
Pojawił się watek nałogu narkotykowego, ale również (myślę, że dla wielu wciąż nieoczywistym jest postrzeganie jej w kategoriach nałogu) nieustanna pogoń za doskonałym, często nierealistycznym wyglądem.
Symbolem tego biegu stała się rola Moniki Kufel, która wcieliła się w postać kobiety w bardzo ciasnej cekinowej sukni z owiniętą wokół siebie przezroczystą folią. Przez wiele lat folia stanowiła (miejmy nadzieję, że już nie stanowi) symbol i podstawę każdej diety. Ten odchudzający mit głosi, iż owinięta w nią kobieta przyspieszy diametralnie swój proces, którego celem jest osiągnięcie wymarzonej sylwetki. Omamiona bohaterka za wszelką cenę dąży do wymarzonej figury, nawet kosztem zdrowia. Początkowe jęki bólu aktorki, później zadowolenie z efektów, na samym końcu degradacja, autodestrukcja spowodowana uzależnieniem od zabiegów medycyny estetycznej i środków na odchudzanie. Jesteśmy świadkami nawet tego, że ląduje w szpitalu z wielką pieluchą, stając się całkowicie niedołężną osobą. Jednak nie tylko w jej przypadku, ale również w historiach pozostałych postaci jest to sposób na ucieczkę od trudów codzienności.
Jeden z bohaterów, Harry (Marek Puchowski) nazwał swój nałóg sproszkowanym szczęściem. Według mnie, można traktować to stwierdzenie jako kwintesencję całej historii przedstawionej na deskach Barakah. Narkotyki, środki na odchudzanie, czy autodestrukcyjna miłość, której podłożem był nałóg narkotykowy mają więcej punktów wspólnych niż rozłącznych. Mają wspólny cel: zniszczyć człowieka.
Kiedy siedziałam nad tym tekstem, pisałam, kasowałam, zastanawiałam się: jak zwięźle przekazać to, co najważniejsze? I doszłam do wniosku, że to pytanie jest nieadekwatne do tego spektaklu, bowiem wszystko było niezmiernie ważne. Weźmy na pierwszy ogień nie aktorów, lecz równie znaczących bohaterów drugiego planu. Mowa tutaj o doskonałej scenografii, efektach świetlnych, czy muzyce. Wszystkie wymienione elementy w sposób szczególny i przeszywający oddały w pełni atmosferę chaosu i zagubienia dziejącego się w umyśle marionetki jaką jest narażony i uzależniony od wielu nałogów współczesny człowiek.
Przyszła pora na aktorów. Kto się wyróżnił? Wszyscy. Znowu nieadekwatne pytanie. Odniosłam wrażenie, że wszyscy odegrali swoje role w sposób prawdziwy. Tak. Prawdziwy i trafiający do duszy. Do wnętrza człowieka. Wszyscy potraktowali to przedstawienie jakby było ich ostatnim. Jakby na zawsze musieli porzucić aktorstwo. Gdyby ktoś jednak trzymał pistolet przy mojej skroni i kazał mi wybrać jedną z tych osób, powiedziałabym, że na szczególną uwagę zasługuje Dawid Tas, którego bohater udręczony był wieloma traumami z przeszłości. Najbardziej utkwiła mi w pamięci scena jego intymnego i bardzo osobistego monologu, który był swego rodzaju studium jego życia, ale także pokazem wrażliwości. Pokazem w dobrym sensie. Pokazem pozbawionym wszelkiej próżności. Pokazem wynikającym z potrzeby serca. Potrzeby serca umęczonego przeszywającym cierpieniem. Ciało aktora było tak plastyczne, że byłam w stanie dostrzec na każdym milimetrze jego twarzy szereg elementów (prawdziwych elementów) tworzących niezwykle emocjonalny przekaz.
Fundament Requiem dla snów tworzy dramat Anieli Płudowskiej pt. Głodni, film Darrena Aronofsky’ego, książka Huberta Selby’ego Jra, a także Heroina Tomasza Piątka.
Wszystkie przedstawione historie prowadzą do smutnej refleksji. Człowiek nie może żyć bez nałogów, jednocześnie wiedząc, że one prowadzą go do zguby, ruiny, a nawet w skrajnych przypadkach do śmierci. A dla kogo jest ta sztuka? Każdego, kto lubuje się w egzystencjalnych podróżach po meandrach ludzkiej chaotyczności. Każdego, kto lubi wpuszczać do swego wnętrza bagaż emocjonalny trudnych ludzkich historii, który jest potrzebny do przeżycia katharsis. Każdego, kto ceni prawdziwość. Prawdziwość emocji. Prawdziwość przeżyć. Prawdziwość obrazu współczesnego świata.
