Teatr dla Wszystkich, 15 grudnia 2022
Link: https://teatrdlawszystkich.pl/czarno-czerwony-sen-davida-lyncha/
,,Kołysanka w stylu Mango,
Trochę tańca trochę tango,
I kawałek menueta,
Dziwny tak jak ta planeta.’’
– Krzysztof Gradowski
Czy można, ot tak, przenieść do raptem dwugodzinnego spektaklu fabułę serialu, który stał się klasykiem? Przy pomocy Grzegorza Like, który przygotował scenariusz, Ana Nowicka zabiera widza w intensywną przygodę po świecie Davida Lyncha za pomocą spektaklu „Twin Peaks. Do czerwonych drzwi zapukam” w Teatrze Barakah.
W przestrzeń spektaklu widz wprowadzany jest już od pierwszej chwili, gdyż przed wejściem na widownię ustawione zostały tytułowe czerwone drzwi, które stanowią milczące zaproszenie do tego z jednej strony onirycznego, a z drugiej niezwykle namacalnego świata. W samym spektaklu również funkcjonuje pewna dwoistość odbioru, z jednej strony obserwujemy to, co dzieje się na scenie własnymi oczami, a z drugiej za pomocą multimedialnego wyświetlacza podążamy za wydarzeniami, które już miały miejsce w przeszłości, i postacią, której los zaważył na takim a nie innym stanie rzeczy. Tak dzieje się w pierwszej części spektaklu, natomiast gdy akcja posuwa się naprzód, to rozdwojenie formuły odbioru narasta, gdyż akcję sceniczną obserwować można zarówno własnym okiem, jak i za pośrednictwem obiektywu kamery z telefonu, który krąży pomiędzy bohaterami. Zastosowanie nowych technologii w takim kontekście ma według mnie znacznie większe szanse powodzenia niż eksperymenty przenoszenia akcji dramatu całkowicie w płaszczyznę wirtualną.
Skupiając się natomiast na kreacjach aktorskich, to zdecydowanie warto zauważyć, że artyści czuli się bardzo dobrze w kontakcie z tekstem, w jakimś sensie był on im bardzo bliski. Pozwoliło to na przekonujące stworzenie postaci, które mimo tego ujęte były w pewien surrealistyczny nawias. Począwszy od Krzysztofa Cybulskiego (w roli Agenta Coopera), który (niemal dosłownie) bez mrugnięcia okiem śledzi snujący się wątek akcji, a gdy do niej wkracza, absolutnie utrzymuje napięcie w swojej garści, nawet gdy niefrasobliwie wykonuje ćwiczenia rozciągające podczas sceny przesłuchania. Kolejną postacią wykreowaną z realizmem i pewnością siebie jest Leland Palmer, grany przez Michała Kościuka, splatający się w wątek brutalności i mściwej desperacji. Michał Kłodnicki, Monika Kufel i Marcin Piotrowiak wpisują się w ogólny rys onirycznego realizmu, ze swymi konfliktami, urojeniami, wzajemnymi oskarżeniami i tajemnicami, których tak naprawdę nie udaje się widzowi poznać. Postacią najmniej zakorzenioną w realnym świecie wydaje się być występująca w dwóch rolach Aniela Płudowska (Donna Hayward / Laura Palmer), spajająca zakończenie w całość, choć jest to całość dosyć osobliwa.
Narracja spektaklu nie prowadzi w oczywisty sposób do prostego zakończenia, z początku dosyć wyraźny podział pomiędzy tym, co realne, a tym, co wyimaginowane, zaciera się, uniemożliwiając odróżnienie prawdy od fikcji podsuwanej bohaterom przez wyobraźnię. Mimo tego całość niesie przesłanie dosyć czytelne, choć budzące niepokój, którego czarne macki oplatają wyobraźnię widza.
UJOT.FM, 18 grudnia 2022
Link: https://ujot.fm/kim-jest-laura-palmer-twin-peaks-do-drzwi-czerwonychzapukam/
Musicie wiedzieć, że po najnowszej premierze zaproponowałam Anie Nowickiej, dyrektorce Teatru Barakah, że się do nich po prostu wprowadzę, skoro i tak bywam tu częściej niż w rodzinnym domu. Ale co ja poradzę, że co chwilę na deskach teatru pojawiają się nowe premiery, które muszę zobaczyć?!
W ostatnim czasie na deskach teatru pojawiła się sceniczna adaptacja Miasteczka Twin Peaks Davida Lyncha: Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam. Tutaj należałoby zaznaczyć, że jestem na tyle młoda, że nie oglądałam nigdy oryginału, jedynie orientowałam się w fabule na potrzeby poruszania się w Internecie (lata młodości spędziłam na Tumblerze, więc wypadało wiedzieć). Spektakl powstał na podstawie tekstu Grzegorza Like (scenariusz napisano w ramach „Stypendium Twórczego Miasta Krakowa”), z muzyką Piotra Korzeniaka, scenografią i kostiumami Moniki Kufel i pod czujnym reżyserskim okiem Any Nowickiej. Na scenie widzimy Krzysztofa Cybulskiego, Michała Kłodnickiego, Michała Kościuka, Monikę Kufel, Marcina Piotrowiaka, Anielę Płudowską, a dodatkowo na nagraniach filmowych, które obserwujemy jako wspomnienia minionych dni, błyszczy Lena Witkowska.