BIS AGH, 14 czerwca 2024
Link: https://bis.agh.edu.pl/tpost/od0a5fkpi1-uwikani-w-uzalenienia
8/06/2024 odbył się premierowy spektakl, pt.: Requiem dla snów, w reżyserii Michała Nowickiego, w krakowskim Teatrze Barakah. Sztuka została przygotowana na podstawie dramatu Anieli Płudowskiej pt. Głodni, inspirowanego filmem Darrena Aronofsky’ego, książką Huberta Selby’ego Jra oraz Heroiną Tomasza Piątka.
Requiem dla snów przedstawia spektrum uzależnień współczesnego świata, w tym przypadku jest to problematyka związana m.in. z lekomanią, kompulsywnym jedzeniem, oglądaniem telewizji i nałogami narkotykowymi. Wydaje się, że kwestia dotyczy wielu z nas, ponieważ nawyki przejmują kontrolę nad ludźmi. Możemy być uzależnieni od telefonu, relacji, miłości. Wszyscy bohaterowie przedstawienia posiadali swoje “słabości”, które zważyły na ich losie.
Historia Imy, (w roli Monika Kufel), obrazuje samotność osoby w średnim wieku oraz siłę manipulacji środkami masowego przekazu. Samotna wdowa pragnie zmienić swoje życie, ponownie stać się atrakcyjną kobietą, jak za czasów młodości.
Młodsze pokolenie; jej syn (Marek Puchowski), jego dziewczyna (Aniela Płudowska) i ich przyjaciel (Dawid Tas) mają słabość do substancji odurzających. Uzależnienie od narkotyków twardych powoduje stałe zmiany w organizmie. Wycieńczeni przez nałóg, są w stanie oddać wszystko za kolejną działkę.
Interesującą postacią jest terapeuta (Michał Kościuk), który zdaje się być wciągnięty w niezdrowy świat używek. Jego rola została ukazana nieco w karykaturalnej odsłonie, gdyż nie angażuje się on w swoją pracę, powtarza te same teksty pacjentom, co zdaje się metaforycznie opisuje terapie. Mężczyzna wykorzystuje pacjentki, traktuje niehumanitarnie, oferując im “materialną” pomoc, w zamian za zaspokojenie swoich cielesnych żądzy.
Duet aktorów (Martyna Dyląg i Kacper Kujawa), mający kilka ról; partnerów reklamy, asystentów terapeuty, magnetyzująco przyciągał uwagę odbiorcy. Ich charakteryzacja oraz choreografia wpasowała się w brudny klimat otoczenia. Całość ich choreografii była intrygująca i wymagająca, lecz aktorzy świetnie dali sobie radę.
Publiczność mogła zagłębić się w losy bohaterów, poczuć jakby wydarzenia działy się finalnie tuż obok. Uzależnienia wpędziły ich w samotność, niezrozumienie przez środowisko, a zniszczyły zdrowie psychiczne i fizyczne.
Premiera przyciągnęła wielu widzów, potwierdza to wyprzedaż biletów. Widowisko trwało nieprzerwanie 125 minut, a zastosowanie braku przerw wywołało uczucie szybkiego upływu czasu. Warto zwrócić uwagę na oprawę muzyczną Piotra Korzeniaka, Pawła Stusa, którzy byli odpowiedzialni za muzykę na żywo. Dźwięki elektronicznej perkusji oraz gitary budowały napięcie i dramatyzm widowiska. Ich surowe i metaliczne brzmienia komponowały się ze scenografią.
Tematyka spektaklu jest poważna, można było odczuć ciężar problemu, jakim są uzależnienia. Nie powinno się ignorować osób potrzebujących pomocy, bywają to persony, które ponownie nie dadzą rady samemu “stanąć na nogi”. Często bliskie im osoby nie zauważają istoty czyjegoś problemu, ich wsparcie może podnieść kogoś w potrzebie. Spektakl wywołuje wiele przemyśleń oraz emocji.
Bez Kontroli Podcast, 12 czerwca 2024
Link: https://www.instagram.com/p/C8HWNu4tmWz/?img_index=6
„Requiem dla snów” w reżyserii Michała Nowickiego, wg scenariusza Anieli Płudowskiej to spektakl o istocie nałogu. Nałogu popularności, nałogu piękna, akceptacji, substancji. Michał Nowicki stworzył dzieło sztuki o znamionach piekła, bazując na dramacie Anieli Płudowskiej, inspirowanym filmem Aronofsky’ego.
Ten spektakl jest jak suma wszystkich strachów. Niewyobrażalny, podskórny lęk, kryjący się pod każdym wypowiedzianym przez aktorów zdaniem. Ten dziwny cień, kryjący się za każdą sceną. Bo: „o kurwa, to są moje myśli”. „Ja pierdolę, ja też tak mówiłem”. „Requiem dla snów” jest ciężkim przeżyciem, emocjonalnym wpierdolem dla każdego widza. W szczególności zaś dla widza będącego trzeźwym uzależnionym, dla widza, który w metaforycznej niedosłowniści, znajduje dosłowne lęki, koszmary, czające się w płynącym ze sceny mroku, odkrywa w nim swoje największe obawy.
To jest ważny spektakl. Prawdopodobnie jeden z najważniejszych. Gdybym był czynnym ćpunem, to prawdopodobnie po „Requiem dla snów” przestałbym ćpać. Gdybym idąc na spektakl nigdy nie ćpał, to po nim prawdopodobnie nigdy bym nie zaczął. To powinna być „lektura” obowiązkowa w szkołach i ośrodkach leczenia uzależnień.
Fenomenalnie zagrany. Tu każdy miał swoje pięć minut, które było wykorzystane w tak brutalny, chwytający za gardło sposób. Martyna Dyląg, Michał Kościuk, Monika Kufel, Kacper Kujawa, Aniela Płudowska, Marek Puchowski, Dawid Tas. Ukłony. Monolog postaci granej przez Dawida Tasa, skierowany do nieobecnej matki, to był moment, w którym pękłem. Broniłem się długo. Ale w tym miejscu nie wytrzymałem. Rozumiejąc doskonale przepięknie oddane emocje bohatera, skuliłem się na krześle jak dziecko. I po prostu zacząłem płakać.
Ale myślę, że każdy znajdzie tutaj postać i historię, która przywali lewym hakiem na wątrobę i sprawi, że zaczniecie wywalać z siebie emocje. Te ciężkie. Gęste. Z samego dna kotła Waszej duszy. Całości wrażeń dopełnia świetna gra świateł i efekty wizualne i REWELACYJNA ścieżka dźwiękowa Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa. Ostatni utwór wbija w fotel.
Teatr Barakah – robicie to dobrze. Robicie to zajebiście. Michał Kościuk, dziękuję z całego serca, że mieliśmy okazję tego doświadczyć.
Post na Facebooku Och Kultura
Link: https://www.facebook.com/share/p/177zyd3PDT/
W PUŁAPCE GŁODU
- Jak cienka jest granica między potrzebą a nałogiem?
- Czym jest uzależnienie dziś, gdy wszyscy jesteśmy omotani destrukcyjnymi nawykami?
„Requiem dla snów” w Teatrze Barakah w Krakowie inspirowany jest m.in. filmem Darrena Aronofsky’ego oraz książkami Tomasza Piątka i Hubert Selby Jr. Aniela Płudowska, odpowiedzialna za dramaturgię i scenariusz, splotła ze sobą kilka historii ludzi uciekających od bólu i szukających nasycenia głodu akceptacji i miłości.
Spektakl w reżyserii Michała Nowickiego podejmuje wątki uzależnienia od narkotyków, leków, jedzenia, telefonów, aprobaty. Mówi o pustce w relacjach i dążeniu do szybkiej satysfakcji. Pokazuje też, jak współczesne media i presja społeczna tworzą paliwo dla nowych form zniewolenia i jakie są tego konsekwencje.
Jest intensywnie i mocno muzycznie – sceny przechodzą w sekwencje taneczne, fragmenty intymne mieszają się z partiami rapowanymi i performatywnymi. Dynamiczna choreografia Martyny Dyląg i pulsujące oświetlenie tworzą przestrzeń niemal klubową, w której bohaterowie próbują wypełnić próżnię rozmową pełną oczekiwań, pretensji i oskarżeń.