Twin Peaks to niesamowity spektakl. Najchętniej napisałabym, że jest campowy i miała nadzieję, że zrozumiecie poziom mojego zachwytu, ale to za mało. Dla tych, którzy nie kojarzą klasyka Lyncha, opowiem skrótowo: w małym miasteczku Twin Peaks doszło do strasznej zbrodni, w której ginie nastoletnia Laura Palmer. Do pomocy w rozwiązaniu zagadki dołącza agent specjalny FBI, Dale Cooper. My, widzowie w teatrze, wybraliśmy się w podróż w hipnotyczny gąszcz wspomnień. Najważniejszym pytaniem spektaklu nie jest ,,kto zabił Laurę Palmer”, ale ,,kim była Laura Palmer”. Razem z bohaterami próbujemy dojść do tego, co spowodowało koniec, który przypadł w udziale dziewczynie. Dowiadujemy się, że zło kłębi się w każdym z nas i do każdego wyciąga swoje ręce, ale mimo tego, jaką mamy pewność, że nasz los to nie tylko zbiór przypadków? Zadajemy sobie te pytania razem z bohaterami, którzy próbują pokonać nie tylko żal po utracie córki, dziewczyny czy przyjaciółki, ale również własną winę, z którą muszą się mierzyć. Winę po tym, co uczynili Laurze i innym bohaterom. Oglądamy niesamowity spektakl przewinień, by zorientować się, że tak naprawdę to winny jest każdy i nikt.
To co widzimy na deskach teatru jest niemal oniryczne, zmieniające się scenerię filmu w tle, a gra świateł i scenografii sprawia, że mamy wrażenie, że aktorzy są postaciami w śnie, który my jako widownia wspólnie śnimy. Ten sen szybko zmienia się w koszmar, jednak nie tak łatwo jest się z niego wybudzić, bo przecież jest tak rzeczywisty. Ja chyba nadal śnię o cichym miasteczku Twin Peaks.
Teatr dla Wszystkich, 24 stycznia 2023
Link: https://teatrdlawszystkich.pl/lynch-po-krakowsku/
Diane, jest godzina 19, 21 stycznia. Wchodzę do Teatru Barakah. Przed wejściem na spowitą czerwonym mrokiem scenę leżą czyjeś zwłoki.
Najnowszy spektakl Teatru Barakah to eksperyment – próba odczytania kultowego serialu Davida Lyncha i Marka Frosta na nowo; sprawdzenia, jak zawarte w nim treści pobrzmiewają dzisiaj. Od lat 90. minęło przecież już sporo czasu. Scenariusz napisany przez Grzegorza Like jest swoistym retellingiem historii „Miasteczka Twin Peaks”, w którym poprzestawiane są akcenty. Twórcy spektaklu redukują szerokie grono postaci do tylko kilku: Laury Palmer, jej rodziców, agenta Coopera, Donny oraz Jamesa i Bobby’ego, aby właśnie tym bohaterom przyjrzeć się najdokładniej. Jakoś przebolałam pominięcie mojej ulubionej postaci – szeryfa Harry’ego Trumana. Dwa sezony skondensowane zostały do kilku kluczowych wydarzeń, choć bynajmniej nie chodzi tu o ponowne rozwikłanie zagadki śmierci Laury – wszak wszystkie osoby, które wybiorą się na spektakl zapewne dobrze znają zakończenie sprawy.
Spektakl ujęty jest w ramę – wydarzenia dzieją się w Czarnej Loży i są fantazmatem świadomości Dale’a Coopera, który uwięziony w niej rekonstruuje proces śledztwa w sprawie morderstwa Laury. Siedzi z boku sceny i obserwuje, a czasem nawet sam bierze udział w odgrywanych kolejno wspomnieniach. Wyobraża sobie, jak mogły wyglądać relacje w rodzinie Palmerów, próbuje zrozumieć, dlaczego doszło do tej tragedii. W końcu udaje mu się porozmawiać i z Laurą, co jest w spektaklu momentem katartycznym. Cooper pozostaje jednak w Loży, z której nie może się wydostać.
Reżyserka, Ana Nowicka, badając filmowy język Davida Lyncha, postanowiła wydobyć z „Twin Peaks” to, co stanowi esencję serialu – pewien rodzaj kiczu, kampu, sztuczności, łamania konwencji – i tchnąć je w przedstawienie. Lynch stosuje wszystkie te dziwactwa z wielkim smakiem, a w warunkach teatralnych, niestety, nie zawsze się to sprawdza. Nieszczególnie potrzebnym gestem wydaje mi się też uwspółcześnianie niektórych aspektów serialu i wprowadzenie elementów wyjętych z XXI wieku, np. IQOS-a. Niewiele to wnosi, prócz okazji do mniej lub bardziej śmiesznych żartów.
Twórcy grają z naszą pamięcią o „Twin Peaks”. Z tym, jak wypaczone przez czas strzępki serialu pracują w naszej świadomości. Z tego zapewne też powodu scenariusz odnosi się do tych bardziej znanych momentów, kultowych symboli. Wszystko odbywa się w sennej atmosferze dziwności; nie wiadomo dokładnie czy to przyjemny sen, czy surrealny koszmar.
Na uwagę zasługuje to, w jaki sposób zostały potraktowane postaci kobiece. O ile mężczyźni są tu przede wszystkim komiczni, tak kobiety kreowane są zgoła inaczej. Donna w interpretacji Anieli Płudowskiej jest milcząca i spolegliwa, stłamszona przez głośnych chłopaków. Sarah Palmer (Monika Kufel) w serialu przedstawiona jest jako odklejona od rzeczywistości wariatka. W spektaklu wydaje się zadziwiająco ludzka – cierpi po stracie córki, a mąż notorycznie stosuje wobec niej przemoc. Przepisanie historii tak, aby wybrzmiały wątki patriarchalnej opresji uważam za wartościowe.
Co ciekawe, w przedstawieniu Teatru Barakah nie ma postaci Boba, przynajmniej nie w takiej formie jak w oryginale. Ta metafora zostaje odkodowana. W tym odczytaniu „Miasteczka Twin Peaks” Leland Palmer nie potrzebuje złego ducha, który pchnie go do popełnienia haniebnych czynów. Zło jest potraktowane jako niezbywalna część każdego z nas. Ale dobro też. Na tym zasadza się piękno języka filmowego Lyncha, na godzeniu tych przeciwieństw, zrozumieniu, że świat jest strasznie skomplikowany, i dlatego właśnie wspaniały. To styl niemożliwy do podrobienia, więc wybaczam wszystkie drobne mankamenty i niedociągnięcia.
Po spektaklu poszłam kupić amerykańskiego pączka z dziurą i zrobiłam sobie czarną, cholernie dobrą kawę.
Kulturatka.pl, 21 maja 2023
Link: https://www.kulturatka.pl/2023/05/21/twin-peaks-do-drzwi-czerwonychzapukam-recenzja/
Twin Peaks, to jeden z najpopularniejszych seriali wszech czasów. Wyreżyserowany przez Davida Lyncha i Marka Frosta obraz był prawdziwym hitem telewizyjnym i do dzisiaj cieszy się mianem kultowego. Nic dziwnego, że inspiruje innych twórców. Tym razem stał się kanwą dla spektaklu krakowskiego Teatru Barakah.
Akcja serialu rozpoczyna się od śmierci popularnej uczennicy, Laury Palmer. Do zbrodni dochodzi w fikcyjnym miasteczku Twin Peaks, do którego przybywa agent specjalny FBI Dale Cooper. Mężczyzna ma prowadzić śledztwo w sprawie morderstwa. W trakcie dochodzenia okazuje się, że miejscowość skrywa wiele mrocznych tajemnic, a jej mieszkańcy mają swoje sekrety. Wychodząc od tego wstępu, warto zaznaczyć, że, jak podkreślają autorzy krakowskiego spektaklu, nie interesuje ich odpowiedź na pytanie o to, kto zabił, ale to, co działo się z bohaterką wcześniej.
Jeszcze zanim padną pierwsze słowa spektaklu, przenosimy się do tego świata. Między innymi za sprawą muzyki znanej z filmu, która wypełnia krakowską kawiarnię. Na scenę udajemy się, wchodząc przez czerwone drzwi, a w przedsionku widzimy czarną folię w kształcie ciała. Wszystko to wprawia nas w odpowiedni nastrój.
Na krakowskiej scenie głos otrzymują wybrane postaci znane z serialu. Pośród nich znajduje się między innymi Agent Cooper (Krzysztof Cybulski) niby to już uwięziony w czerwonym pokoju, ale jednocześnie prowadzący śledztwo i pełniący funkcję narratora. Bliżej przyjrzymy się także rodzicom Laury – ogarniętemu żądzą zemsty Lelandowi Palmerowi (Michał Kościuk) i rozliczającej się z przeszłością Sarze Palmer (Monika Kufel). Tragedia dotknęła jednak nie tylko rodzinę Laury, ale także jej rówieśników: Donnę (Aniela Płudowska), Jamesa (Marcin Piotrowiak) i Bobbiego (Michał Kłodnicki). Obserwujemy ich wzajemne relacje, które zostały podane niekiedy z przymrużeniem oka. Nastrój scen potrafi się zmienić niczym w kalejdoskopie. W jednej chwili można go ciąć nożem, by już za moment uśmiechać się z absurdalnych słów wypowiadanych przez bohaterów. Przy czym nie mamy do czynienia z dokładną rekonstrukcją zdarzeń.
Dzięki relacjom rodziców i przyjaciół możemy poznać Laurę bliżej oraz przyjrzeć się jej relacjom z otoczeniem. Bohaterka, choć martwa, towarzyszy nam przez pewien czas poprzez nagranie, które widzimy na ścianie. W ten sposób obejrzymy też inne wydarzenia, które miały miejsce w przeszłości. Podobnie, jak w filmie, zaciera się to, co prawdziwe, a co wyimaginowane. Prawda i fikcja mieszają się ze sobą, a my nie wiemy już, w co powinniśmy uwierzyć. Mocno wybrzmiewa tu temat żałoby i próby poradzenia sobie ze stratą. Dla każdego z bohaterów śmierć Laury znaczy bowiem coś innego i każdy z bohaterów inaczej sobie z nią radzi.
Spektakl na podstawie scenariusza Grzegorza Likiego, wyreżyserowany przez Michała Anę Nowickiego, nie stawia na wierną adaptację, tak naprawdę serial jest dla niego tylko punktem wyjścia. Autorzy kreślą co prawda tło fabularne i rekonstruują niektóre z wydarzeń, ale to próba opowiedzenia tej historii na nowo. Przeniesienie kultowego serialu na deski teatru to spore wyzwanie, ale twórcom Teatru Barakah ta sztuka się udała.
Teatralny.pl, 1 lutego 2023
Link: https://www.teatralny.pl/artykuly/co-dreczy-sare-palmer-3692
Dawno temu, w czasach nastoletnich, z wypiekami na twarzy oglądałam serial Miasteczko Twin Peaks. Pamiętam te wiosenne i letnie wieczory z telewizyjną dwójką – owszem, wówczas jeszcze czekało się na kolejny odcinek przez okrągły tydzień. Telewizja Polska zakupiła serial Marka Frosta i Davida Lyncha szybko po jego powstaniu, emisja pierwszego odcinka miała miejsce w marcu 1991 roku, czyli niespełna rok po premierze w amerykańskiej stacji ABC. Miasteczko Twin Peaks szybko stało się dziełem kultowym, oglądają je nie tylko fani Lyncha i lat dziewięćdziesiątych, mimo to ani film Twin Peaks: Ogniu krocz za mną (1992), ani kontynuacja serialu Twin Peaks: The Return (2017) nie cieszyły się już taką popularnością. Jedno jest pewne: do Miasteczka… wracają widzowie i widzki, którzy już je znają, ale sięgają po nie również ci, którym dopiero tę historię polecono. Choć wiadomo, że kryminalna zagadka nie jest clou opowieści…
Pytanie, kto zabił Laurę Palmer (Aniela Płudowska) nie jest również najważniejsze w przedstawieniu Any Nowickiej. Twin Peaks: do czerwonych drzwi zapukam czerpie z dzieła Frosta i Lyncha – odnajdziemy w tym świecie nie tylko zarys serialowej intrygi, ale również postaci. Ale już zależności między nimi są inne, bo główną bohaterką okazuje się matka zamordowanej dziewczyny: Sara Palmer (Monika Kufel).