Aktorzy sprawnie poruszają się między tekstem, tańcem i śpiewem; między surowymi i realistycznymi scenami a fragmentami stylizowanymi i ekspresyjnymi. Martyna Dyląg, Michał Kościuk, Monika Kufel, Kacper Kujawa, Aniela Płudowska, Marek Puchowski i Dawid Tas są niezwykle intensywni i szczerzy, wchodzą w skrajne emocje, dzięki czemu spektakl mocno oddziałuje na widzach – dla niektórych może być to nawet nieco obnażające spotkanie.
Muzyka na żywo Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa – jeden z najmocniejszych elementów – nadają całości pulsującego, momentami nawet agresywnego rytmu. Kompozycje są nie tylko ilustracjami akcji – stają się narratorami nastrojów i wewnętrznych rozterek postaci.
„Requiem dla snów” w Teatrze BARAKAH to spektakl gęsty, śmiały i bezkompromisowy. Propozycja dla osób gotowych na konfrontację z trudnymi fragmentami swojej osobowości, który nie boją się zajrzeć w siebie głęboko.
Post na Facebooku, 11 czerwca 2024
Od kilkunastu lat jestem stałą bywalczynią Teatru BARAKAH i z radością obserwuję wspaniały i mądry rozwój tej sceny. Obejrzany przeze mnie wczoraj przy Paulińskiej 28 najnowszy spektakl „Requiem dla snów” w reżyserii Michała Nowickiego, według scenariusza Anieli Płudowskiej (debiut na medal), potwierdził moją tezę – Barakah jest jedną z najciekawiej prowadzonych scen w naszym mieście! Z przedstawienia wyszłam poruszona, pełna emocji i refleksji, a także podziwu dla realizatorów i wykonawców.
Akcja „Requiem dla snów” przenosi nas… całkiem niedaleko – do rzeczywistości, w której żyjemy, i o którą każdy z nas się po trosze ociera. Agresja, uzależnienia, wszechobecny kult młodości i pseudo-piękna, wciskanie kitu i kiczu – to wszystko stanowi nasze „tu i teraz”, w którym przyszło nam żyć i z którym – chcąc nie chcąc – musimy się oswoić.
Reżyser, Michał Nowicki, dogłębnie przeanalizował ludzką psychikę i zachowania. Poprowadził spektakl mądrze, czasem z delikatnym przymrużeniem oka zaakcentował tematy, które budzą nasz niepokój i lęk, sprawy, które mogą dotyczyć każdej rodziny. Nie ma chwili zawieszenia – spektakl toczy się w szybkim tempie, a każda kolejna scena wydobywa nowe pokłady emocji. Perfekcyjna reżyseria stoi na równi z absolutnie fenomenalną grą aktorską. Jestem pod wielkim wrażeniem kreacji, które stworzyli biorący udział w tej realizacji aktorzy. Wszyscy bez wyjątku. Do tego znakomicie stworzona muzyka, idealnie odzwierciedlająca i wspierająca to, co dzieje się na scenie.
Kochani – pokazaliście (jak zawsze) wielki profesjonalizm i artyzm zarówno w koncepcji, jak i realizacji spektaklu. Ogromne brawa i gratulacje!
Post na Facebooku, 14 września 2025
Link: https://www.facebook.com/share/p/1BCW2HUux2/
Wieczór z #requiemdlasnów w #teatrbarakah to istny majstersztyk w czasoprzestrzeni. Owacje na stojąco były cudownym zwieńczeniem przedstawienia przez duże P. Chapeau ba! Temat przeszywał na wskroś, wbijał w krzesełko na widowni wypełnionej po brzegi, monologi jak ze światowych scen chwytały za serce, biła z nich taka prawda, a ból bohaterów dał się odczuć, gdy gęsia skórka z prędkością światła pokrywała całe ciało. Doskonała gra aktorska, kostiumy, scenografia i cudowna kameralna atmosfera wszystko to grało razem, a oprawa muzyczna sprawiła, że momentami czułam się jak na koncercie. Elektrony wzbudziły endorfiny! Cudnie! Polecam! Wielkie brawa! Świetne przedstawienie! Nie mogę doczekać się kolejnego!
Post na Facebooku, 14 września 2025
Link: https://www.facebook.com/share/p/15vRXwkFpL/
Fajnie wrócić do Barrakah na długo odkładane „Requiem dla snu” w reżyserii Michała Nowickiego.