W przedpremierowych zapowiedziach reżyserka mówiła o tropach teatralnej reinterpretacji: „Kilka miesięcy temu byłam w Wiedniu, gdzie obejrzałam obraz Złe matki Giovanniego Segantiniego. To on zainspirował mnie do tego, by w naszym Twin Peaks przyjrzeć się rozpadowi rodziny i postaci matki. Sara Palmer […] nie może poradzić sobie z tym, że jej czas minął. Z utratą czegoś nieokreślonego […]”. To „nieokreślone” – wciąż trwające albo w którymś momencie utracone – dręczy zresztą wszystkie postaci. Bo mieszkańcy tego świata, niemającego wiele wspólnego z waszyngtońskim miasteczkiem, cierpią, ale nie sposób jednoznacznie wskazać źródła ich cierpienia.
Niewielka scena Teatru Barakah staje się jeszcze bardziej klaustrofobiczna za sprawą intensywnych kolorów. Projekcje – nawet te pokazujące otwarte, jasne przestrzenie – tylko wzmagają poczucie zamknięcia w pułapce, z której, owszem, można się wydostać, ale tylko do innego surrealistycznego koszmaru. Albo inaczej – do miejsca przypominającego czyściec, gdzie nieustająco przeżywa się szczególnie trudne, bolesne, niechciane fragmenty z życia.
Pierwsze słowa tekstu Grzegorza Like wypowiada siedzący w fotelu stojącym tuż obok wejścia na widownię mężczyzna – możemy się domyślać, że to agent Cooper (znakomity Krzysztof Cybulski). Ale nim padnie kluczowe „Wiem, kto zabił Laurę Palmer”, Cooper bacznie przygląda się scenie, tak jakby przyglądał się miejscu zbrodni, i powtarza: „Wybory. Bohaterowie. Fakty. Wydarzenia. Hipokamp. Sport. Wybory bohaterów. Fakty. Wydarzenia. Sjużet. Miejsce akcji. Drzewa. Rozwój bohatera. Czasami śnią mi się rzeczy. Czasami śnią mi się rzeczy tak realistyczne, że po prostu na pewnym etapie wprost muszą stać się prawdą”. Czy zatem to, co zobaczymy za chwilę, jest snem agenta FBI, wracającego do mglistych wspomnień z prowadzonego dawno temu śledztwa w miejscu, z którego zapamiętał jedno: że mieli tam niesamowitą kawę? Czy postaci rodziców i przyjaciół Laury są tylko śladem w pamięci? Czy sama Laura, nawiedzająca Coopera, jest tylko jego wyobrażeniem? Kto rządzi tym światem, kto go powołuje do istnienia – w końcu wzór na skarpetkach agenta jest taki sam, jak na jednej ze ścian pomieszczenia, w którym rozgrywa się część zdarzeń. W czyjej głowie jesteśmy?
Te pytania nie dają spokoju. Ale to dzięki nim oglądamy z takim zainteresowaniem świetnie prowadzoną akcję, pozornie tylko logiczną, zachowującą przyczynowoskutkowy porządek kolejnych scen. Właściwie każda z nich należy do całości i jednocześnie jest odrębna, jak gdyby służyła bohaterowi, będącym jej centrum. Każda ze scen ma również nieco inny nastrój: od pełnych rozpaczy wyznań ojca Laury, Lelanda (świetny Michał Kościuk), po prowadzone z dystansem, w tonie pastiszu spotkania przyjaciół Laury gdzieś w opuszczonym magazynie. Donna (Aniela Płudowska), James (Marcin Piotrowiak) i Bobby (Michał Kłodnicki) mimo tego, co się stało, chcą żyć normalnie, w końcu mają po siedemnaście lat, a świat stoi otworem, nawet jeśli najpierw trzeba wydostać się z dusznej prowincji. Są przerażeni tym, co się stało, ale jeszcze bardziej przeraża ich bezsilność dorosłych, ich pogubienie, strach przed codziennością. Najważniejszą postacią okazuje się Sara Palmer: piękna kobieta w średnim wieku, która na długo przed śmiercią córki straciła poczucie sensu. Może dlatego szuka potwierdzenia swojej atrakcyjności u rówieśników Laury? Może dlatego już tylko gardzi mężem? Monika Kufel wspaniale gra kobietę, która po prostu musi funkcjonować – z dnia na dzień, niezależnie od okoliczności, w dziwnym bezczasie i nieokreślonym miejscu. Co to za miejsce? Co to za świat, w którym to samo cierpienie odczuwa się każdego dnia? Gdzie nie pamięta się tego, co kiedyś wydawało się szczęściem? W tym dziwnym miejscu i dziwnym czasie podstawowe pytanie nie brzmi: „kto zabił Laurę Palmer?”, ale: „co niszczy Sarę Palmer?”. Co powoli, ale nieustępliwie dręczy każdego z nas? I dlaczego?