Film Darrena Aronofsky’ego z 2000 r. opowiadał cztery równoległe historie uzależnień – od narkotyków, telewizji, diet i fantazji o sukcesie – prowadzących bohaterów ku dramatycznej degradacji i brutalnemu finałowi. Intensywna forma wizualnodźwiękowa (montaże, powtarzalne ujęcia, muzyka Clinta Mansella) oddawała rytm nałogu: euforię, obsesję i upadek.
Teatr BARAKAH przenosi tę tkankę na scenę. Świat pseudo-klinik, anorektycznych ideałów, narkotycznych ciągów i obietnic szybkiego sukcesu staje się pułapką niespełnionych marzeń, z której nie ma ucieczki. Hans (Marek Puchowski) i Love (Aniela Płudowska) szukają miłości i sensu, ale znajdują tylko halucynacje. Dealer (Dawid Tas) – sam pozbawiony dzieciństwa – staje się trybem machiny nałogu. Michał Kościuk jako terapeuta i szarlatan odsłania cynizm, gdzie liczy się tylko pieniądz i kontrola nad innymi.
Na tle tego świata szczególnie porusza Ima (Monika Kufel) – krucha, samotna, niepogodzona z samobójczą śmiercią męża, idealizująca syna i ulegająca złudnym obietnicom metamorfozy. Jej finał – groteskowy obraz kobiety uwięzionej w kokonie własnego ciała – jest wstrząsający. Kufel gra każdym spojrzeniem i linią twarzy. Jest tragiczna i groteskowa. To jedna z najlepszych kreacji Kufel.
Ogromną rolę odgrywa wykonywana na żywo muzyka Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa – psychodeliczna, transowa, improwizowana. Nie ilustruje, lecz współtworzy spektakl, – podobnie jak w filmie Arnofakiego muzyka Mansella – stając się duszą spektakli.
„Requiem dla snów” w Bartakah to pesymistyczny portret jednostek uwięzionych w niespełnieniu i nieakceptacji siebie, świata i innych. Zwarta struktura, pulsujący rytm, świetny pomysł z lodówką, z której wyłaniają się bohaterowie. Bardzo przejmujące przedstawienie. Kolejne super doświadczenie w tym offowym teatrze. Gratulacje Michał Nowicki– wspaniale to wyreżyserowałeś.
Post na Facebooku, 14 maja 2026
Link: https://www.facebook.com/share/p/1CsBRR7B8i/
W Krakowie widziałem dwa spektakle. Jeden fatalny, drugi bardzo dobry. Na jeden wyłożono grubą kasę z naszych podatków, drugi był robiony zapewne niemal bezkosztowo.
Ten zły to spektakl „Wyzwolenie / Atak na Narodowy Stary Teatr w Krakowie”. Rozmach był, sensu nie było. Kolaż, a nie spójna całość, efekciarstwo zamiast przemyślanej kompozycji dramaturgicznej. Jedyny fajny fragment to scena próby w teatrze, trochę się można było pośmiać. Szkoda kasy na bilety, ale szkoda też kasy na wystawianie czego tak nieprzemyślanego.
A ten dobry spektakl to „Requiem dla snów” w Teatr BARAKAH. Do oczywistej referencji dołożono kilka innych tekstów kultury i powstał emocjonalnie gesty tekst o uzależnieniu, który z obietnicy wolności tworzy realną niewolę. Spektakl znakomicie „spięty” dramaturgicznie, znakomicie wyreżyserowany i zagrany. Osoby aktorskie wręcz porażają swoją wszechstronnością: oprócz grania śpiewanie i rapowanie, tańczenie na profesjonalnym poziomie.
Rozrysowano role (społeczne) wszystkich, którzy tworzą uzależnieniowy ekosystem. Od dilerów, samych osób uzależnionych zachowujących się nawzajem wobec siebie przemocowo, po nie zawsze kompetentne osoby prowadzące terapię. Każda z tych relacji zarysowana wyraziście, w punkt. Można powiedzieć, mocne komunikaty uderzały w publiczność jeden po drugim. „Ciężki spektakl” – skwitował mój krakowski przyjaciel. A czy można lekko opowiadać o uzależnieniach i o tych, którzy usiłują zbić na nim interes?
Ponieważ sam jestem osobą w terapii uzależnień, potrafiłem oceń jak trafnie przedstawiono to wszystko, co dzieje się nie tyle / nie tylko z osobą uzależnioną, ale także wokół niej.
Bardzo ten spektakl polecam. Dziękuję Sebastian Żaba za zaproszenie.