Dawno nie widziałam kameralnego spektaklu tak intensywnie angażującego zmysły i emocje widzek i widzów. Like i Nowicka stworzyli sceniczny świat na podobieństwo sennego koszmaru, ale takiego, do którego chce się wracać. Nawet nie po to, by zrozumieć, co właściwie się wydarzyło, ale by jeszcze raz doświadczyć jego istnienia, dotknąć „nieokreślonego”, którego istnienie przeczuwamy, dostrzegamy w odpryskach codzienności, momentalnych zawahaniach biegu zdarzeń, szczelinach pozornie nieprzerwanego trwania. Krakowski spektakl, mimo że tak różny od serialu Lyncha, podziałał na mnie podobnie: chciałabym obejrzeć go jeszcze raz, żeby zajrzeć w krzywe zwierciadło i na chwilę znaleźć się po drugiej stronie lustra.
BIS AGH, 19 marca 2023
Link: https://bis.agh.edu.pl/archiwumtekstow/tpost/m0u9kelui1-spogldajc-zzakurtyny-recenzja-spektaklu
Wyciągnijmy trupa z szafy
Już sama idea przenoszenia serialowej fabuły na deski teatru rodzi spore wyzwanie. W końcu to zupełnie odmienne media, a przede wszystkim objętość czasowa. Natomiast mierząc się z taką legendą telewizji jak Twin Peaks, pojawiają się dodatkowe wątpliwości wynikające z zawiłości i wielowarstwowości tego dzieła Davida Lyncha i Marka Frosta. Wiedziony ciekawością przybyłem więc do Teatru Barakah na spektakl w reżyserii Any Nowickiej. Już w kolejce do sali dał się wyczuć klimat serialu. W kawiarnianej przestrzeni rozbrzmiewały kompozycje Angelo Badalamentiego, a na stolikach leżały kubki „cholernie dobrej kawy”. W końcu, w korytarzu prowadzącym do sceny czekało martwe już ciało Laury Palmer i w tym momencie już można było się poczuć jak w domu.
Za zasłoną
Nie mogło być bowiem inaczej także i tym razem, morderstwo nastolatki stanowi punkt zapalny narracji, choć wcale nie najważniejszy. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z dosłowną adaptacją. Oczywiste jest, że musiało dojść nie tyle do okrojenia materiału źródłowego, co jego ostrożnej selekcji. W scenariuszu Grzegorza Like ujrzymy więc jedynie kilka postaci znanych z oryginalnego Twin Peaks, w mocno autorskiej reinterpretacji kluczowych wątków. Przez całość opowieści towarzyszy więc nam (nawet gdy tylko spogląda na wydarzenia) niezastąpiony i jak zawsze czarujący agent FBI Dale Cooper (Krzysztof Cybulski). Uwięziony w słynnym Czerwonym Pokoju (scenografia błyszczy na tym polu) rekonstruuje poszczególne wątki śledztwa, rozmowy, relacje między postaciami. Tej konwencji narracyjnej bliżej więc do tego, co mogliśmy zobaczyć w filmie Ogniu krocz ze mną, niż głównego serialu. Spektakl jednak w udany sposób balansuje pomiędzy czerpaniem z wieloletniego dziedzictwa serii, a własnymi interpretacjami, bawiąc się tropami i modyfikując je. W sporej części jednak narracja budowana jest na założeniu, że losy postaci są już widzom znane i dlatego właśnie ich nadpisywanie będzie intrygujące. Stąd też spektakl wydaje się kierowany głównie do osób zaznajomionych z pierwowzorem. W innym przypadku również struktura luźno powiązanych, przenikających się scen, może być mniej zrozumiała.
Ja już wiedziałem, „kto zabił”
Warto dać się zanurzyć w tym dwugodzinnym śnieniu, bo ekipie Barakah udało się wykrystalizować istotę Lynchowskiego zła i lęków kryjących się w ludzkiej codzienności, oddając to charakterystyczne pomieszanie grozy z pozorną telenowelową błahością. Pomimo okrojenia wątków paranormalnych, wciąż czuć, że jesteśmy w miasteczku Twin Peaks, a z każdą kolejną sceną coraz trudniej oddzielić rzeczywistość od sennych wizji. To takie fanowskie The best of… rozkładu ludzkich relacji. Jak dziwnie by to określenie nie brzmiało, mamy do czynienia w gruncie rzeczy z powtórzeniem spodziewanych elementów, zakorzenionych przez Lyncha i Frosta lata temu. Jest to jednak spojrzenie mimo wszystko świeże i nietuzinkowe i właśnie dlatego polecam wybrać się do Teatru Barakah.
ProAnima, 3 stycznia 2023
Link: https://proanima.pl/twin-peaks-do-drzwi-czerwonych-zapukam-relacja-zespektaklu/
W Teatrze Barakah w Krakowie pojawiły się znane wszystkim fanom serialu „Miasteczko Twin Peaks” czerwone drzwi. Po przejściu przez nie trafiamy wprost do salonu rodziny Palmerów, gdzie rodzice opłakują śmierć ukochanej córki.
Spektakl na podstawie scenariusza Grzegorza Likego to próba nowego odczytania historii Laury Palmer i chęć opowiedzenia starego motywu na nowo, przesuwając jednak środek ciężkości na cierpienie, które wywołuje rozkład. Mowa tu o rozpadzie rodziny, relacji i o upadku pewnych mitów, w które bohaterowie od lat naiwnie wierzyli.
Spektakl zachowuje najważniejsze elementy historii, ale osią tej narracji jest sytuacja zastana po śmierci Laury Palmer. Reżyserka sztuki, Ana Nowicka pokazuje nam różne oblicza radzenia sobie ze śmiercią – od smutku, po złość, która przeradza się niemal w szaleństwo. Zdecydowanie najbardziej zapada w pamięć pełen emocji monolog matki Laury, która czuje ogromną złość do córki, której poświęciła się w całości, oddając swoje zdrowie i rezygnując z planów i marzeń. Sara Palmer jest kobietą, która nie może poradzić sobie z tym, że jej czas minął. Z utratą czegoś nieokreślonego, co straciła przez urodzenie dziecka, a które teraz nie żyje.
„Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam” bawi się znanymi fanom wątkami. Mamy sporo humoru, postaci zostają przerysowane i momentami oglądamy telenowelę, w której James gra na ukulele, a Agent Cooper jest terapeutą-jasnowidzem, który robi gimnastyczne sztuczki na scenie. Sporo jest motywów, które wyłapią fani i z których będą mieli olbrzymią radość.
W spektaklu występuje: Aniela Płudowska, Krzysztof Cybulski, Michał Kłodnicki, Michał Kościuk, Monika Kufel, Marcin Piotrowiak oraz Lena Witkowska. Za reżyserię odpowiada Ana Nowicka, a za tekst Grzegorz Like. Muzykę przygotował Piotr Korzeniak, scenografię i kostiumy Monika Kufel, a wideo Rafał Pogoda.
Redakcja BB, 24 lutego 2025
Link: https://redakcjabb.pl/21749/twin-peaks-do-drzwi-czerwonych-zapukamrecenzja?fbclid=IwY2xjawLLff9leHRuA2FlbQIxMQBicmlkETBHb0ZBeVpCN3o4YXpRa HdhAR6Zm-25FiJXLKlcH6F0EDb_jmHpYu2AaV6AMMJOOGNlIMCeJrrRKU3CAFwbQ_aem_N9qSlqg8–TkdmweHrTd2w
Niespełna miesiąc po śmierci nieodżałowanego Davida Lyncha wybieram się do teatru Barakah na spektakl inspirowany jego dziełem – Miasteczko Twin Peaks. Jednak Twin Peaks: Do drzwi czerwonych zapukam to nie historia żywcem wyjęta z serialu. To przede wszystkim historia zagmatwanych relacji z ojcem czy matką. Oraz dobra i zła w świecie, gdzie oba te pojęcia dzieli niezwykle cienka granica.
Już od samego wejścia do teatru mogłem poczuć się jak w miasteczku Twin Peaks. Z każdej strony dobiegała mnie muzyka inspirowana serialem, na stolikach leżały kubki z – jakby to powiedział Agent Cooper – cholernie dobrą kawą, a w korytarzu prowadzącym na widownię czekało na mnie, zawinięte w folię, ciało Laury Palmer. Ciepłe, przygaszone światła przypominały o klimacie panującym w serialowym miasteczku.
Jak już wspomniałem, Twin Peaks: Do drzwi czerwonych zapukam w reżyserii Michała Nowickiego to nie historia śmierci Laury Palmer. Nie dowiem się tu, kto zamordował nastolatkę, a to wokół tej kwestii toczy się historia serialu. Twórców i twórczynie zainteresowało to, co działo się wcześniej, jeszcze przed tajemniczą śmiercią dziewczyny. Widzę brak bliskości Laury z jej ojcem, niemożność zaufania własnej matce, wszechobecną samotność i wiele dysfunkcyjnych relacji. Poniekąd każdy z nas może odnaleźć się w postaciach spektaklu. Historia zamordowanej Laury Palmer staje się przede wszystkim tłem do przedstawienia ludzkich tragedii.
Dość niespotykanym zabiegiem twórców i twórczyń przedstawienia było połączenie tragedii i parodii serialu na scenie. Na przemian widzimy sceny opętania ojca Laury i przemocy w jej domu z prześmiewczymi postaciami Donny i James’a czy ekscentrycznym Dalem Cooperem. Taktyka ta pozwala chwilowo odciąć się od ciężkiej tematyki przedstawienia i rozluźnić. Traumatyzujące sceny gwałtu i przemocy rekompensowane są momentami z Donną i Jamesem czy kobietą z basem.
Scenografia autorstwa Moniki Kufel idealnie wpasowała się w nastrój Twin Peaks’a. Wzory inspirowane Czarną Chatą, minimalistyczne tło i czerwone światła sprawiły, że poczułem się, jakbym wszedł w filmowy świat Davida Lyncha. Spektakl inspirowany był nie tylko najpopularniejszą produkcją Lyncha i Frosta, jaką jest Miasteczko Twin Peaks, ale także filmami Twin Peaks: Ogniu krocz ze mną, Blue Velvet i Dzikość serca.
Twórcy i twórczynie spektaklu w dość nietypowy sposób przedstawili_ły postać agenta Dale’a Coopera. Niezwykle spokojny, kierujący się intuicją i doświadczeniem agent FBI został przedstawiony na scenie jako wiecznie roztargniony ekscentryk. Wiele fanów i fanek Twin Peaks’a mogłoby oburzyć się na takie przedstawienie jednej z najważniejszych postaci. Osobiście uważam, że takie przedstawienie głównego bohatera serialu świetnie pasuje do nieco parodiowej interpretacji Twin Peaksa.
Ze spektaklu, pomimo że spodziewałem się czegoś totalnie innego, wychodzę pozytywnie zaskoczony. Możliwość zobaczenia na scenie alternatywnej wersji Miasteczka Twin Peaks to ciekawe doświadczenie. Spektakl jest świetnym uzupełnieniem serialu Davida Lyncha i Marka Frosta. Z pewnością jest to obowiązkowa pozycja dla prawdziwych fanów i fanek twórczości Davida Lyncha.
SPIDER’SWEB, 15 grudnia 2022
Link: https://rozrywka.spidersweb.pl/twin-peaks-do-czerwonych-drzwi-zapukamspektakl-opinia
W malutkim teatrze Barakah, który mieści się na krakowskim Kazimierzu, grają „ Miasteczko Twin Peaks”, a konkretnie „Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam”. Byłem na jednym z premierowych pokazów i powiem wam, czy warto czekać na bilet, przyjechać do Krakowa i w ogóle – czy to dobra wariacja na temat kultowego serialu.
Zaczyna się od tańca Laury Palmer. Dziewczyna rusza się w rytm muzyki inspirowanej ścieżką dźwiękową Angelo Badalamentiego. Twarz zasłania jej burza włosów, ruchy są zmysłowe, a siedzący w rogu sceny Dale Cooper (Krzysztof Cybulski) wygłasza swój monolog. Gdy Laura skończy swój taniec, podejdzie do agenta i powie mu coś na ucho. I już wiesz, że jesteś w domu, to znaczy w Twin Peaks.
„Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam” czyli nowe spojrzenie na serial
Spektakl na podstawie scenariusza Grzegorza Likego to próba nowego odczytania opowieści o złu, które zdarzyło się w tytułowym miasteczku. Niemal dwugodzinny spektakl w kolejnych scenach z przymrużeniem oka rekonstruuje niektóre wydarzenia telewizyjnego serialu, inne uzupełnia, a znaczną część po prostu składa na nowo. Widz będzie mógł jeszcze raz przyjrzeć się konfliktowi Bobby’ego i Jamesa, tym razem jednak ich słowna potyczka będzie miała trochę gombrowiczowski rys. Pojawi się również wątek niecodziennych metod pracy agenta Coopera, które tym razem wyglądają jak szarlataneria rodem z instagramowego profilu o astrologii.
W sumie na deskach teatru Barakah pojawia się ułamek postaci znanych z serialu i są to w gruncie rzeczy osoby, które miały najgłębszą relację z brutalnie zamordowaną Laurą Palmer. Kluczowe elementy historii są zachowane, z tą różnicą, że zarówno tekst, jak i reżyseria orbitują w pobliżu traum związanych z nagłą śmiercią dziecka. Najmocniejszy jest chyba monolog matki, która, jak to matka, kochała dziecko, ale czuje, że oddała mu wszystko, włącznie ze swoim ciałem, a ono umarło.
Cały trud na nic
„Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam” to próba opowiedzenia starego motywu, przesuwając jednak środek ciężkości na cierpienie, które wywołuje rozkład. Rozkład rodziny, relacji, rozpadanie się bardzo prywatnych mikroświatów. Niestety, choć spektakl robi, co może, aby w starą opowieść wtłoczyć nową treść, nie zawsze mu to wychodzi. Są tu momenty wspaniałe, jak choćby wspomniana krytyka metod śledczych agenta Coopera, czy monolog matki Laury, ale twórcom nie udaje się przemycić przesadnie wielu oryginalnych myśli, których nie rozwinęliby już Lynch i Frost.
„Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam” poddaje oryginał recyklingowi, ale robi to dość oryginalnie, bawiąc się tym, co już wiemy o świecie miasteczka w pobliżu granicy z Kanadą. Od każdej sceny i każdej postaci aż bije miłość do kultowego serialu, a scenariusz doskonale rozumie, co było esencją pomysłu na serial Lyncha, zarówno tego emitowanego w latach 90., jak i tego, który wrócił w 2017 roku. Jest tu więc trochę mitologii, wiele oczek puszczonych do fanów, a także sporo humoru, który momentami nawiązuje do estetyki opery mydlanej.
Oczywiście są drobiazgi, do których można się przyczepić. Premierowy spektakl był ewidentnie jeszcze trochę nieociosany, widać to było zwłaszcza po aktorach, którzy z każdą minutą zyskiwali na pewności siebie i coraz lepiej odnajdowali się w rolach. Całość jednak wypada przekonująco i jest naprawdę godnym hołdem oddanym kultowemu serialowi. Choć to trochę banalne, jest to produkcja od fanów dla fanów.
Teatralna Kicia, 5 lutego 2025
Link: https://www.tumblr.com/teatralna-kicia/774668389916475392/twin-peaks-dodrzwi-czerwonych-zapukam-teatr?source=share
Nie nazwałbym się fanatykiem „Twin Peaks”, obejrzałem serial z umiarkowanym entuzjazmem, jak wiadomo nie ma szans, żeby ta produkcja dorównała najlepszym serialom wszechczasów, czyli „Miodowym latom” i „Graczykom”; niemniej widać, że Lynch starał się inspirować tymi dwoma wiekopomnymi dziełami. Uznałem jednak, że przecież inne filmy tego reżysera porywały mnie mocno wiele lat temu, więc nie mogę sobie odpuścić przedstawienia związanego z jego twórczością. Tak też wybrałem się na „Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam” w reżyserii Michała Nowickiego.
Grzegorz Like odpowiedzialny za tekst spektaklu przepisuje znaną z serialu Lyncha opowieść, jednak nie stara się przekazać wszystkiego, co tam się stało. Ogranicza się do kilku wybranych postaci z najbliższego otoczenia denatki i jednocześnie redukuje do minimum zbędne wątki poboczne. Śmierć Laury Palmer staje się tylko pretekstem do spojrzenia na to, co może się kryć pod powierzchnią tych wydarzeń i samo odkrycie mordercy nie jest rysowane jako rdzeń akcji; ważne jest to, czego przy okazji można dowiedzieć się o ludziach z jej otoczenia i o relacjach panujących między nimi. Przyglądamy się dziwnej, krążącej energii pomiędzy Donną, Bobbym, Jamesem, Lelandem i Sarah razem z agentem Cooperem, który utknął w niewiadomo jakiej nieokreślonej przestrzeni i jest zmuszony na nowo w kółko przeżywać i obserwować trwające śledztwo w sprawie śmierci tej młodej dziewczyny. Like bardzo zgrabnie radzi sobie przy tworzeniu tekstu do „Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam” z przetworzeniem absurdalności i dziwności filmów Lyncha; nie przepisuje ich, a ze sporą gracją adaptuje na polskie realia i polską kulturę – nie ma tutaj bezmyślnego kopiowania, jest świadoma zabawa formą.
atrzyłem na ten spektakl jednak nie tylko pod kątem zabawy Lynchowskimi tropami i formą. W tym onirycznym seansie osadzonym w niejasnej przestrzeni zupełnie jak „Mulholland Drive” nie wszystko wynika z siebie i nie prowadzi do jasnej, podanej na talerzu konkluzji. Ważny jest kontekst feministyczny, jasno związany z opresyjnym zachowaniem mężczyzn w świecie Twin Peaks: można to zaobserwować w relacji każdej postaci kobiecej z mężczyznami na scenie. Donna okazuje się być jedynie zabawką w rękach Jamesa, trofeum, które chciał zdobyć i zaprosić do tajnego klubu dachowych kotów. Jej uczucia w sprawie śmierci przyjaciółki są przez chłopaka umniejszane, wysuwa on siebie na piedestał i pcha się w światło reflektorów jako ten, którego uczucia ucierpiały najbardziej. Kolejną postacią wpisującą się w ten trop jest Sarah – matka Laury, która stara się przeprocesować stratę dziecka, jednak jej zachowanie od razu jest deprecjonowane przez męża i stawiana jest w pozycji wariatki, która powinna się zamknąć, uspokoić i wziąć leki. W momencie jednak, gdy nie słucha, zasługuje jedynie na spoliczkowanie, a nie na zrozumienie przez co przechodzi jako matka. Ostatnią postacią jest sama Laura, która okazuje się być idealną ofiarą: martwa młoda dziewczyna, będąca jedynie napędem dla męskiego ego dwóch chłopców walczących między sobą o nią pomimo jej śmierci – bo Bobby i James wciąż kłócą się, którego bardziej kochała. Pobrzmiewa tutaj trochę myśl znana ze spektaklu „Dead Girls Wanted” Wiktora Rubina z Teatru Zagłębia w Sosnowcu – „dobra dziewczyna to martwa dziewczyna”.
Drugim tropem, pozwalającym czytać ten spektakl według mnie jest próba przeanalizowania różnych sposobów przechodzenia żałoby i godzenia się ze stratą; od wściekłości Lelanda, przez szaleństwo Sarah aż do swego rodzaju apatię prezentowaną przez Donnę. Twórcy zgrabnie pozwalają śledzić to, że czas nie goi ran, a jedynie przykrywa je nowymi sprawami, a ból wewnątrz nadal się jątrzy. Ważny jest też fakt, że tak naprawdę sprawa zamordowanej dziewczyny nie jest niczym niezwykłym, jest sytuacją, których dzieją się setki dziennie na świecie. W Twin Peaks to wydarzenie staje się tak głośne z powodu małej społeczności; istotne staje się to, że ofiara pochodziła z dobrego domu i była ładna i –jak się zdaje – niewinna. To jedynie nakręca sensację – nikt nie chce tak właściwie odkryć kto stoi za tą sprawą, a jedynie nasycić się okrucieństwem.
Michał Nowicki udowadnia tutaj kolejny raz jak sprawnym jest reżyserem. Kieruje aktorami bardzo intuicyjnie, co pozwala mu egzekwować na scenie bardzo wyraziste postacie. Pewnie porusza się też w wybranej estetyce nawiązując do rozpoznawalnych elementów z kina Lyncha. Nie ma przestojów, a przedstawienie pędzi jak mały samochodzik z górki na pazurki (znam się na tym jako posiadacz Cinquecento). I, co najważniejsze, reżyser nie gubi się w formie sennych majaków, a łatwo potknąć się o własne nogi w tej mgle niejasności – za to szczere gratulacje.
Pozwolę sobie napomknąć o Krzysztofie Cybulskim grającym agenta Coopera – wybornie odnajduje się w zaproponowane estetyce i tworzy bardzo wyrazistą postać, bardzo odmienną od tego, co proponował nam serial, jednak mającą wspólne punkty z Cooperem Kyle’a MacLachlana. Cybulski ma niepokojące, świdrujące czarne oczy z których robi świetny użytek i zwraca na siebie uwagę w scenach choreograficznych. Zgrabnie balansuje na granicy szaleństwa, humoru i pewnego niedopowiedzenia swojej postaci. Fajniutka rola, bardzo chętnie zobaczyłbym coś więcej w jego wykonaniu.
Na gorący uśmiech jak zawsze zasługuje Monika Kufel, która w roli Sarah Palmer jest tak bardzo na skraju jak ja w dowolny dzień tygodnia w pracy. Sekundy od wybuchu, jedzie w swoim szale przez zimną, jałową pustynię, tli się w niej nieokiełznania wściekłość i ból, który kiedyś wybuchnie, ale to nie jest jeszcze ten moment. Bardzo dobrze buduje swoją rolę na chłodnych, pustych spojrzeniach i obojętnej, władczej rozpaczy. Niezmiennie podoba mi się maniera, którą Kufel wykorzystuje na scenie.
I na koniec chyba odwiecznie najważniejsze pytanie – kto zabił Laurę Palmer? My wszyscy swoją obojętnością i milczącym przyzwoleniem. „Twin Peaks: do drzwi czerwonych zapukam” patrzy w bardzo ciekawy sposób na problemy przemocy używając do tego bardzo charakterystycznego stylu, bezbłędnie naśladującego to, co proponował David Lynch w swoich filmach. Może być to ciekawa podróż dla wielbicieli tego reżysera, ale uważam, że osoby niewtajemniczone też odnajdą się spokojnie w tym absurdalnym świecie balansującym pomiędzy humorem a strachem. Solidny spektakl, poprowadzony bardzo konsekwentnie, z niewymuszonymi żartami, ale też chwilami przerażający. Pyszny miks.